Skip to content

Obozy koncentracyjne III Rzeszy – życie codzienne kobiet

Obóz kobiecy w Ravensbrück na początku był prostokątem o wymiarach około 100 x 200 m, który otoczono 4-metrowym murem i siedmioma szeregami drutu pod napięciem. Do 1940 r. składał się z 16 budynków. W obozie były pomieszczenia przeznaczone na pralnie, magazyn na odzież i żywność oraz na 13 bloków mieszkalnych. Był też blok karny i więzienie.

W 1941 r. rozpoczęła się budowa nowej części obozu, w której znajdowało się 8 bloków. Tam postawiono szwalnię i tkalnię. Dwa lata później zbudowano kolejne 8 bloków. Rok po tej budowie w Ravensbrück rozszerzono obóz o nowych 5 baraków, w których mieszkały więźniarki pracujące w warsztatach Dachau. Każdy blok składał się z dwóch sypialni i jadalni, w środku znajdowała się umywalnia, toaleta i pokój należący do dozorczyni.

Obóz był „bogato” wyposażony: w jadalniach stały szafki na naczynia oraz stoły i krzesła. W każdej sypialni znajdowało się 135 trzypiętrowych łóżek. Gdy w obozie przebywało więcej więźniarek, do jadalni donoszono dodatkowe prycze. Jednak do 1942 r. każda z kobiet posiadała własne łóżko. Według zeznań Zofii Czajkowskiej, na każdym łóżku było białe prześcieradło i powłoka na poduszkę oraz koce[1]. W umywalni znajdowało się 20 umywalek i 10 wanienek do mycia nóg[2].

W 1945 r. warunki w obozie uległy pogorszeniu. Nie naprawiano dachów i szyb. Podczas zimy do bloków przedostawał się śnieg. Toalety były zapchane. W dużych blokach znajdowało się nawet do 2 tys. osób. W wyniku tego pojawiły się tam gryzonie i insekty[3].

Stutthof - makieta obozu
Stutthof – makieta obozu

Obóz dla kobiet w Stutthofie również charakteryzował się ciężkimi warunkami bytowania. Barak więźniarek zbudowany był z cienkich, drewnianych ścian. Posiadał podłogę, która dosłownie była ułożona na ziemi. Zimą wewnątrz panowała taka sama temperatura co na zewnątrz, a latem w środku było gorąco i duszno. Obóz kobiecy w Stutthofie podzielony był na sztuby. W początkowym okresie w jednej mieściło się 20 więźniarek, a w 1943 r. od 60-80 kobiet. Część kobiet, które przybyły do obozu w 1944 r., zostało umiejscowionych w blokach na terenie Nowego Obozu, gdzie panowały jeszcze gorsze warunki, niż w obozie kobiecym w Starym Obozie. Bloki również były podzielone na sztuby. W nich znajdowały się trzypiętrowe prycze. Kobiety spały na cienkich materacach, starych kocach lub poduszkach wypchanych szmatami[4].

Do sierpnia 1942 r. więźniarki w Auschwitz przebywały w wydzielonej części obozu macierzystego. W tym momencie liczbę kobiet szacowano na 13 tysięcy. Według źródeł 6 sierpnia 1942 r. zostały przeniesione do Birkenau. Warunki tam były o wiele gorsze niż w Auschwitz. Największy problem stanowił brak wody. W Birkenau kobiety były przetrzymywane w barakach murowanych i drewnianych. W barakach pozbawionych podłogi przebywało czasem około tysiąc kobiet.W pomieszczeniach znajdowały się piece, lecz praktycznie nigdy w nich nie grzano. Aresztowane miały do dyspozycji trzypiętrowe prycze. Często na jednym piętrze spało od 8-12 kobiet. Kobiety leżały na słomie lub siennikach. Przykryciem były brudne, podziurawione koce[5].

