Skip to content

Kilka słów o życiu i profesjach kata

Gdy w XIX wieku pomału odżegnywano się od wymierzania kary śmierci, niemiecki kat Andre Brecht rzekł: „Niczego nie żałuję. Wiem, że byłem użytecznym członkiem społeczeństwa”. W tych słowach jest trochę prawdy, by nie rzec dużo, chociażby z tego względu, że kat oprócz wymierzania kar śmierci i torturowania podejrzanych miał szereg innych, pożyteczniejszych obowiązków. Zanim jednak przejdę do krótkiego omówienia tego zawodu, należy wspomnieć o początkach tej krwawej profesji.

 

Nie da się jednoznacznie stwierdzić kiedy urząd katowski wszedł na stałe do życia społecznego. Historycy twierdzą, że początków tego zawodu w Europie należy się doszukiwać na przełomie XIII i XIV wieku. Natomiast na ziemiach polskich profesja ta rozwinęła się dzięki prawu niemieckiemu, które to w swej specyfice miało wiele innych zasad, również prawnych, niż miasta będące na tzw. prawie polskim.

 

Egzekucja poprzez ścięcie mieczem (źródło: olesnica.nienaltowski.net)
Egzekucja poprzez ścięcie mieczem (źródło: olesnica.nienaltowski.net)

Rekrutacja i życie codzienne

Jak można się domyślić, nie było wielu chętnych na to stanowisko, pomimo faktu że wiązało się z nim kilka przywilejów mieszkaniowych lub pieniężnych. Spowodowane to było powszechnym poglądem, że zawód kata otoczony był pogardą i podpadał pod „bezecność”. W ogóle na oprawcach ciążyło piętno ludzi „nieczystych”, do tego stopnia, że nawet podejrzany, który okazał się niewinny i odzyskał wolność, był przez swoich ziomków pogardzany z tego powodu, że znajdował się w rękach przedstawiciela „krwawej profesji”. W Polsce lub krajach niemieckich było to powszechną normą, jednak np. we Francji w czasach nowożytnych zdarzało się, że katów traktowano jako poważanych mieszkańców miast.

Niemniej jednak w polskich ośrodkach miejskich często bywało tak, że zawód ten był pełniony przez osoby niemieckiego pochodzenia (zwłaszcza w północnych rejonach kraju). Kto więc mógł pełnić ten „bezecny” fach? Otóż zajęciem tym parali się ludzie, którzy wywodzili się ze środowisk marginesu społecznego. Często bywało tak, że katem zostawał były skazaniec. Jednakże osoba pełniąca tę niechlubną funkcję nie mogła w żadnym wypadku liczyć na jakikolwiek awans społeczny.

pobrane

W tym miejscu należy podkreślić fakt, iż w źródłach istnieją dowody na to, że kaci mimo pełnienia zawodu nie zrywali z przeszłością kryminalną. W Kazimierzu nad Wisłą były przypadki, że złoczyńcy ukrywali się u kata i bywało, że byli przez samego gospodarza okradani.

Nic więc dziwnego, że osoby pełniące ten fach były pogardzane na równi z włóczęgami lub Cyganami. Unikano ich spojrzeń, spotykania się z nimi, a nawet przebywania w ich pobliżu. Bano się ich również w kościołach, np. w Toruniu raz w roku dopuszczano ich  do spowiedzi u ojców dominikanów. W tym czasie kościół był pusty a sami spowiednicy trzymali tak swoje szaty, by nie dotykały spowiadających się katów.

Kaci rzadko mieli okazję założyć rodzinę, co wynikało z faktu, iż nikt nie chciał wydawać swojej córki za osoby pełniące taką funkcję w mieście. Często bywało tak, że żony to niedoszłe skazane, które godziły się zostać żoną kata byleby uniknąć kary.

