Skip to content

„Henry Ford” V. Curcio [recenzja]

Istnieją już dziesiątki prac dotyczących działalności Henry’ego Forda. Dlaczego więc Vincent Curcio postanowił napisać kolejną? Wygląda na to, że do tej pory nikt nie uchwycił dokładnie tego, o co chodziło w życiu temu „szurniętemu facetowi”, jakim był ojciec amerykańskiej motoryzacji.

StMTg0LTExNDU4OS1IZW5yeSBGb3JkX29rbGFka2FfMzAwZHBpLmpwZw==

Nikomu nie trzeba mówić, kim był Henry Ford. Założę się, że samochód jego firmy bez problemu każdy z nas znajdzie na najbliższym parkingu. Przemysł motoryzacyjny to jednak jedynie wierzchołek góry lodowej. Mamy bowiem jeszcze Forda – producenta ciągników, Forda – plantatora kauczuku, Forda – założyciela muzeum i skansenu, Forda – kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych, Forda – pacyfistę, wypuszczającego na taśmach produkcyjnych ścigacze okrętów podwodnych i Liberatory, Forda – antysemitę podejrzewanego o współpracę z reżimem hitlerowskim, a jednocześnie współpracującego z wyznawcami judaizmu, Forda – przeciwnika dobroczynności, który wyłożył miliony na działalność charytatywną, w tym na własny szpital i szkołę.

Niezwykła sprzeczność postaci Forda to ogromne wyzwanie dla autora jego biografii. Kto wie, czy Vincent Curcio, decydując się na napisanie jej w formie popularyzatorskiej, nie podjął się najtrudniejszego zadania – przebrnięcia przez tony informacji i osądów zawartych w pracach innych autorów i wyssania z nich esencji. Poszło mu to całkiem nieźle. Dużo lepiej jednak niż samego Forda poznajemy czasy, w jakich żył. Ich opis jest chyba największym plusem książki, sprawiającym, że po nieco nużącym pierwszym rozdziale, resztę można chłonąć już bez większych problemów.

Wyobraźmy sobie teraz Detroit początku XX w. Ponad półtoramilionowe miasto, gdzie niczym grzyby po deszczu wyrastają wciąż nowe fabryki, przybywają tysiące ludzi szukających zarobku i lepszego życia. W tym wszystkim rozgrywa się wyścig motoryzacyjny. Kolejne wehikuły wyjeżdżają na ulice, wznosząc tumany kurzu i zaskakując coraz większą precyzją. To tu rodzi się nie tylko Ford, ale chociażby Dodge czy Cadillac. To właśnie tu zostaje wydane pierwsze w dziejach Stanów Zjednoczonych prawo jazdy i dochodzi do sprzedaży pierwszego w kraju samochodu.

Curcio ma niebagatelny talent do tworzenia tła, które wciąga i fascynuje. Mimo że Ford bezsprzecznie jest głównym bohaterem pracy, to jednak często pozostaje jedynie nitką, na którą zostały ponawlekane inne elementy. Ta biografia to jednocześnie interesujące kompendium wiedzy o rozwijającym się rynku motoryzacyjnym w Stanach Zjednoczonych: o roszadach personalnych, prywatnych potyczkach, mechanizmach działania reklamy, kolejnych rozwiązaniach technologicznych i produkcyjnych, pierwszych wyścigach samochodowych oraz intrygujące studium przypadku ewolucji zakładu pracy w zmechanizowaną i ustandaryzowaną fabrykę masowej produkcji, uwzględniając przy tym wszystkie wynikające z tego dla przeciętnego pracownika konsekwencje.

Henry Ford i jego firma, jego pracownicy oraz sam przemysł motoryzacyjny składają się na tę książkę w równych częściach. Satysfakcji dostarcza szczególnie druga połowa książki, gdzie linearna narracja ustępuje miejsca retrospekcji, co przydaje pracy bardziej analitycznego charakteru. Dzięki temu odejdziemy od książki zdecydowanie bardziej syci, niż mogłoby się to wydawać na początku.

Curcio pokazuje nam wszystkie etapy życia Forda i budowy jego imperium. Tego, co jednak mi brakuje, to dobrze wykonanej analizy fenomenu jego popularności wśród zwykłych Amerykanów. W tym przypadku jest to o tyle ważne, że Fordowi nie zaszkodziły zanadto ani jego antysemickie wypowiedzi, ani odejście od pięknego programu „demokratyzacji zamożności” na rzecz bezdusznego systemu produkcyjnego. Jak to się stało, że pomimo zmniejszenia płac (a nawet zejścia poniżej poziomu niektórych innych gigantów motoryzacyjnych), zwolnień, nieustannego przyspieszania tempa produkcji, zakazu rozmów w trakcie pracy i znęcania się umysłowego, większość pracowników nadal była zadowolona ze swojej posady? Nawet śmierć czterech byłych pracowników Forda podczas marszu głodowego w 1932 r. nie wpłynęła w dłuższej perspektywie na postrzeganie firmy jako dobrego miejsca pracy! To zagadka, dla której chciałabym usłyszeć bardziej rozwinięte rozwiązanie niż po prostu geniusz i proste życie, z którym każdy Amerykanin był w stanie się utożsamić.

Pewne drobne zastrzeżenia może również budzić nieco rwana narracja. Szczególnie w pierwszej części książki zdania nie zdają się przechodzić w siebie płynnie. Trudno jednak ocenić czy z pretensjami należy odnieść się do autora czy do tłumacza – za tym pierwszym przemawiają pewne niekonsekwencje w tekście (m.in. kto pisał za Forda antysemickie artykuły? Na str. 157 pojawia się informacja o Williamie J. Cameronie, na str. 168 podano natomiast nazwisko Augusta Mellera), za drugim pojedyncze przypadki użycia angielsko brzmiącej składni. Żadne z tych drobnych niedociągnięć nie zmieni jednak mojego zdania, że po książkę warto sięgnąć.

„Nie ma wielu osób, w istocie jest ich bardzo niewiele, których praca i wywierany przez nie wpływ są tak istotne, że z czasem zasadniczo zmieniają to, jak ludzie żyją” – napisał Curcio we wstępie pracy. I rzeczywiście, Ford dał ludziom tani samochód, a swoim pracownikom świadomość, że mogą godnie żyć. Szybko jednak bezpłatne kursy językowe dla zatrudnionych obcokrajowców ustąpiły miejsca odczłowieczonej sile rynku. Czy Ford – jak pisze Curcio – porzucił swoje ideały, czy też może zawsze kierował się tylko i wyłącznie ekonomicznymi kalkulacjami? Choć wnioski samego autora wydają mi się być zbyt ostrożne, to przecież można z nimi dyskutować. I to dokładnie ma robić praca popularnonaukowa – pobudzać do dalszych poszukiwań, intrygować i zmuszać do myślenia. Curcio wypełnił wszystkie te elementy.

 

Tytuł: „Henry Ford”

Autor: Vincent Curcio

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2014

Link do strony wydawnictwa