W obozie na Majdanku w barakach kobiecych nie było szyb, często nie zamykały się drzwi. Wewnątrz nie było piecyków czy innych sprzętów. Kobiety, które przybyły do obozu na początku 1943 r. mieszkały w pustych blokach, rzadko można było w nich znaleźć prycze. Kobiety do 1943 r. spały na gołych deskach, a ubrania pełniły funkcje koców. W późniejszym okresie więźniowie dostali wyposażenia. Władze dbały o porządek na Majdanku. Wzorem były dla nich obozy koncentracyjne w III Rzeszy. Przesadnie zajmowano się czystością prycz i podłóg. Tak jak w każdym z powyższych obozów również na Majdanku, w blokach znajdowało się wiele gryzoni, karaluchów, pcheł i wszy[6]. Warunki higieniczne były tragiczne. Ubikacje dla kobiet miały stanowić drewniane skrzynie ustawione przy drutach. Kobiety załatwiały potrzeby fizjologiczne często przy barakach. Później funkcję toalet pełniły wykopane doły. Załatwienie potrzeb dla kobiet było poniżające, ponieważ wartownicy obserwowali wszystko, a kobiety nie miały chwili intymności dla siebie. W 1943 r. rozpoczęto budowę sieci kanalizacyjnej, w wyniku czego w barakach rozpoczęto zakładanie toalet. Więźniarki mogły skorzystać z kąpieli raz w tygodniu przez 10 minut. Do dyspozycji była często tylko zimna woda. Po kąpieli kobiety wychodziły prosto na powietrze, niezależnie od pory roku. Na Majdanku na kąpiel czekały nago lub w ręcznikach. Praktycznie nie było możliwości umycia się, gdyż SS-mani bardzo szybko zakręcali kurki z woda.

Kąpiele na Majdanku nie były częste. Całymi tygodniami nie pozwalano więźniom się umyć. Osadzeni myli się herbatą miętową, którą dostawali na śniadanie, a zimą wodą z roztopionego śniegu[7].

 

Pierwsze chwile w obozie na pewno nie należały do najprzyjemniejszych. Na przyjęcie trzeba było czekać bardzo długo. W Stutthofie więźniarki i więźniowie stali przed Bramą Śmierci i oczekiwali na władze obozowe. Jedna z więźniarek wspomina, iż po pewnym czasie pojawili się SS-mani. Zadali jej pytanie, z jakiego powodu się znalazła w obozie. Więźniarka nie odpowiedziała,  więc SS-man bił ją tak długo po głowie, aż straciła przytomność. Inna z osadzonych opisała kobiety z transportów. Według jej relacji kobiety miały powybijane zęby, sine plecy i podpuchnięte oczy.

Oddzielano kobiety od mężczyzn, po czym więźniarki prowadzono do łaźni. Jednak przed tym wydarzeniem aresztowane miały obowiązek oddać swoje dokumenty, pieniądze i biżuterię. W łaźni kobiety musiały rozebrać się przed SS-manami i przystąpić do kąpieli. Nie ścinano im włosów, jedynie zanurzano je w płynie dezynfekującym. Następnie kobiety były poddawane poniżającym badaniom ginekologicznym. Lekarz stwierdzał, czy więźniarki nie schowały biżuterii oraz czy nie były w ciąży. Kolejnym krokiem było wydanie ubrania obozowego. Często kobiety zamieniały za duże lub za małe suknie, za co były bite. Blokowa, która wydawała ubrania, również karała więźniarki. Należy zaznaczyć, iż ubranie obozowe kobiety dostawały dopiero od 1942 r. W ich skład wchodziła męska bielizna, kalesony, koszula oraz pasiasta suknia, fartuch, chustka na głowę, pończochy i drewniaki[8].

Kobiety w Ravensbrück
Kobiety w Ravensbrück

Kobiety w Ravensbrück zmieniały ubrania w zależności od pory roku. W okresie zimowym nosiły suknie i kaftany bez podszewki. Na głowy zakładały bawełniane chusty, na nogach pończochy i drewniaki. Na całość więźniarki wkładały fartuchy. Latem zmieniały suknie na lżejsze, z krótkim rękawem. Na głowach nadal nosiły chustki[9]. Według zeznań jednej z więźniarek, kobiety nie mogły wchodzić do bloku w drewniakach. Zmieniały je na specjalne domowe pantofle, które były uszyte z resztek materiałów po pasiakach[10].

