Skip to content

„Kapitał XXI wieku” T. Piketty [recenzja]

Mało jest w światowej humanistyce książek, które wdarły się do medialnego obiegu z tak wielkim hukiem jak Kapitał w XXI wieku doktora Piketty’ego. Monumentalna praca poświęcona szeroko pojętej kondycji kapitalizmu u progu nowego stulecia i dwustu lat jego funkcjonowania jest dziełem niezwykle często komentowanym i cytowanym.

 kapital-w-xxi-wieku-b-iext28281415

Thomas Piketty, skromny naukowiec, zaliczony w 2012 roku przez magazyn „Foregin Policy” do grona najbardziej wpływowych intelektualistów świata, swoją nowatorską próbą ujęcia historii gospodarki rynkowej wywołał liczne kontrowersje. O książce wypowiadali się naukowcy: ekonomiści i historycy, nobliści, dziennikarze i politycy od lewa do prawa. Co sprawia, że po ogromną pod względem objętości pracę sięgają ludzie w różnym wieku i pod każdą niemal szerokością geograficzną? Czy sprawiła to gigantyczna kwerenda źródeł pisanych, jaką przeprowadził autor? Niezwykła erudycja i przystępny język, z jakim opisuje on poważne zagadnienia ekonomiczne?  Próba całościowego ujęcia funkcjonowania gospodarki rynkowej? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, ale nie sposób obok tej książki przejść obojętnie.

Thomas Piketty urodzony w 1971 roku jest francuskim ekonomistą, absolwentem m.in. London School of Economics i jednym z założycieli oraz wykładowcą Paris School of Economics, której był dyrektorem w latach 2005–2007. Doktorat z ekonomii obronił w 1993 roku i od tamtej pory wykłada w Paryżu i Londynie. Zajmuje się problematyką nierówności dochodowych i zagadnieniami związanymi z długookresowym funkcjonowaniem kapitału. Zafascynowany francuską szkołą historyczną w swoich badaniach nie stroni od wykorzystania opisów codziennego życia w dawnej literaturze pięknej będącej dla niego źródłem opisującym, często literalnie, sposób postrzegania majątku przez ludzi z danego okresu. Oprócz licznych artykułów opublikował obszerną monografię Ekonomia nierówności w 2004 roku, popularną we Francji książkę o problemach integracji europejskiej Czy można uratować Europę?   (2012r.)  i światowy bestseller Kapitał w XXI wieku w 2013 roku.

Gigantyczna kwerenda, jaką przeprowadził badacz przed przystąpieniem do napisania swojego opus magnum, robi wrażenie na każdym czytelniku choć trochę zapoznanym ze schematem działania podczas tworzenia publikacji naukowej lub popularnonaukowej. Piketty pisał pracę, prowadząc badania nad historyczną dynamiką rozwoju dochodów i majątków w latach 1998–2013. Praca została podzielona przez badacza na cztery podstawowe części: Dochód i Kapitał, Dynamika stosunku kapitału do dochodu, Struktura nierówności, Uregulowanie kapitału w XXI wieku. Wszystkie są bogato ilustrowane szczegółowymi wykresami statystycznymi. Aby odciążyć książkę od ogromnego zasobu danych bibliograficznych i części tabel oraz wykresów, Piketty postanowił umieścić je na stronie internetowej, tym samym czyniąc, ciągle przez siebie powiększany, zasób danych idealnym multimedialnym uzupełnianiem książki.

