Skip to content

„Matka Makryna” J. Dehnel [recenzja]

Dziewiętnaste stulecie – czasy bez znanych nam obecnie telefonów, szerokiego dostępu do Internetu czy innych owoczesnych technologii, czasy niezwykle wolnego obiegu informacji, gdzie wydarzenia z Paryża docierały do Moskwy po kilku lub kilkunastu dniach, wreszcie czasy kiedy z łatwością można było podszyć się pod inną osobę, stworzyć swoją historię i ruszyć z nią w świat. Owe opowieści bywały bardzo ciężkie do udowodnienia, analfabetyzm był jeszcze często spotykany, a na wykonanie fotografii rzadko kto miał fundusze. Stąd też oszuści podszywający się pod innych pojawiali się bardzo często.  Tak wielcy ówczesnego świata spotkali się z postacią Makryny Mieczysławskiej, ostatniej przełożonej żeńskiego zgromadzenia bazylianek w Mińsku.

cover-6902

Wydana w 2014 roku nakładem wydawnictwa W.A.B. powieść Jacka Dehnela pt. Matka Makryna opowiada o losach… No właśnie kogo – Makryny Mieczysławskiej, ostatniej przełożonej bazylianek mińskich, przetrzymywanej przez duchownych prawosławnych, nakłanianej do przejścia na ich wiarę i torturowanej wraz z innymi siostrami, a może Ireny Winczównej, maltretowanej przez męża alkoholika (kapitana wojsk carskich), który przepił i przegrał w grach hazardowych ich majątek?

Dehnel potrafi niezwykle umiejętnie zaciekawić czytelnika historią przedstawianej postaci. Przeplata rozdziały, będące swoistą spowiedzią, raz Makryny Mieczysławskiej, raz Ireny Winczównej. Na zmianę występują autobiograficzne opowieści życia obu, czy jednak tej samej, bohaterki. Pierwsze rozdziały wprowadzają nas w losy bohaterek (dla łatwości rozeznania przyjmijmy liczbę mnogą). W pierwszym dowiadujemy się o losach zakonu bazylianek, jego skasowaniu przez bpa Siemiaszkę i uprowadzeniu zakonnic przez prawosławnych duchownych oraz o tym jak porwane mniszki ufały swojej ksieni Makrynie Mieczysławskiej. Kolejny zaś ukazuje ciężkie życie maltretowanej przez męża Ireny Winczównej, która żyje w ubóstwie, gdyż mąż przepija całą pensję, sprzedaje meble, aby mieć za co oddawać się hazardowi. Po jego śmierci nie okazała żalu, nie zapłakała, oddała się jedynie modlitwie na pokaz. Nie miała za co żyć, korzystała więc z obiadów wydawanych  przez bernardynki, u których najęła się do pomocy w zamian za jedzenie i dach nad głową. Opowieść o bazyliankach  usłyszała od jednej z nich, kiedy te odwiedzały bernardynki. Wiele faktów zaczerpnęła, a pozostałe przerobiła dla celów swojej zmyślonej opowieści.

Makryna Mieczysławska opowiada o dziejach swojego rodu, pochodzącego wg jej opowieści od samego księcia Mieczysława. Rodzice tuż po narodzeniu przeznaczyli ją na służbę Bogu w zakonie. Niezwykle emocjonalnie mówi o prześladowaniach, jakich doznała razem z siostrami z rąk prawosławnych oprawców. Na zmianę wiary miał je namawiać sam biskup Siemiaszko, który jako jeden z pierwszych zmienił wiarę. Jednak siostry nie ustąpiły, odmówiły samemu Siemiaszce, przez co ściągnęły na siebie kolejną falę wzmożonych represji. Zdaje relację z ich przeniesienia na Łysą Górę i ciężkiej pracy przy budowie rezydencji biskupiej, w trakcie której zginęło siedemnaście sióstr. Następowały kolejne próby nakłonienia na zmianę wiary, nadal bezskutecznie. Według Mieczysławskiej udało im się nawet wysłać list do samego cara, jednak odpowiedź dostał biskup a nie one i przez to dostały nowe prace i bardziej jej maltretowano. Za pozwoleniem protopopa napadnięto je, zgwałcono i okrutnie pobito. Wiele z sióstr straciło wzrok, niektóre przestały chodzić, a samej ksieni rozdarto bok, aż widać było wnętrzności. Następnie siostry przewieziono do Madzioł, skąd udało się uciec czterem mniszkom. Postanowiły udać się do Rzymu, aby opowiedzieć papieżowi, o tym co przeszły. Z ich grona ocalała tylko Matka Makryna. Dotarła do Ojca Świętego i zdała mu relacje. Osiadła w Rzymie w założonym dla niej klasztorze.