Najczęściej mieszkali oni poza murami miasta. Jednak wiele źródeł potwierdza także, że władze poszczególnych miast udostępniały im lokum mieszczące się w obrębie zabudowań miejskich, a chodzi tu głównie o bramy miast, w których trzymani byli więźniowie. Tak było np. w Poznaniu. We Wschowie natomiast kaci mieszkali między murami miejskimi.

 

Katowska hierarchia

Bywało w dawnej Polsce tak, iż kaci tworzyli własne cechy. Katu pomagała grupa pomocników zwanych: podkacimi, oprawcami i hyclami. Nie da się ukryć, że również ci pomocnicy byli pogardzani przez społeczność miejską. W wielu przypadkach kat sam nie torturował delikwentów, a zajmowali się tym jego pomagierzy, słuchający jego rad. Dokonywali oni tzw. „oszelmowania”, czyli okaleczenia, np. poprzez obcięcie ręki, wyrwanie nozdrzy, języka czy ucha. Jak powszechnie wiadomo publiczne egzekucje były w tamtych czasach dość popularne i by cały „spektakl” przebiegł sprawnie, potrzebowano zgranego zespołu. Przykładowo przy gilotynowaniu, jeden z pomocników odpowiedział za właściwą pozycję głowy ofiary. Ponadto były na egzekucji osoby odpowiedzialne za ustawienie koszów z trocinami na głowę oraz ciało. Oprócz tego pomocnicy trzymali skazańca, by ten nie uciekł przed karą lub gdy ze strachu bądź w obłędzie wpadał w konwulsje.

 

Gilotynowanie (źródło: www.allempires.com)
Gilotynowanie (źródło: www.allempires.com)

Rzemiosło katowskie

Mnogość przewinień i kar była tak duża, że potrzeba oddzielnego opracowania, by całościowo przedstawić problem. Jednak dla zobrazowania warto przybliżyć, jakie kary mogły spotkać oskarżonego wg prawa magdeburskiego:

Kary śmierci:

-powieszenie za kradzież i rozbój

-ścięcie za morderstwo lub gwałt na niewieście

-spalenie żywcem za sodomię, podpalenie, fałszowanie monet, trucicielstwo

-zakopanie żywcem i przebicie palem- tylko w przypadku kobiet za dzieciobójstwo

-ćwiartowanie za zamach na panującego

-łamanie kołem za zabójstwo, rozbój, zdradę

Kary cielesne:

-obcięcie ręki za dużą kradzież

-obcięcie palców za krzywoprzysięstwo

-obcięcie uszu i włosów za kradzież

-kara chłosty za kradzież, prostytucję

-piętnowanie

Z drugiej jednak strony kary stosowane w miastach o różnych prawach były bardzo podobne. Ciekawostką jest fakt, iż prawdopodobnie od XIV wieku na ziemiach polskich zaczęto stosować tortury, które również miały cel pokutny dla duszy oskarżonego. Nie da się ukryć, że stosowane tego typu praktyki wpływały na treść zeznań. W przypadku wielu miast w północnej Polsce można było torturować podejrzanego o zbrodnię tylko godzinę, ale za to trzy razy dziennie. Jakie więc pojawiały się metody przesłuchiwania „krnąbrnych” oskarżonych? W XVI-wiecznej Rzeczpospolitej występowały dwie: „ciągnienie” i przypiekanie. Pierwszy sposób polegał na tym, by delikwenta rozciągać powrozami, tak aby powyrywać mu stawy. Przypiekanie natomiast odbywało się przy pomocy pochodni, żarna lub rozpalonego żelaza.

Przypalanie
Przypalanie

Niekiedy bywało tak, iż jedna kara nie wystarczała. Za przykład może nam posłużyć los niejakiego Jana Glucha, niewidomego strażnika z Torunia, który w 1579 r. udusił 40 ubogich osób, zarażonych panującą w tym czasie epidemią dżumy. Na przesłuchaniu stwierdził bowiem, że umierali oni zbyt wolno. Przyznał się także do zgwałcenia dwóch dziewczynek. Kara, jaka go dotknęła, była straszna, ponieważ szarpano oskarżonego rozżarzonymi cęgami, następnie łamano na kole, a w końcu poćwiartowano.

