Skip to content

Nunc est bibendum. Jeszcze o spożywaniu alkoholu w I Rzeczpospolitej

Niniejszy artykuł jest poświęcony nieodłącznemu elementowi każdej biesiadzie szlacheckiej, mieszczańskiej czy chłopskiej – mianowicie naczyniom służącym do spożywania alkoholu. W tym miejscu należy nadmienić, że w czasach wczesnonowożytnych istniało różne zróżnicowanie tego typu naczyń, dlatego ograniczę się do ogólnego scharakteryzowania tej zastawy stołowej. Na pewno pojawienie się nowych typów i materiałów, z których je wykonywano, wpłynęło na kulturę spożycia alkoholu. W okresie baroku były niewątpliwie największe i najbogatsze. Jednak z drugiej strony sprawiały wrażenie trochę niefunkcjonalnych, służąc bardziej na pokaz niż do użytku codziennego. Jakie więc były to naczynia i jak wyglądały?

 

Zanim odpowiem na te pytanie, dodam że polska ikonografia utrudnia rozeznanie się w formach, typach i zdobnictwie naczyń (zwłaszcza szklanych) używanych w Polsce do końca XVII wieku. Natomiast źródła pisane przynoszą nam oczywiście o wiele więcej informacji, chociaż i tu terminologia jest uboga, a ogranicza się ona do kilku nazw określających kształt i funkcję danego naczynia. W związku z tym najczęściej używanymi terminami są: szklenica, kieliszek, flaszka, rzadziej roztruchan, czara, dzbanek.

W głównej mierze podstawowym tworzywem zastaw stołowych było szkło. Tworzywo to w czasach nowożytnych stawało się bardzo popularne. Używano oczywiście zastawy z innych tworzyw, nieraz z drogocennego srebra, a nawet złota. Jednak niewielu mogło sobie pozwolić na taki luksus. Początkowo wśród szlachty, a następnie wśród innych warstw społeczeństwa znajdowało swoje szerokie użycie. Nie potwierdzają tych stwierdzeń przekazy ikonograficzne, których mamy mniej w porównaniu do państw zachodnich, ale inne źródła. Przykładowo źródła literackie dość obszernie traktowały o naczyniach, zwłaszcza szklanych. Dowodem tego są zapisy w utworach autorstwa Mikołaja Reja, Hieronima Morsztyna czy Jana Kochanowskiego. Ten ostatni w utworze Na śklenicę pisał:

Służyłam wojewodom krakowskim przed laty,

Zdobiąc krasną urodą swą ich stół bogaty.

Teraz czas przyniósł, żem jest Głoskowskiemu dana,

Nie mogłam mieć lepszego po swym Plecu pana.

Kwestią, która może budzić szereg sporów, jest fakt, że źródła literackie, choć bardzo ciekawe, nie zawsze odzwierciedlają prawdziwość życia codziennego w dawnej Polsce. Ma na to wpływ fantazja literacka, często rozmijająca się z prawdą lub wypaczająca pewne rzeczy. Oczywiście nie należy tych źródeł lekceważyć tak samo jak pamiętników i diariuszy, lecz należy je traktować bardziej jako cenną wskazówkę dla historyka kultury niż jako rzetelne źródło informacji. Dlatego też warto skupić się na źródłach aktowych, w szczególności na inwentarzach lub testamentach. One to, jak słusznie zwracał uwagę Andrzej Wyrobisz, zachowały się w pokaźnej ilości. Co więcej nie tylko szlacheckie, ale i chłopskie. Te drugie były sporządzane na żądanie właściciela wsi i tego rodzaju dokumenty dają nam do zrozumienia, że w każdej warstwie znane było szkło, a co tym idzie owe warstwy używały go w postaci szklanic, kufli itp. do spożywania alkoholu. Bardzo często jednak bogatsi mieszkańcy Rzeczypospolitej na dowód swojego bogactwa i przynależności stanowej zlecali umieszczenie swojego herbu na naczyniu. Przykładów tego typu jest bardzo wiele. Jednak chyba jednym z najwspanialszych tego typu zbiorów może pochwalić się Galeria Muzealna Ordynacji Zamojskiej w Warszawie, gdzie można znaleźć wspaniałe szklenice z herbami Jelita i innymi.

