Skip to content

Największy zamach terrorystyczny w historii Polski, czyli zamach w Cytadeli

Terroryzm jest uznawany za jedno z największych zagrożeń współczesnego świata, a strach przed kolejnymi atakami osiąga w niektórych państwach rozmiary nierzadko nawet nieproporcjonalne do rzeczywistego prawdopodobieństwa ich wystąpienia. Na tym tle sytuacja  Polski wydaje się być zadowalająca. Według ostatniego, opublikowanego w 2012 roku przez MSW Raportu o stanie bezpieczeństwa w Polsce zagrożenie zamachami terrorystycznymi „utrzymywało się na stosunkowo niskim poziomie, a terytorium RP traktowane było jedynie jako cel rezerwowy ewentualnych zamachów”. Ponadto według badań CBOS prawie trzech na czterech Polaków czuje się bezpiecznie, co stanowi najlepszy wynik od 1989 roku. Warto przypomnieć, że sytuacja nie zawsze tak wyglądała, czego jaskrawym przykładem był okres II Rzeczypospolitej.

 

Szczególnie obfitującym w dramatyczne wydarzenia był rok 1923. Wiosną zorganizowano serię zamachów bombowych, mających na celu destabilizację państwa, między innymi: pod domem Wojciecha Natansona – rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, w redakcji „Nowego Dziennika”, w hotelu Abrahama Kellera (wszystkie w Krakowie), w siedzibie pisma „Rzeczypospolita” w Warszawie oraz w jednym z budynków Uniwersytetu Warszawskiego. Najpoważniejszy zamach miał jednak dopiero nastąpić.

cytadela

13 października 1923 roku około godziny dziewiątej w Cytadeli Warszawskiej wybuchła prochownia, w której składowano w tym czasie 40 wagonów prochu artyleryjskiego, pozostawiając po sobie kilkunastometrowy lej oraz niszcząc sąsiadujące budynki. Eksplozję było słychać w całej Warszawie. W wielu okolicznych mieszkaniach powypadały okna i zerwane zostały dachy. Wybuch odczuwano nawet kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Śmierć poniosło 28 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Wśród ofiar wybuchu były również kobiety i dzieci, mieszkające na terenie garnizonu. Ze względu na to, że budynek prochowni był wkopany w ziemię, siła eksplozji nie wywołała detonacji ogromnej ilości pocisków artyleryjskich znajdujących się w nieodległym forcie z amunicją – w przeciwnym wypadku skala zniszczeń byłaby trudna do wyobrażenia. Wiele wskazuje na to, że zamach miał na celu zabicie jak największej liczby osób – warto wspomnieć, że ukierunkowanie na masowość ofiar jest uznawane za jedną z cech przypisywanych terroryzmowi współczesnemu, nie zaś dawnemu.

Dramat spotkał się z szybką reakcją ówczesnych władz – rząd Wincentego Witosa ogłosił odezwę, opublikowaną w prasie krajowej. Sugerowała ona, że za zbrodnię odpowiedzialni są komuniści oraz wzywała „wszystkich po polsku czujących obywateli do współdziałania i posłuchu”. Została ona skrytykowana przez prasę piłsudczykowską – zarzucano rządowi nadanie sprawie charakteru politycznego oraz próbę wykorzystania zamachu do wzmocnienia własnej pozycji parlamentarnej.

Dochodzenie w sprawie eksplozji w Cytadeli było prowadzone równolegle przez policję i prokuraturę wojskową. Od samego początku wyglądało na bardzo chaotyczne – dokonano kilkuset zatrzymań wśród komunistów i nacjonalistów ukraińskich, jednak nie przyniosły one rezultatu w postaci ustalenia sprawców. W stołecznej prasie mnożono wersje dotyczące możliwego przebiegu zdarzenia – według jednej z nich krótko przed wybuchem w pobliżu prochowni widziano mężczyznę z papierosem. Wspominano również o robotniku, który miał zostać wpuszczony przez wartownika bez okazania legitymacji, a krótko przed eksplozją uciekać z prochowni.