Jednak nawet taka osoba jak kat, przyzwyczajona do zadawania cierpień innym, miała granice. W drugiej połowie XVIII w. w Krakowie miała miejsce dość rzadko spotykana sytuacja. Otóż kat torturując dwóch Żydów i Cyganów, nie wytrzymał i zaprzestał procederu, rzucając narzędzia tortur. Bardziej jednak zadziwiająca była reakcja tłumów i towarzyszącego im księdza, którzy domagali się dalszego torturowania skazańców.

O samych egzekucjach wiadomo stosunkowo dużo. Można je porównać do spektakli, w których kat i skazaniec grali główne role i mieli, co za tym idzie, porwać tłumy. Oczywiście o tym, jak wyglądać miała egzekucja, decydował wyrok sędziego. Ze względu na ich mnogość pozwolę sobie na przytoczenie tylko kilku rodzajów.

Pierwszym przypadkiem było ścięcie, które w miastach Prus Królewskich odbywało się za pomocą nie topora, lecz miecza. Wyjątkiem był Elbląg, w którym kat zobowiązany był do wykonywania wyroków toporem. W dwóch największych miastach prowincji pruskiej – Gdańsku i w Toruniu ustanowiono tzw. prawo miecza. Wyrok ten uznawany był powszechnie za honorowy. Wykonanie takiego wyroku wymagało na „egzekutorze” dużych umiejętności, które potwierdzały katowską profesje.

Już po egzekucji (źródło: kresowiacy.com)
Już po egzekucji (źródło: kresowiacy.com)

Jeśli chodzi o rozszarpywanie ciała, to przybierało to często charakter pastwienia się nad zwłokami, a nie nad żywym skazańcem. Taki los spotkał zdrajców, którzy działali na rzecz Krzyżaków. Zwłoki ich rozczłonkowywano i rozwieszano w kawałkach na murach miejskich Torunia w XV wieku. Łamanie kołem było nieco „szybszym zabiegiem” niż ćwiartowanie ciała. Taka egzekucja polegała na przywiązaniu nagiej ofiary do koła z szeroko rozpostartymi kończynami. Wówczas pod jej biodra, łydki, kostki, kolana i nadgarstki podkładano grube kawałki drewna. Następnie kat przystępował do miażdżenia ciała ofiary, stosując do tego ciężką, kanciastą, obita metalem maczugę, zwaną kołem.

390-lamanie_kolem
Łamanie kołem (źródło: strona odkrywcy.pl)

Nie mniej okrutne kary wymierzane były na pręgierzach, czyli drewnianych lub kamiennych słupach (kolumnach) usytuowanych najczęściej w pobliżu ratuszy. Tego typu urządzenie prawdopodobnie przyniosła ze sobą ludność niemiecka. Pręgierze zwieńczone były figurkami kata w zbroi. W Poznaniu zakończony został figurką z napisem executor iustice (tj. kat). Do pręgierza wiązano oszustów dla pokazania ich ludowi i winowajców, skazanych na hańbę publiczną, chłostę lub wyświecenie, czyli wygnanie z miasta (nazwa wzięła się stąd, że pachołkowie miejscy wyprowadzali skazanego zza bramy ze światłem).

Z biegiem czasu unowocześniano techniki egzekucji. Najlepszym tego przykładem jest gilotyna, która w czasie rewolucji francuskiej zrobiła prawdziwą karierę. Podczas pierwszego pokazu tego wynalazku kat, Charles-Henri Sanson zastanawiał się podobno, czy urządzenie nie okaże się zbytnio wydajne. Słowa okazały się prorocze, ponieważ liczba ściętych w ten sposób była ogromna. Do najsłynniejszych osobistości skazanych na gilotynę zaliczali się: Ludwik XVI i Maksymilian Robespierre.