O popularności tego materiału świadczą także przechowywane w piwnicach zamków starościńskich liczne sztuki naczyń. Przykładowo w skarbcu Radziwiłłów w Lubeczu przechowywano w XVII wieku bogaty zbiór kosztownych szklanych wyrobów, a składały się nań 148 flaszek, 73 szklanice, 59 kieliszki, 5 kubków, 2 roztruchany i 1 czasza. Idąc tym tropem należy się domyślać, że często służyły tym litewskim magnatom podczas wyprawiania uczt i biesiad. Dodatkowo Radziwiłłowie mieli w zbiorze oprawioną w srebro miednicę, flaszkę czy kieliszek z nakrywką. Nie tylko jednak magnateria była w posiadaniu szklanej zastawy do picia, posiadali ją także chłopi, ale oczywiście gorszej jakości. Przebywający w pierwszej połowie XVII w. francuski inżynier Wilhelm Beuplan zauważył, że szklane naczynia z trunkami obficie krążyły podczas zabaw weselnych.

Nie tylko krajowa produkcja dostarczała tego typu naczynia na polskie i litewskie stoły. Mamy wiele dowodów na to, że na obszar Rzeczypospolitej importowano wiele szklanic, czarek czy pucharków. Martyna Milewska w jednym ze swoich artykułów podkreślała fakt, że huty szkła północnej Europy eksportowały wiele wyrobów na nasz obszar. Co ciekawe, przypuszczać można, że to, co było w państwach zachodnich modne, jak np. pucharki typu Berkermeier, miało swoje odbicie wśród społeczeństwa staropolskiego.

Powszechnie uważanym za najstarszym naczyniem do spożywania alkoholu jest kubek, który służył przede wszystkim do konsumpcji piwa. Testament Kazimierza Wielkiego wymienia także pewną ilość oprawionych rogów, lecz prawdopodobnie już wówczas były to naczynia kredensowe, służące do ozdoby bogatych izb. Rogi jednak w późniejszych czasach jednak były już rzadkością. Na co dzień jednak pito z kubków, które początkowo były smukłe, lekko przewężone, co dodawało im pewnej estymy. W czasach nowożytnych natomiast kubki, zwłaszcza te srebrne, charakteryzują się bogatą dekoracją ornamentalną i figuralną, często na brzuścu lub pod dnem herbem właściciela. Tego rodzaju kubki były jednak w posiadaniu szlachty lub ewentualnie bogatych mieszczan. W XVII wieku na stołach szlachty, a także bogatych mieszczan można było spotkać kubki cynowe, które podobnie jak srebrne były bogato zdobione. Ciekawostką jest fakt, służyły one do XIX wieku na wyposażeniu gospód cechowych.

Innym rodzajem kubków były tzw. szklanice. Spotkać je można przede wszystkim na stołach mieszczan. Wśród nich najbardziej okazałe były szklanice cylindryczne, posiadające szerszą stopę. Jak podkreśla Z. Dolczewski, do końca XVI wieku służyły one jako szklanice cechowe. Były one bogato zdobione farbami emaliowymi, ze scenami przedstawiającymi rzemieślników przy pracy. W XVIII wieku naczynia te przechodzą małą metamorfozę – jeśli chodzi o kształt, mają bardziej ścięty stożek i wieloboczny brzusiec. Jak już wcześniej wspomniałem, szklanice były kolorowane. Już w pierwszej połowie XVII wieku kolorowanie tych naczyń stało się bardzo powszechne. Wspomina o tym m.in. Kasper Miaskowski, który w swoim zbiorze wierszy z czasów Zygmunta III Wazy napisał:

Jako rzemieślnik tak szkło postawi

Zielonym, złotym i szafirowym

Pędzlem i kształtem pozornie nowym.