Po wyjaśnieniu czytelnikowi podstawowych pojęć, jakimi posługuje się ekonomia, autor stara się przedstawić sposób, w jaki zmieniał się stosunek kapitału, czyli zasobów majątkowych, trwałych i pozaludzkich takich jak nieruchomości, aktywa bankowe czy fundusze kapitałowe znajdujących się w posiadaniu części społeczeństw, do dochodu w długiej perspektywie czasowej. Jak wielokrotnie podkreśla, uważa, że do skutecznego opisu zjawisk ekonomicznych są potrzebne podstawowe umiejętności warsztatu humanistycznych nauk społecznych: historii i socjologii. Oparcie badań nad historią kapitału tylko na metodach stricte ekonomicznych i tym samym sprowadzenie ich do ciągu wzorów matematycznych może doprowadzić tylko do kuriozalnych wniosków. Za potwierdzenie swojej teorii podaje banalny przykład oparcia wyliczeń liczby ludności świata. Gdy przyjmiemy proste algorytmiczne założenie, że liczba ludności rośnie dziesięciokrotnie co trzy stulecia, odkryjemy, że po odwróceniu tego obliczenia w Imperium Romanum u progu naszej ery mieszkało tylko 10 000 mieszkańców. W toku narracji autor prowadzi przystępną dla czytelnika analizę metamorfozy kapitału w Europie i w Nowym Świecie. Piketty przedstawia długą i szczegółową analizę rozwoju kapitału na obu kontynentach od schyłku XVIII wieku do współczesnocić głównie na przykładzie krajów wysokorozwiniętych ze względu na dostępność zarchiwizowanych danych statystycznych. Przedstawione przez badacza dane przeczą torii zrównoważonego rozwoju kapitalizmu i tym samym ślepej wiary w autoregulację nierówności majątkowych realizowanych przez rynek. Praca prezentuje schemat rozwoju gospodarczego, w którym spadek liczby rentierów, jako nieco archaicznie choć z pełnym uzasadnieniem, nazywa osoby utrzymujące się nie z własnej pracy, ale w większości z procentów od odziedziczonego majątku, jest zjawiskiem spotykanym w ciągu ostatnich dwóch stuleci tylko w warunkach kryzysu i wojny. Piketty prezentuje tę analizę na tle rozwoju trzech poszczególnych grup składających się na  społeczeństwo w gospodarce rynkowej. Są to zdaniem autora: grupa osób posiadających największą ilość kapitału – klasycznych rentierów beneficjentów postfeudalizmu, klasy średniej i wreszcie większości, czyli osób albo całkowicie pozbawionych majątku, albo posiadających tylko tyle środków, ile jest potrzebnych im na bieżące potrzeby (ponieważ jest to grupa najgorzej opłacana, sformułowanie o zaspokojeniu wszystkich potrzeb możemy traktować umownie). Powiększenie klasy średniej, a w ogólności jej powstanie jest, jak podkreśla Piketty, rezultatem załamania się zysków z kapitału na skutek zniszczenia klasy rentierów w okresie 1914–1945. Samobójstwa rentierów jak celnie określa zagładę Europy podczas I wojny światowej i perturbacji ekonomicznych, które poniekąd były bezpośrednią przyczyną kolejnego globalnego konfliktu. Załamanie dochodu kapitałowego z majątków rentierskich na skutek obu wojen światowych i kryzysu ekonomicznego doprowadziło do wyrównania nierówności ekonomicznych i umożliwiło skuteczny rozwój państwa socjalnego oraz klasy średniej.  Wojna stanowi bowiem jedyny czynnik, który jest w stanie całkowicie zlikwidować nagromadzenie akumulacji majątkowej i  tym samym niemal w całości odmłodzić wielkie majątki, zmienić strukturę kapitału. Doktor zwraca uwagę, że zagłada europejskich elit majątkowych doprowadziła do powstania swoistego mitu, tak powszechnie wpajanego dziś odbiorcom przez demoliberalne media: kapitalizm sam się reguluje i sam niweluje nierówności, dając wszystkim szansę na zarobek, gdy fala przypływu/prosperity napędza gospodarkę. Zdecydowana większość Europejczyków, bynajmniej tych którzy mieli szczęście żyć poza blokiem sowieckim, uwierzyła w ten mit, ponieważ wojny przekreśliły całą starą strukturę majątkową kontynentu i przyniosły złudzenie strukturalnego przezwyciężenia kapitalizmu. Wiara w nieingerowanie w „samoregulujący się” kapitalizm dodatkowo miała być podsycana skalą katastrofy gospodarek sowieckich krajów satelickich. Gdy widmo jądrowego zagrożenia ze strony krajów Bloku Wschodniego minęło, moda na super wynagrodzenia najwyższych szczebli kadr i cięcia socjalne kolejnych rządów wypromowane przez schyłkowe stadium konserwatywnych rewolucji w USA i Wielkiej Brytanii szybko zagościły w całej Europie. Piketty ze swadą zwraca też uwagę, że wina za nierówności, niebezpiecznie zaczynajceą przypominać te z przed 1914 roku, w większości leży po stronie firm, które wzorem amerykańskich koncernów pozwoliły swoim kadrom menadżerskim na super pensje, będące czasem kilkunastokrotnie większe niż zarobki pozostałych pracowników.  Przyznawanie sobie super wynagrodzeń przez większość kadr zarządzających nie odbywa się przecież na skutek autoregulacyjnych zachowań rynku, tylko przez same kadry wyłaniające z siebie gremia odpowiedzialne za premie i wynagrodzenia!

