Skip to content

Mała wielka myszka, czyli narodziny Myszki Miki

Myszka Miki to postać popularna w obecnych czasach. Dzieci śledzą losy jej i jej przyjaciół. Myszka Miki skończyła 86 lat. Przecież to już dziadek, a jeszcze nadal tak popularny. Zapoznajmy się z krótkim rysem narodzin tej postaci.

 

Od kota do królika

W latach 20. XX w. furorę robił kot Feliks. Jak widać, zwierzęta przyciągały publikę. Starano się zatem stworzyć coś nowego, lecz nie do końca odkrywczego. Walt Disney wraz ze swym najlepszym animatorem, z którym pracował od kilkunastu lat, wspólnie stworzyli czarnego królika Oswalda. Podpisali umowę z firmą dystrybucyjną Charlesa Mintza, Scappy Comedies. Pierwszy film z królikiem, „Biedny Papa”, nie spodobał się Laemmle’owi. Stwierdził, że brakowało w nim fabuły, a praca kamery też nie była zadowalająca. Kolejny pomysł został przyjęty, choć nie zachwycał. Jednak machnięto ręką i „Trolley Troubles” trafił do kin na początku 1927 r., a na dodatek zebrał nawet przychylne recenzje wśród publiczności. Walt dostał zlecenie na kolejne filmy, a za każdy dostawał 2250 dolarów. W lutym 1928 r. Walt udał się do Nowego Jorku, by omówić z Mintzem sprawy dotyczące współpracy. Myślał, że dowie się o podwyżce, jakie więc musiało być jego zdziwienie, kiedy zaproponowano mu 1800 dolarów za film, a gdyby się nie zgodził, firma Charlesa miała przejąć prawa do Oswalda. Walt był zszokowany, iż może stracić królika. Roy, jego bratłprzyznał , że Snappy posiadało prawo do nazwy „Oswald” i tytułu serii filmów „Najszczęśliwszy królik na świecie”. Kiedy Disney przebywał w Nowym Jorku i próbował dojść do porozumienia, Mintz w tym samym czasie podkradał mu animatorów. A niestety Walt nie był typem szefa-przyjaciela – narzucał swoje zdanie wszystkim i często krytykował. Disney za namową Roya zrzekł się praw do królika Oswalda. Jednak tego nie można uznać za przegraną – Disney wiedział, że należy stworzyć taką postać, którą pokochają miliony osób na całym świecie.

Feliks
Kot Feliks stworzony w 1919 r. przez Pata Sullivana

Narodziny pomysłu

Jako że ludzie kochali zwierzęta w filmach animowanych , postanowiono brnąć w ten sam motyw. Był już kot i królik. Jakie zwierzątko może zdobyć serca widowni? Zdecydowano się na mysz. Jednak kto wpadł na ten pomysł? Otóż jedna z historyjek wskazuje, że podczas powrotu z Nowego Jorku Walt wymyślił tę postać. Z kolei inspiracją miała być mysz, jaka pojawiała się w jego biurze w Kansas City. Na początku chciał dać jej na imię Mortimer, ale jego żona, Lily, stwierdziła, że tak nazywają się mięczaki. „Lepiej nazwij go Miki”. I tak zdaniem niektórych narodziła się myszka.

