Skip to content

Kaczor Donald popiera strajkujących – o strajku w wytwórni Walta Disneya

Wytwórnia stworzona przez Walta Disneya odnosiła sukcesy (Oscary, miliony dolarów). Wkład tysiąca pracowników złożył się na ten sukces. Jednak czy u Disneya dobrze się pracowało?

 Disney jako pracodawca

Walt Disney otwierał swoją wytwórnię od podstaw. Jako dziecko pracował praktycznie od bardzo wczesnych godzin porannych (a można rzec – bardzo późnej pory nocnej) aż po ostatnie godziny wieczorne. Również chodził do szkoły. Nieraz był tak zmęczony, że usypiał na lekcjach. To wszystko dlatego, że jego ojciec wolał wziąć swych synów do pomocy przy roznoszeniu gazet, niż zatrudnić kogoś obcego. Gdy Walt   zaczął myśleć nad pracą rysownika, jakoś nie miał szczęścia (a niektórzy mówią, że też talentu) do znalezienia posady w wytwórni. Za namową swojego brata Roya zaczął  własną działalność. Po kilku latach sukces w końcu przyszedł, a to za sprawą pewnej myszki.

Walt Dinsey (po środku) wraz z pracownikami-podczas prac nad Disneylandem
Walt Dinsey (po środku) wraz z pracownikami-podczas prac nad Disneylandem

Jednak Walt jako pracodawca był nieznośny. Czepiał się wszystkiego i wszystkich. Najlepiej byłoby, aby ludzie, których zatrudniał, pracowali długo i nie żądali zbyt dużo pieniędzy. Oczywiście Disney musiał kontrolować wszystko, co powstawało. Irytowało to wielu pracowników, a zwłaszcza tych pracujących z nimi od wielu lat, jak m.in. drugiego ojca Mikiego, Ubo Iwerksa.    Disney potrafił też wiele poświęcić dla wytwórni. Musiał sprzedać swój sportowy samochód, by ukończyć pierwszy film z Myszką Miki. Jednak w wielu momentach – zwłaszcza na początku – postępował nierozsądnie. Mimo braku pieniędzy chciał skończyć swoje projekty i ryzykował. Jednak należy przyznać, że gdyby nie ryzyko podjęte w 1928 r., nie powstałaby legendarna Myszka.

Gdzie Disney nie może, pośle mafię

Gdy zaczęły powstawać związki zawodowe wśród rysowników, pracownicy chcieli też założyć je na disneyowskim podwórku. Walt za namową Gunthera Lessinga, prawnika i wiceprezesa wytwórni,   postanowił założyć Disney Federation of Screen Cartonists, czyli   marionetkowy związek zawodowy. Jednak ktoś potrafił się sprzeciwić. Tym kimś był zwykły, szeregowy malarz Herb Sorrell, który chciał stworzyć Związek Malarzy i Rysowników. Jego plany próbowała popsuć mafia. Willi Bioff, „ochroniarz” wielkich wytwórni, za dobrą „pensję” (50 tys. dolarów rocznie) gwarantował swoim klientom, że koszty pracownicze będą minimalne. Ten, kto psuł jego biznes, mógł liczyć na zemstę. Taka sytuacja miała miejsce w 1938 r.:  wówczas Jeff Kibre złożył skargę w NLRB na szefa wytwórni Foks, Josepha Schencka, który zapłacił Bioffowi, aby ten stworzył kilka związków zakładowych. Kibre został ostatecznie pobity przez jednego z opryszków Williego. Natomiast   pracownik wytwórni Disneya, Sorrell przyjaźnił się z poszkodowanym i zgłosił jego historię prasie. Można się domyślić, że Bioff nie był z tego tytułu zadowolony. Poprosił swego przełożonego, Jona Rosselliego o zgodę na „załatwienie” malarza z wytwórni Disneya. Sprawą Sorrellego miał zająć się Frank Nitti.

 

Jak przechytrzyć mafiosa?