 

Wilkom krakowskiego cechu mieczników (źródło: muzea.malopolska.pl)
Wilkom krakowskiego cechu mieczników (źródło: muzea.malopolska.pl)

 

Większą odmianą szklanic były tzw. wilkomy, czyli bardzo duże cylindryczne szklanice stopkach uformowanych ze szklanych taśm gładkich, układanych faliście. Podobnie jak inne naczynia często były pokrywane farbami emaliowymi bądź taśmą szklaną. Pili z nich najczęściej członkowie cechów rzemieślniczych i uczestnicy uroczystości rzemieślniczych. Są to zabytki „polskich stołów” o tyle ciekawe, ponieważ zwykle wypisywano na nich datę roczną wykonania dekoracji lub zakupienia wilkomu przez cech. Dzięki temu wiemy, jakie cechy i kiedy mogły użytkować naczynia. Były one bardzo popularne skoro nie ominięto ich w literaturze. Przykładowo wspominał o nich Wespazjan Kochowski, który pisał:

Tu zaś gdy się zejdą

Zabawny z krotofilną Bach siostrą Cyprychą,

Gdy wilkom, gdy kolejna zagrzeje im czuby.

Wilkomy miały dużą powierzchnię (kilkanaście cm średnicy i ponad 30 cm wysokości), a ich walcowata forma umożliwiała swobodne dekorowanie powierzchni. Miały one cylindryczne, prostopadłe ścianki. Często spotykane były tu motywy roślinne, emblematy rzemieślnicze, scenki rodzajowe, postacie świętych. Co by nie mówić o ich formie, należy powiedzieć, że są to zabytki o wielkiej wartości dla badaczy polskiej kultury z kilku względów. Po pierwsze, jak już wspomniałem miały wiele walorów artystycznych. Po drugie, odgrywały one dużą rolę w obrzędowości cechowej i dlatego były dokładnie strzeżone i przechowywane. To właśnie dzięki temu tak wiele egzemplarzy zachowało się do naszych czasów. Jedne z najsłynniejszych wilkomów to te przechowywane w Muzeum Czartoryskich w Krakowie czy w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

 

Wilkomy cechu szewców z Łańcuta (źródło: http://www.muzeum.rzeszow.pl/zbiory_historia)
Wilkomy cechu szewców z Łańcuta (źródło: http://www.muzeum.rzeszow.pl/zbiory_historia)

 

W ostatniej ćwierci XVI wieku na stołach pojawiły się tzw. „pucharki dzwonowate”, które swoją nazwę zawdzięczają kształtowi. Miały one ok. 10 cm wysokości, dzwonowaty brzusiec, a krawędź wylewu była wychylona na zewnątrz. Naczynie te dało się spotkać na niemal całym obszarze Rzeczypospolitej, ale także były bardzo popularne w Europie Zachodniej. Natomiast na północy Rzeczypospolitej najczęściej stosowano puchary szklane typu Römer. Jest to forma dość wysokiego pucharu, charakterystycznego przede wszystkim dla terenu Niderlandów i Niemiec. Cechą charakterystyczną römerów są wysokie, spiralne i stożkowate stopki. Miały one także cylindryczne korpusy, zdobione „jeżynkami” i taśmy karbowane, które oddzielały korpus od czary. Sama Czara miała kształt kulisty lub owoidalny. Ich popularność przypadała na okres XVII i XVIII wieku. Służyły one do picia różnych gatunków win, szczególnie białych. Według badań Andrzeja Gołębiewskiego zauważamy te puchary na stołach ludności uboższej, a także osób z półświatka, jak i zamożniejszych warstw. Ich popularność można przypisać dwóm czynnikom. Pierwszy z nich to cena, która była o wiele niższa niż naczyń sprowadzanych np. z Wenecji. Drugi czynnik to ich funkcjonalność oraz wygląd, który odpowiadał olbrzymiej ilości odbiorców. Jednym z najsłynniejszych tego typu pucharów jest ten wykonany ok. 1677 r. w związku z wizytą Jana III Sobieskiego w Gdańsku. Obecnie należy do Muzeum Narodowego w Warszawie.