 

Inne usługi i zarobki kata

Kat z racji wykonywanego zawodu i posiadanej wiedzy o anatomii człowieka trudnił się również leczeniem ludzi i zwierząt. Czynności te jednak wykonywał bez wiedzy władz miasta. F. Giedroyć pisał niegdyś: „przeszkodników, fuszerów, rzemieślników niecechowych w zawodzie lekarskim należał kat”. Wróćmy jednak do przykładu, który ukaże nam jego wiedzę lub jej brak z zakresu medycyny. Pewien mieszkaniec Prus Królewskich, Alfons Dawid Brauer, w XVIII wieku zanotował: „Okropna i osobliwa kuracja została przedsięwzięta z pewnym kowalem na tamty brzegu Wisły, który spadł ze strychu i roztrzaskał sobie nogę. Pewna babcia chciała go kurować, ale robiła to tak źle, że przerzuciła się do tego gangrena […] wszyscy radzili aby nogę odjąć. Żona chorego nie chciała się jednak na to zgodzić, lecz pospieszyła do kata, ten jednak nie mógł się na to zgodzić, by bez zezwolenia udawać się na teren podległy obcej jurysdykcji. W końca żona oprawcy zgodziła się uleczyć […] nie było innej rady jak odcięcie nogi, wzięła do pomocy dwóch oprawców, którzy w taki brutalny sposób wzięli się do tego: pacjent musiał położyć nogę na klocu; jeden rakarz położył mu na niej topór, a drugi uderza w topór toporem tak długo aż ją odrąbał. Pacjent wykrwawił się jednak bardzo, że wieczorem zmarł”. Tego typu przypadków było oczywiście o wiele więcej.

Przejdę jednak do ukazania innych katowskich profesji. Kat, jak i personel pomocniczy, zajmował się łapaniem bezdomnych psów, czyszczeniem ustępów i kloak, a także uprzątaniem padliny zdechłych zwierząt. Co ciekawe, sami zdejmowali skóry z martwych zwierząt, co powodowało spory z przedstawicielami cechu rzeźników.

Nie będzie błędem stwierdzenie, że profesja kata, choć niechlubna, była potrzebna miastom, ponieważ wtedy jako nieliczni dbali oni o porządek w miastach. Ze względu na różne obowiązki, wynagrodzenie nie było jednolite. We wspominanym przeze mnie już Toruniu, kat za ścięcie mieczem mógł dostać nawet 18 zł, z kolei za wbicie na pal głowy straconego dostawał 3 zł. O wiele mniej dostawał za usunięcie zdechłego kota lub psa – 18 gr. Natomiast za oczyszczenie publicznego budynku kaci inkasowali 2 zł i 1 półgarniec wina.

W większych miastach pełnili zarząd nad domami publicznymi. Niestety bardzo mało wiadomo, na jakich zasadach to się odbywało i czy kat otrzymywał z tego tytułu jakieś dochody.

(źródło: www.antoniohernandez.es)
(źródło: www.antoniohernandez.es)

Oczywiście tego typu cenniki zależne były od miasta. Większe miasta mogły sobie pozwolić na zatrudnienie własnych katów, mniejsze miejscowości  musiały dzielić się jego osobą. Tak było np. w przypadku Brześcia Kujawskiego i Wierzbinka. W 1735 roku niejaki Bartłomiej Fornalu z Wierzbinka został po torturach ścięty przez kata z Brześcia Kujawskiego.

Powiedzenie „kat – ostatni urząd” jest oczywiście jak najbardziej trafne. Osoby pełniące tę niechlubną funkcję nie miały łatwo. Jednak z drugiej strony były niezwykle potrzebne społeczeństwom w dawnych czasach.