Nitti przyjechał do Hollywood i postanowił zlecić komuś unieszkodliwienie zdrajcy. Sorrelli jednak bardzo szybko dowiedział się o planowanym napadzie. O wszystkim powiedział mu nieznajomy z klubu bokserskiego, którego Nitti wynajął do pomocy. Mieli oni pojawić się pod hotelem Taft, gdzie znajdowało się biuro związkowe Sorrellego i tam go zaatakować. Tymczasem wszystko obróciło się przeciwko Nittiemu. Malarz umówił się z nieznajomym, że ten pod hotelem położy rękę na ramieniu Nittiego. Zatem Sorrelli dowiedział się, jak wygląda jego zabójca, więc postanowił walczyć. Podszedł do niego i zbił go na kwaśne jabłko. Od tej pory związkowcy widzieli w Sorrellim osobę, która nie bała się sprzeciwić mafii. Natomiast J. Edgar Hoover uznał go za komunistę, a ruch związkowy – za miejsce dla wywrotowców narodowych.

Zanim pójdziesz za potrzebą, odbij kartę

Walt w artykule z 1940 r. twierdził, że jego rysownicy dostają najwyższe   pensje w firmie (nie licząc gwiazd Hollywood). Pominął w tym zestawieniu siebie i swego brata (sam dostawał tygodniówkę w wysokości 2 tys. dolarów, a jego brat Roy – 1 tys.). Prywatnie jednak Disney narzekał na to, że przez połowę czasu animatorzy ostrzą ołówki, a nie pracują. Groził, że przeniesie studio na Florydę (to pozostało jedynie pogróżką), ale postarał się, by wymóc na podwładnych większą odpowiedzialność za pracę. Wprowadził karty zegarowe – mieli je stosować wszyscy bez żadnego wyjątku, nawet najsłynniejsi artyści. Odbicie kart nie obowiązywało tylko przy rozpoczęciu i zakończeniu dnia. Przecież Walt płacił im tylko za pracę, a nie za przerwę na toaletę czy posiłek. Zatem wyjście za potrzebą było połączone z obowiązkiem odbicia karty. To bardzo „logiczne” podejście.

 

Śnieżka i Hitler stwarzają problemy

Walt Disney i siedmiu krasnoludków
Walt Disney i siedmiu krasnoludków

Przez ok. 3 lata trwały prace nad „Królewną Śnieżką”. Początkowo produkcja miała kosztować ok. 500 tys. dolarów, lecz z czasem – jak to zwykle bywało – koszty produkcji znacznie wzrosły. Natomiast ludzie pracowali po godzinach za darmo. W najnowszej biografii Walta Disneya podano, iż po premierze „Królewny Śnieżki” pracownicy dostali czeki z premią. Jednak Lisa Johnson w artykule na temat strajku w wytwórni w 1941 r. wskazywała na to, że studio nie wypłaciło tych premii. Co się stało z zyskami? Disney zainwestował pieniądze w budowę nowego studia.

Warto wskazać, że II wojna światowa odbiła się niekorzystnie na wytwórni. Zmalały zyski i też rynek europejski zamknął się na produkcje disneyowskie. Stany Zjednoczone nie włączyły się do niej jeszcze w 1939 r., lecz niebawem miało się to zmienić. Natomiast ok. 1940 r. studio Disneya zobowiązało się zatrudniać wyłącznie zrzeszonych w związkach: muzyków, operatorów, kostiumologów, charakteryzatorów, rekwizytorów etc. Niedługo mieli dojść też rysownicy. W lutym 1941 r. podczas spotkania z pracownikami Walt wyjaśnił problemy, z jakimi boryka się studio. Jego celem było zatrzymanie całej załogi, lecz niestety chciał obniżyć pensje. Przypomniał im trudne początki studia – jak wraz z Royem musieli sprzedawać samochody. Próbował też przygotować się do poboru mężczyzn do wojska – zaczęto szkolić kobiety, by mogły wówczas ich zastąpić. Podczas tego spotkania Walt powiedział również, że nie zabrania pracownikom zrzeszania się, lecz muszą oni pamiętać o jednej kwestii –- prawo wskazuje, iż takimi sprawami powinni zajmować się poza miejscem pracy i w czasie od niej wolnym.

Mniejsze pensje, obawa utraty posady, inwestowanie w rozwój wytwórni oraz despotyczne rządy Walta   – to stanowiło powody konfliktu między studiem a Disneyem.

