Skip to content

Co Ty wiesz o polskiej kinematografii?

Zawsze za historią opowiedzianą w filmie kryje się druga – historia samego filmu. A kto nie lubi się w nią zagłębić?  Sceny nieudane i wycięte, aktorzy zapominający tekstu i ich kiepskie, ale śmieszne improwizacje, anegdoty i plotki z planu. Każda produkcja kryje takie „smaczki”, a polska kinematografia jest ich pełna…

Filmy kontrolowane

Polscy filmowcy w PRL-u oprócz pomysłu na film musieli mieć też plan, jak przebić się przez wielopoziomową zaporę oficjalnej cenzury. Najpierw były Komisje Scenariuszowe, które z miejsca usuwały sceny i dialogi podejrzane, niewygodne, antypartyjne. Gdy ekipa przystąpiła do zdjęć, jej poczynania uważnie śledzili szpiedzy, a nawet SB. Gotowy film był oglądany przez władze kinematograficzne i cenzurę, a potem reżyser otrzymywał listę poprawek, po wniesieniu których mógł otrzymać kolejną i kolejną… Rekordzistą w tej dziedzinie był „Miś” Barei, zmieniany i cięty kilkadziesiąt razy. Filmy, które według cenzorskich wytycznych z „Księgi zapisów i zleceń” oraz „zapisów” lokalnych, nie spełniały określonych wymagań były odstawiane na półkę. Film „Dwie godziny” trafił na taką półkę na 10 lat za zbyt pesymistyczny wydźwięk, a „Ósmy dzień tygodnia” na 25 lat. „Zakazane piosenki” zostały pocięte i uzupełnione o sceny ideologiczne już po premierze i ponownie puszczone w kinach. Przerobiony został także „Dom na pustkowiu” (zarzut: drobnomieszczaństwo i pięknoduchostwo) i „Robinson warszawski” (nowy tytuł: „Miasto nieujarzmione”), z czołówki którego Miłosz wycofał swoje nazwisko z powodu zmian. Zmian nie uniknęło też „Zezowate szczęście”. Na długo po zakończeniu zdjęć i montażu filmowcy musieli spełnić jeszcze jeden wymóg, by ich film mógł trafić do publiczności. Władze domagały się zmiany jednego zdania w gazetce więziennej – „Bierut krwawy pachołek Stalina” (zmienione na: „Ząb, zupa, dąb…”).  Film, który prześliznął się przez palce cenzury, zawsze można było przeznaczyć do wąskiego rozpowszechnienia i ograniczyć liczbę jego kopii („Rejs”, „Człowiek z marmuru”). Niektórzy twórcy decydowali się przeczekać cenzurę. W okresie pierwszej Solidarności filmowcy mogli liczyć na poparcie wielomilionowego związku zawodowego („Człowiek z żelaza”) lub skorzystać z możliwości tworzenia nielegalnych kopii video („Przesłuchanie”).

Kadr z filmu "Rejs" (źródło: culture.pl)
Kadr z filmu „Rejs” (źródło: culture.pl)

Ciężkie jest życie filmowca

Filmowcy w powojennej Polsce musieli zmagać się z oficjalną władzą kinematografii, sprostać wymaganiom cenzury i walczyć o pozwolenie na filmowanie. Nierzadko ekipa była zmuszona do pracy w trudnych warunkach – sprzęt nie spełniający oczekiwań, nieodpowiednie oświetlenie, brak środków na przygotowanie scenografii i kostiumów. Gdy w powojennej Warszawie powstawał „Kanał”, stolica nadal była w ruinie. Dodatkowo oficjalna propaganda milczała na temat produkcji, ponieważ film miał opowiadać o powstaniu warszawskim. Nie zniechęciło to jednak filmowców, a z pomocą przyszli im warszawiacy – gotowali ekipie obiady i pomagali budować scenografię. Statyści, pamiętając walki powstańcze, nie potrzebowali szczególnych instrukcji – wiedzieli jak zachować się pod ostrzałem. Wyzwanie stanowiły za to zdjęcia w kanałach, w labiryncie których łatwo było zabłądzić. Nad ekipą czuwali ci sami kanalarze, instruujący powstańców. Podczas filmowania ważna była izolacja sprzętu – gdyby wpadł do wody, cała ekipa zostałaby porażona.

"Kanał"
„Kanał”

Podobne zagrożenie wiązało się z kręceniem sceny podtapiania  bohaterki filmu „Przesłuchanie”. Krystyna Janda, która wcieliła się w rolę Antosi, popijała wódką proszki przeciw przeziębieniu, a większość ekipy miała wysoką temperaturę. W wodzie razem z aktorką pływały tresowane szczury, które musiały mieć odpowiedni make up. Koniec zdjęć zbiegł się z ogłoszeniem stanu wojennego i film został zmontowany, a następnie skopiowany w całkowitej konspiracji.

Z innymi trudnościami borykał się Tadeusz Konwicki, kręcąc „Ostatni dzień lata”. Zespół KADR od początku był przeciwny temu, by Konwicki samodzielnie reżyserował film. Bez większego przekonania i raczej dla świętego spokoju dali mu sześć tysięcy metrów czarno-białej taśmy i 10 tysięcy złotych. Ekipa „na lekkiej bani” pojechała na plażę pod Łebą, gdzie musieli wystarać się o pozwolenie na filmowanie (była to pilnie strzeżona granica państwa). Z powodu braku sprzętu dźwięku nie nagrywano na planie, a stary konar służył za statyw. Aktorzy grali za darmo, a Jan Laskowski dostał zapalenia płuc od ciągłego leżenia na mokrym piachu. Po obejrzeniu pierwszej wersji filmu twórcy niemal natychmiast zdecydowali, że jest do niczego i trzeba kręcić od nowa. Kolejne zdjęcia przeciągały się i ostatecznie „ostatni dzień lata” wypadł w październiku.