Syn Ubo Iwerksa twierdził, że historia przedstawiana przez Walta była zmyślona przez studio, jak i jej właściciela, a w archiwum wytwórni znajdowały się materiały zaprzeczające bajeczce opowiadanej przez Disneya. Walt, gdy wrócił do Los Angeles, miał mieć tylko zarys postaci. Dopiero w pracowni Ubo i Disney wspólnie usiedli nad kartką papieru i wymyślili mysz jako główną postać, a jako modelu użyli twarzy samego Walta (choć Ubo proponował inne zwierzęta, np. krowę – potem ten szkic posłużył do stworzenia krowy Clarabelli). Inna wersja mówi, iż wzięli królika Oswalda i dokonali pewnych zmian – tu zaokrąglili, tu dodali, czyli kreskówkowy lifting twarzy. Z królika zrobiła się mysz. Zatem możliwe, że dopiero spod ołówka Iwerksa wyszedł Miki. Natomiast w kolejnych latach Disney często słyszał zarzuty, że nie jest prawdziwym twórcą słynnej myszy. Roy prosił brata, by w wywiadzie wskazał na znaczenie Ubo podczas prac nad stworzeniem Myszki Miki. Jednak najgorszą wadą Walta było to, iż pragnął pochwał. Sam zresztą przyznawał, że „kiedy pojawił się Miki, stał się takim sukcesem, że musiałem porzucić rysowanie i zająć się organizacją i prowadzeniem studia. Dla mnie Myszka Miki była symbolem niezależności, środkiem do celu. Uwolnieniem produkcji”.

Miki
Myszka Miki

Od pilota do marynarza

W marcu 1928 r. zaczęto prace nad pierwszym filmem o przygodach Myszki Miki, a pracował nad nim głównie Iwerks. Zamykał się w swym biurze i cały projekt trzymał w tajemnicy. Natomiast zaufane panie, w tym żona i szwagierka Disneya, kolorowały rysunki, a potem przekazywały je dla Mike’a Marcus, by ten utrwalił je na taśmie. W duecie UBO i Walt pierwszy dzierżył ołówek, a ten drugi wymyślał gagi i fabułę. Pierwszy film Disney postanowił oprzeć na najnowszej sensacji, czyli Charlesie Lindenberghu. Znalazł tutaj odniesienie do swojego życia, czyli samotnego lotu wyobraźni. I tak powstał „Plane Crazy” oparty na kilku gagach. Pokaz przedpremierowy odbył się w jednym z kin na Hollywood Boulevard (5 maja 1928 r.). Walt zapłacił organiście, by jeszcze lepiej muzycznie akcentował gagi. Mimo tych starań ludzie nie oszaleli na punkcie nowej produkcji. Roy zaproponował, by dopracować kreskówkę, ale Walt nie chciał czekać i postanowił pokazać ją wytwórni MGM, a ta niestety (lub stety) zlekceważyła go. Zaczęto prace zatem nad kolejną produkcją, „Galopujący Gaucho”, która nie zachwyciła ani widowni w Hollywood, ani wytwórni. Nie poddano się. Do trzech razy sztuka.

 

W poszukiwaniu dźwięku

Disney
Walt Disney

Miki był pilotem i kowbojem, a teraz miał stać się marynarzem pływającym na parowcu. Zaczęto prace nad „Steamboat Willie”. Ten film miał różnić się od dwóch poprzednich. Otóż Walt był pod wrażeniem pierwszego filmu dźwiękowego, „Śpiewak z jazzbandu” (premiera odbyła się 6 października 1927 r.) i postanowił udźwiękowić także kreskówkę z Mikim. Rozpoczęto próby z udziałem żywej orkiestry, by sprawdzić reakcję widowni. Pierwszy pokaz odbył się dla małej widowni złożonej z pracowników i ich żon. W jednym pomieszczeniu zasiadła publika, a w drugim schowało się kilka osób odpowiedzialnych za dźwięk. Jackson grał na harmonijce, Iwerks na tarze do prania i piszczałkach, Walt odpowiadał za dialogi, a Cannon za efekty dźwiękowe. Efekt tego wszystkiego był elektryzujący. Skoro to się sprawdziło, pozostawało jeszcze jedno – zakupić system udźwiękowienia filmu. W tym celu Walt udał się na poszukiwania do Nowego Jorku. Spotykał się z różnymi osobami, a niektórzy proponowali bardzo proste rozwiązanie – puszczenie dźwięku z płyty. Pomysł ten był aż za bardzo prosty, a w związku z tym ryzykowny – zawsze płyta mogła zostać zagubiona lub zniszczona. Walt sprawdził system RCA i pomysł braci Fleischer „Song Car-Tunes”. Ostatecznie nawiązał współpracę z Waltem Powersem, który stworzył system cinephone. Disney był zachwycony nowym współpracownikiem, gdyż ten uczył go gry w polo i przedstawił mu aktora hollywodzkiego, Georg’a Walsha. Podpisano umowę – Walt miał zapłacić Powersowi tysiąc dolarów (wraz z honorarium). Jednak kontrakt nie okazał się taki wspaniały – Roy dojrzał zapis o wypłacie rocznie przez 10 lat 26 tys. dolarów za użytkowanie cinephone’u. Jednak jego brat nie dostrzegał absurdalności umowy.