Kilka słów również należy się mniejszym naczyniom niż puchary czy szklanki. Mowa oczywiście o kieliszkach, które na stałe zagościły na polskich stołach w XVIII wieku, kiedy na tronie Rzeczypospolitej zasiadali przedstawiciele dynastii saskiej. Ksiądz Jędrzej Kitowicz twierdził, że: „Jak nastały zaś kielichy szklane i kieliszki, nastała zarazem i obrzydliwość cudzej gęby. Kto spełnił kielich, nim go drugiemu podał, wytarł go czystą serwetą, dalej zaś ochędóstwem postępującym w górę przepłukiwano go po każdym pijącym wodą w kredensie, kieliszki zaś małe do wina stawiano z osobna przed każdego, tudzież butelkę z winem i wodą i szklankę do niej przed każdą osobę”. Powyższe słowa dotyczą najwyższych warstw społeczeństwa Rzeczypospolitej, jednak zwyczaje, jak i same kieliszki trafiały później do domów mniej zamożnych. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że kieliszki zaczęły powoli wypierać ze stołów duże i potężne puchary i kielichy. Z kieliszków pito przede wszystkim alkohole wysokoprocentowe, często domowej roboty, gorzałkę, wódkę gdańską, arak, rum, likiery, a nawet koniaki. Pewną odmianą kieliszka była tzw. kulawka, która charakteryzowała się tym, że nie miała podstawy. Jak można się domyślić, nie można było odstawić naczynia bez uprzedniego wypicia z niej trunku, co spowodowało szybszy wzrost nietrzeźwych uczestników biesiady. Ich popularność przypadła w Rzeczypospolitej na wiek XVII i XVIII. W 1635 r. Marcin Kazimierz Sarbiewski pisał o nich: „niektórzy tylko przy bankietach i domowych posiedzeniach Ojczyznę wspierają, a rzekłbym, że raczej owemi pełnemi, jedno że je trudno nazwać filarami, bo je sami zowią niestawiennymi”. Zdobione były rytowaniem i służyły często jako kielichy wiwatowe, rozbijane w ochocie po uprzednim opróżnieniu (o rozbijaniu kufli o głowy w dalszej części książki). Dodać należy, że kulawki powstawały po oszlifowaniu starszych i zniszczonych kielichów i kieliszków. Mateusz Ignacy Kuligowski pisał o kulawkach w ten oto sposób:

U nas, jak garniec kielich bez dna niestawiany

Dawszy w ręce, aby był do gardła wylany,

Co prędzej dziwną groźbę prawie przymuszają…

W interesującym nas okresie powstawało zresztą coraz więcej różnych pucharów, jak kije, trąbki – utrudniające picie, kufelki z rurką, które odjęte od ust biesiadnika powodowały oblanie się trunkiem. Jednakże chyba najdziwniejszymi pucharami były półgarncowe, dwulitrowe szklanice o trzech obrączkach. Trzeba było je opróżnić trzema łykami, opróżniając je ściśle do obrączki, w przeciwnym razie szklanicę dopełniano.

Oprócz wyżej wymienionych naczyń należy wymienić takie jak: butelki, butle, flasze i gąsiorki. One to służyły do przechowywania i transportu alkoholi. Notabene wszystkie mobilia często można było spotkać w XVIII–wiecznych materiałach archeologicznych. Piotr Wawrzyniak, który zajmował się niegdyś badaniem szklanej zastawy stołowej z XVI-XVIII wieku, stwierdził: „We wszystkich kloakach znajdowano olbrzymie ilości potłuczonych. Zdarzały się egzemplarze zachowane w całości lub prawie w całości. Wiele z nich to importy sprowadzane z Europy zachodniej, głównie z Anglii”. Nie da się ukryć, że również były sprowadzane z Francji, a także z obszarów dzisiejszej Holandii.