 

Ustawa Wagnera

W lipcu 1935 r. zaczął funkcjonować National Labor Relations Act, potocznie zwany ustawą Wagnera. Tworzył on nową National Labor Relations Board. Głównym jego zadaniem była mediacja w sprawach pracowniczych. Oczywiście pracodawcy nie chcieli uznać NLRB, lecz Najwyższy Sąd potwierdził konstytucyjność zarówno ustawy, jak i nowej instytucji.

 

Kolejna próba utworzenia związku

Lessing zatrudnił w wytwórni Davida Hilbermana – pracował on już przy „Królewnie Śnieżce”. Dobrze zarabiał i powoli zaczął też awansować. Był w raczej idealnej sytuacji. Charlotte Darling z Warnera skontaktowała się z nim i zaczęła opowiadać, że muszą stworzyć związek zawodowy. David zastanawiał się po co, bo przecież miał pieniądze, a tym samymza co żyć. Charlotte wyjaśniła mu cel powstania związku zawodowego. Hilberman w końcu uznał, że należy coś takiego utworzyć. David i Charlotte spotkali się z Arthurem Babbittem, który kierował marionetkowym związkiem zawodowym u Disneya. Udało im się go przekonać, aby przestał być namiastką związkowca. Ale dlaczego Babbitt postanowił się wyłamać? Sam twierdził, że miało to związek z niewłaściwym postępowaniem Disneya wobec pracowników. Jedna z rysowniczek zemdlała w pracy, gdyż jej pensja nie wystarczała na jedzenie. Z 18 dolarów, jakie dostawała tygodniowo, dwa musiała dawać człowiekowi, który podwoził ją z domu do studia. Babbitt nie mógł narzekać, gdyż dostawał 15 tys. rocznie, lecz – tak przynajmniej mówił – zależało mu na poprawie życia innych pracowników. Gdy poprosił Walta o podwyżkę dla swojego asystenta, usłyszał, że powinien lepiej zająć się swoimi sprawami, gdyż tak jak jego koledzy komuniści nie ma pojęcia, co się dzieje na świecie. Babbitt zdenerwował się i powiedział, że wypłaci mu podwyżkę ze swojej pensji. Następnego dnia Walt, by pokazać innym, że go na to stać, dał podwyżkę zarówno asystentowi Babbitta, jak i jeszcze kilku asystentom.

Zastraszanie

Strajkujący pracownicy w 1941 r.
Strajkujący pracownicy w 1941 r.

Hilberman i Babbitt postanowili doprowadzić do tego, żeby w wytwórni Disneya zaczął działać legalny związek zawodowy. Pośrednikiem w rozmowach z NLRB była Darling. Hilberman zebrał wymagane 400 podpisów i Sorrell zwołał spotkanie z pracownikami wytwórni Disneya w Hotelu Roosevelt. Czy Walt dowiedział się o tym spotkaniu? Oczywiście, że tak. Reakcja szefa była do przewidzenia – wściekł się, a jego złość wzrosła, gdy dowiedział się, że stoją za tym jego dwaj najbardziej opłacani rysownicy, Hilberman i Babbitt. Lessing przed spotkaniem w Hotelu Roosevelt ostrzegał ludzi przed wstąpieniem do związku. W trakcie zebrania Sorrell powtarzał, że nie są komitetem strajkowym, ale związkowym. Hilberman przedstawił Disneyowi deklarację o utworzeniu związku, a Walt zrobił to, czego można się było spodziewać – nie zgodził się na jego utworzenie.

Sorrell podburza

Strajkujący pracownicy w 1941 r.
Strajkujący pracownicy w 1941 r.

