Skip to content

Bond pali się ze wstydu, czyli o prawdziwych asach brytyjskiego wywiadu

10 sierpnia 1909 rok. Pewien komandor porucznik marynarki wojennej szykuje się do zasłużonej emerytury, gdy otrzymuje list z ciekawą propozycją pracy. Tak rozpoczyna się nowy rozdział w jego karierze i otwiera nową kartę w historii brytyjskiego wywiadu. Sieć wyspecjalizowanych agentów, fałszywe tożsamości, przebrania i pseudonimy, tajne hasła i szyfry, tajemniczy Szef, międzynarodowe spiski i zakulisowe zmagania, zdrajcy, szpiedzy, kurierzy, informatorzy, a do tego tajna broń Churchilla. Brzmi jak fabuła kolejnego filmu o agencie 007? Nic bardziej mylnego. To historia najprawdziwszych agentów w służbie Jej Królewskiej Mości.

 

Tajemniczy C

To na jego biurko trafiały wszystkie tajne raporty. Przez 6 lat kierował wszystkimi tajnymi operacjami na terenie radzieckiej Rosji. Stworzył profil szpiega doskonałego i osobiście zwerbował najlepszych brytyjskich agentów. Jego tożsamość była najlepiej strzeżoną tajemnicą Whitehallu. Dziś wiadomo że pod pseudonimem C krył sie szef londyńskiego biura SIS – Mansfield George Smith-Cumming, nazywany także po prostu Szefem. „Blady, starannie ogolony mężczyzna o twarzy, której najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest charakterystyczny dla Puncha podbródek, małe, lecz pięknie wykrojone usta i bardzo jasne oczy”. Kim był ten niepozorny człowieczek z podbródkiem jak u popularnej pacynki? Zanim został szefem Biura Tajnej Służby służył w marynarce wojennej, choć z powodu silnej choroby morskiej został zwolniony z czynnej służby. To właśnie on w 1909 roku otrzymał od kontradmirała propozycję objęcia stanowiska szefa oddziału zagranicznego SIS. Cumming doskonale odnalazł się na nowym stanowisku i dzięki jego ciężkiej pracy, biuro prężnie się rozwijało. Jego siedziba została w końcu przeniesiona do edwardiańskiej rezydencji przy Whitehall Court 2, gdzie odwiedzający biuro byli dezorientowani przez gmatwaninę  pomieszczeń i korytarzy pełnych luster i ślepych zaułków. Tutaj Cumming osobiście przeprowadzał rozmowy z kandydatami na agentów, jego zespół wymyślał nowe sposoby ukrywania wiadomości i maskowania się, tworzył wynalazki przydatne w pracy wywiadowczej (część z nich wynalazł sam Cumming), ale przede wszystkim to właśnie na Whitehall szkolono agentów, którzy przeszli do historii.

Sir George Mansfield Smith-Cumming (źródło: riddleofthesands.net)
Sir George Mansfield Smith-Cumming (źródło: riddleofthesands.net)

Kurs szpiegostwa

Prawdopodobnie w 1915 roku C rozpoczął cykl szkoleniowy dla szpiegów. Takie kursy szpiegostwa trwały kilka tygodni i obejmowały m.in. wywiad i kontrwywiad, szyfry i kody, handel wojenny, cenzurę pocztową i telegraficzną. Eksperci ze Scotland Yardu nauczali technik śledzenia i rozpoznawania, że jest się śledzonym. Ważna była także umiejętność korzystania z atramentu sympatycznego. Dla pracowników SIS ważne było także odkrycie takiego atramentu, który można by zrobić z naturalnych składników. Jeden z nich wspomina: „Nigdy nie zapomnę wybuchu wesołości C, gdy pewnego dnia przyszedł do nas główny cenzor Worthington z wiadomością, że jeden z jego ludzi odkrył, iż sperma nie reaguje na opary jodyny”. Chociaż odkrywcę trzeba było przenieść z powodu docinków kolegów, pewne jest, że niektórzy agenci wykorzystywali nasienie do pisania wiadomości. Oprócz atramentów używano też szyfrów. Cumming miał cały zespół wysoko wykwalifikowanych szyfrantów, którzy ciągle dopracowywali kody, zmniejszając możliwość ich odczytania przez osoby niewtajemniczone. Po skończonym szkoleniu agent otrzymywał stosowną wyprawkę – przydatne gadżety, a wśród nich można było znaleźć malutkie aparaty fotograficzne i zminiaturyzowane filmy możliwe do ukrycia w papierosie.

Często agenci mieli coś ukrytego w bucie (źródło: news.discovery.com)
Często agenci mieli coś ukrytego w bucie (źródło: news.discovery.com)

Dla agentów pracujących na terenie wroga Tajna Służba Wywiadowcza opracowała specjalną broszurę „Uwagi na temat instruowania i werbowania agentów”, poruszającą takie aspekty, jak metody szyfrowania czy zastosowanie przebrań.