Wbrew często podnoszonym zarzutom praca nie jest skierowana przeciwko nierównościom jako takim. Naukowiec nie jest utopistą i  nie wykazuje złudnych ciągot do trudnego do uzasadnienia powszechnego egalitaryzmu i zrównania majątkowego wszystkich uczestników życia gospodarczego. Piketty chce jedynie podkreślić, że nierówności mogą być dobre i same działać mobilizująco na człowieka, zwiększając chęci do edukacji czy rozwoju zawodowego. Już we wstępie zwraca uwagę na artykuł pierwszy Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z 1789 roku:

Zróżnicowania społeczne mogą być oparte wyłącznie na pożytku powszechnym.

Olbrzymi majątek i tym samym gigantyczny kapitał dziedziczony po rodzicach dają jednak dzisiejszej klasie rentierów poczucie bezkonkurencyjności w rynkowych zmaganiach z innymi uczestnikami życia gospodarczego. Akumulacja kapitału daje największą przewagę ze względu na ostrą rywalizację na rynku nieruchomości, a posiadanie własnego lokum umożliwia uniknięcie płacenia odstępnego właścicielowi i tym samym wzbogacenia jego kapitału bez konieczności ponoszenia nakładów pracy. Przed całkowitym powrotem do hegemonii na rynku klasy rentierów, często żyjących całkowicie poza centrami miast, chroni dzisiejszych Europejczyków zwłaszcza rozwój demokratycznego państwa prawa. Instytucje demokratyczne umożliwiły zniesienie cenzusów majątkowych w głosowaniach i upowszechnienie praw wyborczych. Choć same w sobie regulacje demokratyczne są zbyt słabe, aby nie dopuścić do powrotu skali nierówności sprzed załamania potęgi prywatnych kapitałów w 1914 roku, to są  one gwarantem uniemożliwiającym powrót do czasów gigantycznych majątków belle epogue. Za podstawę rewolucji fiskalnej w XX wieku uznaje poza rozwojem demokracji: upowszechnienie edukacji, rozwój państwowej służby zdrowia i świadczeń emerytalnych. Jak zauważa te trzy czynniki są nie tylko fundamentem istnienia klasy średniej, ale też największymi wyzwaniami dla rządów współczesnych państw. Wypracowanie nowego modelu państwa socjalnego jest zadaniem na całe dekady. Może go umożliwić stopniowe odchodzenie od podatku liniowego na rzecz progresywnego. W państwach „starej Unii”, które posiadają największe długi publiczne, kapitały prywatne osiągają często zawrotne wartości. Mamy więc do czynienia z kuriozalną sytuacją państwa, które biednieje, a ich najbogatsi obywatele coraz bardziej się bogacą. I nic nie byłoby w tym złego, gdyby nie fakt, że najwięksi beneficjenci gospodarek wolnorynkowych nie życzą są partycypacji w kosztach utrzymania własnych państw, wyprowadzając miliony z podatków i lokując je w krajach tak zwanych rajów podatkowych. Najbogatsi nie chcą progresywnego opodatkowania ani uszczelnienia systemów podatkowych, bo nie życzą sobie uszczerbku własnych majątków. Państwo, wycofując się z kolejnych obszarów życia, pozostawia 50% swoich własnych obywateli na polu nierównej bitwy z nowym pokoleniem rentierów.

W dzisiejszych czasach, kiedy sytuacja ekonomiczna, a nie spór ideologiczny zaczynają wyznaczać kierunek sporu debaty publicznej, w Polsce nieznajomość Kapitału w XXI wieku  jest dużym błędem. Ogromna ilość przytoczonych przez autora danych statystycznych nie utrudnia odbioru pracy. Na wielki szacunek zasługuje historyczna erudycja autora, który bez trudu radzi sobie z  analizą rentowności majątku w XIX wieku, by w innym miejscu ironicznie zalecić analizę statusu własności ziemskiej w rzymskim Egipcie. Ponad półtora miliona sprzedanych egzemplarzy na całym świecie i wielotygodniowy numer jeden listy bestselerów New York Timesa jest tylko potwierdzeniem, że sprawnie napisana książka popularnonaukowa trafi do masowego odbiorcy.

 

Tytuł: „Kapitał w XXI wieku”

Autor: Thomas Piketty