Podpisanie petycji w sprawie związku zawodowego, a raczej jej odrzucenie przez Disneya zapoczątkowało strajk: zaczął się on 29 maja 1941 r. Walt był wściekły na pracowników. Sorrell stwierdził, że ma poparcie wszystkich rysowników, lecz tylko ok. 60% przyszło do pracy. Po stronie strajkującej stanęli Hilberman i Babbitt. Inni pracownicy też popierali strajk, gdyż obawiali się utracić posady w związku z problemami, jakie pojawiły się w wytwórni. Mieli też dosyć wyzysku. Disney myślał, że następnego dnia wszyscy wrócą do swych stanowisk. Jednak tak nie było. Obok wytwórni Sorrell rozłożył namiot i podburzał strajkujących. Próbował też sparaliżować produkcję u Disneya – m.in. udało mu się zapobiec dostawie taśm od Technicolors. Natomiast w gazetach lewicowych Sorrelli przedstawiał Walta jako wyzyskiwacza i przeciwnika związków zawodowych. Pojawiały się plakaty, na których rysowano Kaczora Donalda. Krzyczał on, że Walt jest niesprawiedliwy i nawoływał innych do poparcia strajkujących. Disney odpierał te zarzuty w wydawanych oświadczeniach oraz, co ciekawe, opłacanych ogłoszeniach. Było widać, że jest bardzo zdenerwowany w związku ze strajkiem. Raz już zdjął marynarkę i chciał ruszyć na strajkującego, który go publicznie obrażał. Tymczasem pracownicy stworzyli listę żądań, z którą zapoznał się też zastępca komisarza Departamentu Pracy. W czerwcu Walt skierował pismo do strajkujących z ofertą: uznanie związku zawodowego, podwyższenie pensji o 50% w czasie odbywania strajku, dwutygodniowy płatny urlop oraz obietnica podwyżek w przyszłości, gdy wytwórnia będzie dobrze prosperować. W liście do nich chciał zdyskredytować organizatorów strajku. Liczył, że wrócą do pracy. Natomiast oni stwierdzili, że nie mogą się zgodzić, gdy w sprawy między Waltem a personelem pracowniczym miesza się Bioff. Nawet gdy oferta Disneya była korzystna, to jednak groźba zaangażowania się mafiosa odstraszała.

BABBITTBLOG DONALD
Rysunek z Kaczorem Donaldem, popierającym strajkujących

Ostatecznie Walt wyjechał do Ameryki Południowej, a strajk zostawił w rękach Lessinga. Tymczasem również pojawił się federalny mediator. Doszło do podpisania porozumienia 29 lipca. Wytwórnia zgodziła się na podwyższenie pensji o 50%, ustalenie 40-godzinnego tygodnia pracy oraz uznanie działalności niezależnego związku zawodowego.

Miki też dołączył do Donalda
Miki też dołączył do Donalda

„Może wygraliście, ale ja pamiętam”

Walt był pamiętliwy. Mimo, że pracownicy osiągnęli spore korzyści, to jednak Disney nie mógł zapomnieć o strajku. Zaczęły się zwolnienia. Babbitta pozbawiono posady niezgodnie z prawem, gdyż obowiązywał go trzyletni kontrakt. Naruszono w ten sposób ustawę Wagnera. Postanowił on zatem walczyć o swoje. Złożył odwołanie do rady pracowniczej, a tego samego dnia do jego domu zapukało dwóch policjantów i oskarżyło go o noszenie broni. Podczas przeszukania nie znaleźli jej. Babbitt posiadał broń, gdyż grożono mu już kilka razy. Nieprzyjemności związane ze zwolnieniem sprawiły, że musiał nocować u znajomych. Raz pijany został zatrzymany przez policję. Nie pozwolono mu zadzwonić do przyjaciela. Babbitt uznał, że to pewnie przez to, że komendant na posterunku był szwagrem szefa ochrony w studiu Disneya. Z kolei następnego dnia po zatrzymaniu miał stawić się, aby złożyć oświadczenie przed radą pracowniczą. Oczywiście nie zjawił się. Zatrzymanie jako gra na zwłokę? Nikogo nie obchodziły powody jego nieobecności. Po wypuszczeniu go z więzienia zawieziono mężczyznę wprost do Walta. Szef wytwórni przepraszał za swe zachowanie. Ostatecznie Babbitt na nowo wrócił do pracy u Disneya.

Ofiarą padł też przyjaciel Hilbermana, Zack Schwartz. Po skończeniu prac nad „Uczniem czarnoksiężnika” Walt pozbył się go, lecz do końca nie miał podstaw. Hilberman domniemywał, iż jego przyjaciel został zwolniony za brzmienie nazwiska i duży nos. Inni pracownicy też zostali zwolnieni, lecz się odwołali i musieli być ponownie zatrudnieni  (nawet strajkujący, który publicznie obraził Walta). Jak Disney kogoś nie mógł zwolnić, to czekał. Ostatecznie ciężka atmosfera sprawiała, że ludzie sami zaczęli odchodzić, np. Babbitt.