Rozpoczęto prace nad przerobieniem „Steambot Willie” na wersję dźwiękową. Wzięto orkiestrową ścieżkę dźwiękową Stallinga, który skorzystał ze starej wodewilowej melodii „Steamboat Bill” i melodii ludowej „Turkey in the Straw”. Jednak początki były ciężkie. Kreskówka szła swoim tempem, a orkiestra swoim. Z trudem przyszło osiągnięcie harmonii – stało się to dzięki zmniejszeniu orkiestry. Pozostawiono również jedynie dwóch specjalistów do spraw efektów dźwiękowych. Miki otrzymał głos, a podzielił się z nim sam Walt Disney. I tak było przez następne siedem lat. Jednak należało również popracować nad samą kreskówką. Musiała mieć ok. 20 tys. klatek, więc należało je dorysować. A to tym samym powodowało wzrost kosztów. Początkowo Powers miał udźwiękowić bajkę za 1000 dolarów, ale niebawem okazało się, że to za mało. Studio Disneya przeżywało kryzys finansowy, lecz Walt – jak zazwyczaj – nie przejmował się tym i dążył do wyprodukowania kreskówki. Walt pisał do Roya o dodatkowe fundusze, lecz nie było skąd wziąć pieniądzy. Ostatecznie Disney poświęcił swój sportowy samochód. Walt za wszelką cenę chciał jednak ukończyć tę produkcję. Poszedł do sklepu i kupił różne rzeczy, jak grzechotki, dzwonki, patelnie etc., by z ich pomocą dać dźwięku temu, co robiła Myszka Miki. Jego brat Roy, który był bardziej racjonalny, obawiał się takiego ryzykowania, lecz Walt pisał: „Dlaczego mamy pozwolić, by kilka dolarów zaprzepaściło naszą szansę? Myślę, że szansa puka do naszych drzwi. Nie pozwólmy, by brzęk kilku centów zagłuszył to pukanie”.

 Miki

Walka o prawo opieki nad Mikim

Niebawem „Steamboat Willie” było gotowe na pokaz. Projekcja filmu odbyła się 18 listopada 1928 r. – kilka miesięcy przed załamaniem koniunktury w kinie na Broadway’u. Ludzie przyjęli kreskówkę bardzo dobrze. Walt stojący pod drzwiami sali kinowej słyszał śmiech od początku aż do końca filmu. Ludzie na ulicach rozmawiali tylko o „Steamboat Willie”. Pojawiły się także przychylne recenzje w „Variety” i „Weekly Film Review” oraz „Timesie”.

Ostatecznie „Steamboat Willie” został pokazany potencjalnym nabywcom, lecz raczej go lekceważono… do czasu. Gdy film obejrzał Harry Reichenbach, promotor pracujący dla kina Colony w Nowym Jorku, doszło do przełomu. Miki miał pojawić się właśnie w tym kinie. Walt bał się pokazywać film bez kontraktu, lecz ostatecznie zgodził się na propozycję Reichenbacha – 500 dolarów tygodniowo płatne z góry. I tak 18 listopada 1928 r. Myszka Miki pojawiła się na ekranach kin. Widownia zakochała się w nowej kreskówce, a gazety prześcigały się w pochlebnych recenzjach. I tak zaczęła się sława nie tylko Mikiego, ale też Disneya.