10685203_695467630521788_1378528036_n
Józef Muraszko

Na podstawie zeznań współpracującego z policją byłego komunistycznego terrorysty Józefa Cechnowskiego, 20 listopada rozpoczął się proces dwóch związanych z komunistami oficerów Wojska Polskiego: porucznika Walerego Bagińskiego – wykładowcy w Centralnej Izbie Zbrojmistrzów umiejscowionej w Cytadeli oraz podporucznika Antoniego Wieczorkiewicza. Pierwszy z nich – według śledczych kierujący przygotowaniem zamachu – miał wcześniej zapowiadać „wysadzenie Cytadeli”. Poważną słabością oskarżenia było to, że obaj domniemani zamachowcy zostali aresztowani dwa miesiące przed jego dokonaniem. O ich winie jednak świadczyć miało to, że po usłyszeniu wybuchu odśpiewali „Czerwony sztandar”, przebywając w osobnych celach. Po trwającym 10 dni procesie poszlakowym, Bagiński i Wieczorkiewicz zostali skazani na karę śmierci przez rozstrzelanie, zdegradowani oraz wydaleni z wojska.

Krytyka przebiegu rozprawy i wyroku doprowadziła do tego, że została powołana specjalna komisja sejmowa pod przewodnictwem posła PPS Adama Pragiera. Uznała ona zeznania Józefa Cechnowskiego za niewiarygodne, jego samego natomiast za przypuszczalnego prowokatora policyjnego – jego prowadzeniem, a zarazem preparowaniem większości dowodów w sprawie miał się zajmować inspektor Józef Piątkiewicz. W wyniku ustaleń komisji prezydent Stanisław Wojciechowski skorzystał z prawa łaski – kara śmierci dla Bagińskiego i Wieczorkiewicza została zamieniona na karę więzienia. Inspektor Piątkiewicz został zmuszony do wyjazdu za granicę, jednak po zamachu majowym wrócił do kraju i zajmował ważne stanowiska w Policji Państwowej. Józef Cechnowski został natomiast zamordowany w lipcu 1925 roku przez komunistę Naftaliego Botwina.

Powstały w grudniu 1923 roku rząd Władysława Grabskiego zgodził się na wymianę Bagińskiego i Wieczorkiewicza na dwóch innych Polaków – więźniów politycznych w ZSRS. Miała być ona dokonana 29 marca 1925 r. na stacji granicznej w Kołosowie, jednak nie doszła do skutku – krótko przed dotarciem do stacji jeden z konwojentów, 29-letni policjant Józef Muraszko zastrzelił obu więźniów. Sowieci w odwecie rozstrzelali ośmiu Polaków. Przed sądem Muraszko przyznał się do zabójstwa. Oświadczył, że „nie żałuje swojego czynu, boć przecie zabił wrogów swej ojczyzny, zbrodniarzy, na których zemścił się za wszystkie krzywdy, wyrządzone przez nich Polsce”. Sąd uznał, że policjant działał w stanie silnego wzburzenia i wymierzył mu karę dwóch lat domu poprawczego. Po jej odbyciu (został zwolniony po roku) pod zmienionym nazwiskiem służył w Korpusie Ochrony Pogranicza, a później w dyrekcji policji w Warszawie. Na początku II wojny światowej polskie podziemie wykonało na Muraszce wyrok śmierci, wstąpił on bowiem do Gestapo.

Zamach w Cytadeli był największym pod względem ilości ofiar aktem terrorystycznym, jaki wydarzył się w Polsce. Przypisanie odpowiedzialności za to tragiczne wydarzenie do dziś pozostaje kwestią określonej interpretacji dostępnych informacji, niepozwalających w sposób jednoznaczny podważyć ani potwierdzić winy domniemanych sprawców. Niewykluczone, że klucz do rozwiązania tej zagadki znajduje się w archiwach rosyjskich.