 

Źródło: porcelanowy-blog.pl
Źródło: porcelanowy-blog.pl

 

Często na stołach szlachty czy mieszczan spotykamy naczynia szklane, które zbiegiem lat były coraz popularniejsze. Kryształowe flasze, kieliszki, i szklanice były jedną ze składowych części ekskluzywnego obrazu szlachcica czy mieszczanina. Miały one różne kształty: owalne, cylindryczne, kwadratowe, wieloboczne, kuliste i półkuliste. Przykładowo można powiedzieć, że flasze z Krakowa miały grube szyjki i wychylone na zewnątrz krawędzie wylewów. W Płocku natomiast używano buteleczek z żeberkami i posiadającymi smukłe szyjki. Były to cenne naczynia, a dowodem tego może służyć nam pewien ewangelik z zachodniej wielkopolski – Jan Haza, który posiadał oprócz dziesięciu kieliszków i siedemnastu szklanic, osiem kryształowych flasz. Można pokusić się o stwierdzenie, że często gospodarze różnego rodzaju przyjęć chwalili się tego typu zastawą, by pokazać swoją elitarną przynależność.

Również srebrna zastawa stołowa cieszyła się dużą popularnością. Wymieniano je w spisach razem z biżuterią, bronią i paradnym rynsztunkiem. Co ciekawe, te kosztowności najczęściej otwierały wyliczenia szlacheckich nobilów. Zresztą nie da się ukryć, że tego typu przedmioty wymieniano w inwentarzach najczęściej. Wynikało to z ich materialnej wartości, co później odzwierciedlało się w dokładnym zinwentaryzowaniu tej części mienia ruchomego. Jednym z rodzaju sreber stołowych były tzw. kufle talarkowe, tzn. zdobione srebrnymi talarami lub innymi monetami. Szlachta bardzo lubiła je mieć na swoich stołach i z nich korzystać na przyjęciach oraz biesiadach. Przykładem tego typu kufla może służyć ten posiadany przez niejakiego Andrzeja Żychlińskiego, którego wyceniano aż na 700 tynfów. Jak podkreślał Jarosław Dumanowski, górna cena takich kufli nie była większa niż 1000 tymfów, co oznacza, że kufel posiadany przez Żychlińskiego był cenną rzeczą. Ten sam autor podał przykład Jana Piaseckiego, który w swoich dobrach ruchomych posiadał kufel talarkowy o pojemności 8 litrów! Myślę jednak, że miał być na pokaz niż służyć biesiadnikom. Tego typu naczynia były jednak popularne na początku XVIII stulecia, w późniejszych latach wymieniano je w źródłach zdecydowanie rzadziej, co może świadczyć o zanikaniu ich ze stołów szlachty.

 

Gdański kufel z XVII wieku (źródło: http://gdansk.naszemiasto.pl/)
Gdański kufel z XVII wieku (źródło: http://gdansk.naszemiasto.pl/)

 