Ci, którzy wcześniej lekceważyli „Steamboat Willi”, walczyli o prawa do pokazywania filmu. Jednak Disney – nauczony sytuacją z królikiem Oswaldem – odmawiał standardowym umowom. Nie chciał utracić „prawa opieki” nad Mikim. Ostatecznie podpisał umowę z Patem Powersem – oddał mu prawo do dystrybucji filmów z Myszką Miki na podstawie praw stanowych. Disney miał dostawać 2500 dolarów za każdą nową kreskówkę, a Powers 10% zysków brutto. Również Walt zobowiązał się do korzystania z systemu dźwiękowego cinephone. Roy odkrył później, że w kontrakcie był jeszcze jeden ciekawy zapis – mianowicie Powers miał dostawać przez 10 lat 26 tys. dolarów rocznie za wyłączność przy korzystaniu z tego systemu dźwiękowego. Walt nie widział żadnego problemu, lecz z czasem okazało się, że ta opłata jest zbyt duża. Aż w pewnym momencie (w 1930 r.) Disney pożegnał się z Powersem, gdyż ten prawdopodobnie defraudował pieniądze.

Miki
Plakat „Steamboat Willie” w wersji kolorowej

Miki jako moralista?

Rząd amerykański i sektor prywatny uważały, że Hollywood zdominowany przez Żydów nie jest w stanie mówić o chrześcijańskiej moralności. Szefowie największych wytwórni, w obawie przed interwencją rządową, stworzyli organizację Producenci i Dystrybutorzy Filmowi Ameryki (MPPDA), która miała regulować kwestie moralności. Na jej czele stanął Will Hays, republikanin, były policjant. Jednak filmowcy obawiali się właśnie Haysa i ingerencji w treść. W 1929 r. William Randolph Hearst napisał artykuły dotyczące potrzeby cenzury w świecie filmu. Uzyskał on wsparcie w samym Kongresie. Jedni chcieli cenzury, inni nie. Aż tu pojawił się Walt Disney z Myszką Miki. „Steamboat Willie” został przyjęty bardzo pozytywnie, gdyż był apolityczny i aseksualny.

 

PR w wykonaniu Myszki Miki

Początek lat 30. ponownie okazał się dla wytwórni kłopotliwy. Mieli Oscara, zamówień na filmy przybywało, lecz pieniądze wpływały z pewnymi opóźnieniami. Walt zaczął szukać nowego sposobu, by zarobić. Dowiedział się, że nowojorski handlowiec, George Borgfeldt, dał dzieciom na gwiazdkę prezenty z podobiznami Myszki Miki i Minnie. Nie trzeba nikomu mówić, że dzieciaki były zachwycone. Borgfeldt postanowił kupić od Disneya licencję na korzystanie z wizerunku tych postaci na różnych gadżetach, zabawkach, ubraniach etc. Walt poszedł za ciosem. Bibo i Lang dostali możliwość wydawania „Książki Myszki Miki”, a King Features Syndicate – komiksu. Niebawem ktoś zapytał studio o możliwość umieszczania Myszki Miki na tabliczkach szkolnych, a później figurkach i zabawkach z tą postacią (2,5% zysków szło dla Walta).

Jednak ten pomysł zaczął osiągać sukces dopiero w momencie zatrudnienia Banksa Levy’ego jako europejskiego przedstawiciela handlowego. Poprawił umowę z Borgfoldtem, gdyż według tej zawartej przez Walta tantiemy dla wytwórni wzrastały wraz ze sprzedażą, lecz okres nowości produktu był dosyć krótki. Następnym krokiem Levy’ego było wprowadzenie wafli do lodów z logo Myszki Miki – co okazało się hitem.

……………………….

Zazwyczaj ojców sukcesu jest kilku i tak było w przypadku najsłynniejszej myszki. Jednak nieważne spod czyjego ołówka wyszła – istotne jest to, że bawi i śmieszy coraz młodsze pokolenia.