 

Najlepsi z najlepszych

„Nazywam się Bond, James Bond”. W 2001 roku w głosowaniu na najsłynniejszy cytat filmowy wygrały właśnie te słowa, pojawiające się w filmach z cyklu o szpiegu idealnym – agencie 007. Jednak ten zabójczo skuteczny i zabójczo przystojny agent blednie w obliczu swoich realnych pierwowzorów – „nicponi” Mansfielda Cumminga:

Szpieg doskonały – George Hill występujący pod pseudonimem IK8. Był oficerem Królewskiego Korpusu Lotniczego i pracował w Rosji jako konsultant wojenny. Po wybuchu rewolucji bolszewickiej został zwerbowany przez Cumminga. Hill odznaczał się zdolnościami lingwistycznymi (posługiwał się biegle 6 językami), talentem do wtapiania się w obce kultury i niezwykłą pamięcią fotograficzną. Charakterystyczna była dla niego broń ukryta w lasce. Podczas wykonywania misji na terenie Związku Radzieckiego stworzył fałszywą tożsamość – komiwojażera niemiecko-bałtyckiego pochodzenia, Georga Bergmanna. Hill miewał skłonności do błaznowania i uwielbiał kobiety, które chętnie werbował w charakterze agentek.

Podwójny agent – Arthur Ransome. Na kilka lat przed rewolucją przebywał w Rosji jako korespondent Daily News. Ponieważ znał wielu ważnych polityków rosyjskich i mieszkających na obczyźnie Anglików, został wezwany do MSZ. Sam zaproponował, że wróci do Rosji jako nieoficjalny wysłannik. Początkowo został odrzucony z powodu jawnego sympatyzowania z bolszewikami – z tego samego powodu miał trudności z powrotem do kraju i przez cały okres działalności był uważany za podwójnego agenta. Ransome był blisko zaprzyjaźniony z Karolem Radkiem, osobiście znał Trockiego i często spotykał się z samym Leninem, który darzył go sympatią. Wdał się też w romans z osobistą sekretarką Trockiego Jewgienią Szelepiną, dzięki czemu miał dostęp do najtajniejszej korespondencji.

As wywiadu – Sidney Reilly występujący pod kryptonimem ST1. Był ekstrawaganckim przedsiębiorcą ze skłonnością do hazardu, ryzyka i kobiet. Pomimo rozbieżnych opinii na temat jego lojalności został wysłany do Rosji. Na jego korzyść przemawiała jego szczera nienawiść do bolszewików. Jego działania cechowała niezwykła brawura i bezczelność – zaraz po przybyciu do Rosji zażądał widzenia z Leninem. Dokonał też zmiany tożsamości w pociągu (wsiadł jako jedna osoba, a wysiadł jako druga), wykorzystując pomoc sobowtóra. Miał klika fałszywych tożsamości – Konstantin Markowicz Massino, pan Konstantin i Zygmunt Reliński. Był jednym z głównych organizatorów spisku, mającego na celu obalenie komunistów we współpracy z łotewskimi najemnikami (spisek odkryty).

Człowiek o stu twarzach – Paul Dukes występujący pod kryptonimem ST25. Był muzykiem i dyrygentem w carskim Teatrze Maryjskim. Spośród wszystkich agentów to właśnie on stworzył najwięcej fałszywych tożsamości – był m.in. Ukraińcem Józefem Iljiczem Afirienko, Józefem Krylenko, Aleksandrem Wasiljewiczem Markowiczem i Aleksandrem Bankau. Jego fałszywe dokumenty potwierdzały służbę w Czeka, co dawało mu ogromną swobodę w poruszaniu się po kraju. Każdą nową rolę, w którą się wcielał dopracowywał do perfekcji – nie został rozpoznany przez swoją byłą gospodynię, a ukrywając się u pewnego lekarza, udawał napady padaczki podczas nalotów Czeka. Dukes jest jedynym agentem SIS wyróżnionym nadaniem tytułu szlacheckiego.

 

Ściśle tajna instytucja szkoląca szpiegów doskonałych i tajemniczy Szef. Czego chcieć więcej? Oczywiście wrogich agentów i tajnej broni masowego rażenia! Zachęcam, więc do przeczytania „Rosyjskiej ruletki” Giles’a Milton’a, gdzie dowiecie się czym była Armia Boga i jak Winston Churichill chciał wygrać wojnę z bolszewikami. A jak potoczyły się późniejsze losy agentów i Cumminga? Kto oddał się okultyzmowi, a kto wpadł w pułapkę tajnej policji? Również zapraszam do lektury!

Więcej tutaj: http://o-historii.pl/rosyjska-ruletka-g-milton-recenzja/