O tym, że naczynia stołowe, w tym kufle czy szklanki, były bardzo wartościowe świadczyć mogą m.in. testamenty szlacheckie. W tego rodzaju źródłach często możemy znaleźć informacje o naczyniach pozostawionych młodszym pokoleniom lub instytucjom. Przykładem może służyć tu testament Krzysztofa Konopackiego, w którym zapisanot powierzenie srebrnego kufla z wieczkiem i herbem Wojciechowi Węgierskiemu. Tak oto została przedstawiona niniejsza sytuacja: „Wojciechowi Węgierskiemu archibrezpiterowi i plebanowi sztumskiemu naznaczam i daruję kufel swój srebrny z wieczkiem, z herbem – szachownicą, z literami Anna Cemianka, który kufel mam z łaski sławnej pamięci nieboszczki WP JMP Katarzyna z Leszna Ceminy”. Innym tego typu przykładem może Dymitr Wejher, kasztelan gdański, który w swoim testamencie wymienił posiadane cenne roztruchany, kufle wraz z ich wagą. Kolejnym dowodem na to, że zastawa stołowa służąca do spożywania alkoholu była cennym dobrem szlacheckiego domostwa, jest zapiska Wojciecha Pepłowskiego. Szlachcic ten przekazał niejakiej Dąbrowskiej dwa srebrne puchary, a szlachcicowi – Pawłu Pańczewskiemu srebrną czarkę. Nie tylko jednak testamenty szlacheckie mówią o dużej wartości różnego rodzaju kufli czy pucharów. Również spisy inwentarzowe wyszczególniają tego rodzaju naczynia, zwłaszcza gdy są ze srebra. Barbara Tuchołka- Włodarska w jednym ze swoich artykułów badała srebra okolicznościowe, stwierdziła nawet, że w posiadaniu bogatych mieszczan z Gdańska były kufle o wadze 158 kojców. Podkreśliła także, że we współczesnym katalogu aukcyjnym przedmiot ten wahał się od 20 000 do 30 000 EU. Kufel ten należał do niejakiego Melchiora Gembinskiego, a wyceniony był w 1688 roku na 1800 fl. Był to kufel, który powstał na jedno konkretne wydarzenie, a co za tym idzie nie był używany na co dzień. Jednak z drugiej strony jego celem był użytek w czasie zabaw zakrapianych alkoholem.

Oczywiście niniejszy szkic tylko ogólnie omawia tą problematykę. Wydaje się, że temat życia codziennego szlachty, mieszczan czy chłopów, a w tym temat uczt i zabaw, nadal cieszy się dużą popularnością wśród historyków.

 

Bibliografia

 

Ajewski K., Ceramika i szkło w zbiorach Galerii Muzealnej Ordynacji Zamojskiej w Warszawie, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, 1995, 43, z. 4, 449-484.

Ciepela S., Wytwórczość szklarska i wyroby szklane od połowy XIII do połowy XVII wieku, [w:] Polskie szkło do połowy XIX wieku, red. Z. Kamieńska, Wrocław 1987.

Dolczewski Z., Kubki, kufle i kieliszki czyli co w czym dawniej pijano, „Kronika miasta Poznania” t. 68, 2000, z. 4, s. 45-61.

Dumanowski J., Świat rzeczy szlachty wielkopolskiej w XVIII wieku, Toruń 2006.

Gołębiewski A., Puchary szklane typu Romer z terenu Polski północnej, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, 36, 1988, z.3, s. 433-448.

Kitowicz J., Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III, Kraków 1925.

Kuligowski M.I., Demokryt śmieszny albo śmiech Demokryta chrześcijańskiego z tego świata…, [w:] Poeci polskiego baroku, t. II, s. 359.

Milewska M., Późnośredniowieczne i wczesno nowożytne importowane naczynia szklane z zamku w Pucku, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, t. 55, 2007, z. 1, s. 3-20.

Daneykowicz-Ostrowski J., Swada polska i łacińska albo miscellanea oratorskie…. Lublin 1745.

Testamenty szlachty Prus Królewskich z XVII wieku, wyd. i oprac. J. Kowalkowski i W. Nowosad, Warszawa 2013.

Tuchołka-Włodarska B., Gdańskie srebra okolicznościowe w XVII wieku, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, t. 51, 2004, z. 1, s. 59-78.

Wawrzyniak P., Kieliszki, szklanice, puchary… Rzecz o dawnych naczyniach szklanych, do napitku służących, „Kronika miasta Poznania, 2000, z. 4, s. 62-76.

Wyrobisz A., Szkło w Polsce od XIV do XVII wieku, Wrocław 1968.