Z kolei Irena Winczówna, w co drugim rozdziale opowiada o pracy u bernardynek, fałszywym oskarżeniu ją o kradzież i aresztowaniu przez żandarma, który więził ją i wielokrotnie gwałcił. Nie udałoby jej się uciec, gdyby nie została uwolniona przez siostrę jej oprawcy. W trakcie tułaczki trafiła do biskupa w Mińsku, który okazał się oprawcą bazylianek i nie mogła zasłaniać się fałszywą opowieścią. Uciekała i żebrała przy kościołach mińskich, skąd ją przepędzono. Postanowiła udać się do Rzymu, ale po drodze dzięki opowieściom o fałszywych losach, jakie przeszła, udało jej się mieszkać u ludzi dobrej woli. Kłamstwa jednak często wychodziły na jaw i musiała uciekać z domów osób ją goszczących. Dotarła do Poznania, dzięki pomocy bpa Przyłuskiego udało jej się dotrzeć do Paryża, gdzie dzięki kłamstwom zjednała ku sobie całą emigrację, na czele z Mickiewiczem, Słowackim i Norwidem. Dzięki wstawiennictwu pasterza poznańskiego otrzymała opiekuna, którym był jeden ze zmartwychwstańców paryskich. Z nim udała się do Rzymu i odbyła audiencję u Ojca Świętego, który uwierzył w jej opowieści. Próbowała wyjednać u niego i kolejnego papieża Rok Jubileuszowy za Polskę, jednak bezskutecznie. Osiedliła się w Rzymie, gdzie dzięki uprzejmości Ojca Świętego reaktywowała klasztor bazylianek.

Ostatni rozdział stanowi spowiedź z pierwszych lat życia Ireny, która okazała się Żydówką, wziętą na utrzymanie przez zakonnice. Otrzymała pracę u jednej z księżnych. W trakcie posługi spotkała swojego męża i postanowiła wyjść za niego za mąż. Nie mogła dać mu dzieci, dlatego maltretował ją i skazywał na częste głodowanie.

Książka Dehnela jest powieścią, która dzięki umiejętnościom autora wciąga czytelnika w kreowany świat. Utożsamiamy się z jedną i drugą bohaterką, rozumiemy ich losy i nawet usprawiedliwiamy zmyślanie kłamstw. Emocjonalne opowieści Makryny bądź Ireny sprawiają, że aprobujemy kłamstwa, jakich bohaterki się dopuszczają. Sprzeciw budzić może upartość Mieczysławskiej w trwaniu w kłamstwie. Mimo wielu okazji do spowiedzi, nadal kłamała, bo tak jej było wygodniej, bo wyrwała się z życia w ubóstwie. Wszyscy ją szanowali i to ona mogła cieszyć się uznaniem osób o wysokim statusie materialnym.

Książka jest niewątpliwie warta polecenia, dla każdego kto ceni publikacje pochłaniające jego uwagę i odciągające go od problemów świata współczesnego. Po lekturze z całą świadomością zachęcam do lektury i zapewniam, że nikt nie będzie żałował tej decyzji.

Tytuł: ” Matka Makryna”

Autor: Jack Dehnel

Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.

Rok wydania: 2014

Link do strony wydawnictwa