Scena z filmu "Faraon"
Scena z filmu „Faraon”

Produkcje warte miliony

Filmy giganty polskiej kinematografii – pochłaniały miliony złotych, czas i wysiłek nawet kilku tysięcy ludzi. Ich premiery były wydarzeniami na skalę narodową, a w kinach obejrzały je miliony ludzi w kraju i za graniczą. Jednym z takich wielkich, filmowych przedsięwzięć był „Faraon” Kawalerowicza. Same przygotowania do napisania scenariusza zajęły mu 4 lata ­– w tym czasie czytał o starożytnym Egipcie, odwiedzał muzea, odbywał podróże dokumentacyjne. Zdjęcia plenerowe odbywały się w Bucharze (5 miesięcy) i w Egipcie (5 tygodni). Wnętrza nakręcono w Łodzi, a podróż po Nilu na jeziorach mazurskich. Do głównej roli Ramzesa XIII pretendowało 50 aktorów. Ostatecznie wybrany został student szkoły aktorskiej Jerzy Zielnik, który na przesłuchaniach zupełnie nie krępował się występować w samym ręczniku. „Faraon” okazał się wielkim sukcesem – w pierwszym roku w samej Polsce obejrzało go 10 milionów. Został też nominowany do Oscara.

Jeszcze większą i bardziej czasochłonną produkcją były „Noce i dnie”. Według wyliczeń reżysera nakręcenie filmu zajęło 1825 dni – dwa lata trwała praca nad scenariuszem, dwa i pół roku zdjęcia, pół roku sam montaż. W czasie pracy nad filmem członkowie ekipy żenili się, rozwodzili, rodziły im się dzieci. Warunki na planie panowały wiejskie i ciężkie – ekipa spała w chłopskich chałupach i myła się wodą ze studni. Żeby podołać tym warunkom, nierzadko sięgali po alkohol. Na potrzeby filmu wybudowano specjalny dworek, w okolicy zasiano odpowiednie zboża i założono rozległy ogród. Budżet wynosił 130 milionów ówczesnych złotych, a film doczekał się oscarowej nominacji.

Główni bohaterowie filmu "Noce i dnie"
Główni bohaterowie filmu „Noce i dnie”

„Rękopis znaleziony w Saragossie” to kolejny film przygotowany z prawdziwym rozmachem. Zdjęcia zajęły 97 dni, budżet produkcji wynosił 18 milionów. W Parku Szczytnickim we Wrocławiu wybudowano imponujących rozmiarów makietę Madrytu, dla 187 aktorów uszyto 232 kostiumy. Film celowo nakręcono na taśmie czarno-białej w obawie, że kolor może zdemaskować makietę udającą prawdziwy Madryt.

Poza zasięgiem obiektywu

To co kinomaniacy kochają najbardziej – ciekawostki z planu filmowego. Wszystko to, co umknęło kamerom i czego nie zobaczymy w kinie. Nierzadko historia samego filmu jest równie ciekawa, co ta w nim opowiedziana. Na koniec więc dla wytrwałych czytelników garść ciekawostek typu: „Czy wiedziałeś, że…?”.

Szympansica występująca w „Seksmisji” miała stawkę 10 razy wyższą niż Jerzy Stuhr.

W „Krzyżakach” Zbyszko w pojedynku z rycerzem krzyżackim walczy gumowym mieczem. To uratowało życie innemu aktorowi, który przez przypadek otrzymał cios. Niedźwiedź, z którym Zbyszko pojedynkował się w lesie, był tresowany. Aktor po pracy chodził z nim na spacery.

Piwowski aktorów do „Rejsu” znalazł za pośrednictwem ogłoszenia w gazecie. Z kilku tysięcy chętnych wybrał ludzi szalonych, śmiesznych, niedorzecznych, postaci z zaułków i hoteli robotniczych. To oni tworzą w filmie atmosferę absurdu i szaleństwa.

Bareja miał duży dystans do siebie. Zagrał w „Misiu” (sprzedawca wędlin w Londynie), „Alternatywach 4” (dzielnicowy), „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” (dźwiga sedes), „Brunecie wieczorową porą” (pijaczek). Dystans i poczucie humoru były reżyserowi potrzebne – cenzura nakazała usunięcie 32 scen, a sam film został doceniony dopiero po upływie 10 lat.

Scena z filmu "Miś"
Scena z filmu „Miś”

„Człowiek z marmuru” powstał z anegdoty o murarzu, który szukał pracy w urzędzie zatrudnienia w Nowej Hucie. Urzędniczka rozpoznała w nim byłego przodownika pracy, który kładł pierwsze cegły pod budynek urzędu. Na tej podstawie Ścibor-Rylski napisał cały scenariusz. Za ten film Wajda otrzymał premię w postaci „Cegły” na Festiwalu Filmowym w Gdańsku. Wyróżnienie to uważa za ważniejsze od Oscara.