Auschwitz Birkenau
Baraki w Auschwitz-Birkenau

Aryjki w Birkenau dostawały pasiaste koszule, sukienki, chusty na głowę, pończochy, drewniaki, a na zimę dodatkowo cienki płaszcz i rękawiczki[11]. Wracając do zasad przyjmowania kobiet w Stutthofie, po wydaniu odzieży, przychodził czas na numery obozowe. Obowiązkiem kobiet było naszycie ich na górną część sukni. Oczywiście więźniarki nie dostawały potrzebnych do tego rzeczy, musiały radzić sobie same. Władze obozowe nie informowały aresztowanych, że za nieposiadanie przyszytego numeru grozi kara. Zdarzały się przypadki, kiedy więźniarki nie potrafiły wypowiedzieć swojego, często długiego, numeru. Wtedy SS-mani bili je do nieprzytomności. Przyjęcie więźniów, które odznaczało się szczególnym terrorem, miało za zadanie już na początku złamać psychicznie człowieka[12].

W Birkenau sposób przyjmowania kobiet różnił się nieco od przyjmowania do innych obozów koncentracyjnych. W Birkenau kobiety „witano” w tzw. Saunie, czyli łaźni. Jeśli do obozu przybyły Żydówki, po selekcji na rampie kobiety przechodziły do bloku dla nowo przybyłych, gdzie musiały oddać odzież i wszystkie rzeczy wartościowe. Następnym krokiem było obcinanie włosów. Często golono wszystkie owłosione części ciała i przecierano ścierką zamoczoną w płynie dezynfekującym. Dla kobiet golenie głowy było czymś traumatycznym[13]. W wyniku represji, głowę golono jeszcze raz. Czynność powtarzała się, kiedy dochodziło do bliższych stosunków kobiet z mężczyznami[14]. Kolejnym etapem była kąpiel. Później kobietom wydawano odzież obozową i kierowano do biura przyjęć, które zajmowało się spisywaniem danych. Kobiety ustawiano alfabetycznie, nadawano numery, a następnie tatuowano. Od 1 do 999 ponumerowano Niemki, które przybyły do Auschwitz z KL Ravensbrück. Żydówki ze Słowacji otrzymały numery od 1000 do 6000. Powyżej 6000 oznaczano Polki, które przybyły w pierwszych transportach. Po przyjęciu więźniarek przychodził czas na kwarantannę. Trwała ona około 3 tygodni i polegała na tym, iż kobiety budzono o 3 nad ranem, następnie uczestniczyły w apelu oraz otrzymywały niewielkie posiłki. Kobiety poddane kwarantannie nie były zatrudniane „na stałe”. Pierwsza styczność z życiem obozowym powodowała, że po kilku dniach więźniarki chorowały[15].

Powszechnym zjawiskiem w każdym obozie był głód. W Ravensbrück na śniadanie kobiety otrzymywały kubek kawy z żołędzi. Na obiad niecały litr zupy z brukwi i kartofle. W 1942 r. kobiety dostawały jednie pół litra zupy. Na kolacje spożywano zupę, a kaszę dwa razy w tygodniu. W sobotę rozdawano plasterek końskiej kiełbasy, margarynę lub marmoladę i kawałek nieświeżego sera[16]. Często kobiety na wigilijny wieczór oszczędzały porcje chleba, które dostawały codziennie. W Wigilię więźniarki otrzymywały na obiad czerwoną kapustę z kawałkami mięsa, a na kolację dodatkowe porcje wędliny i margaryny. Oczywiście brakowało misek dla więźniów, nie było łyżek czy widelców[17].

Przy opisywaniu życia codziennego kobiet należy zwrócić szczególną uwagę na ich plan dnia. We wszystkich obozach koncentracyjnych wyglądał podobnie. Nieznacznie różniły się tylko godziny pobudek, przerw obiadowych czy apeli. Szczegółowo opiszę, jak wyglądał dzień w obozie na Majdanku.

Więźniów i więźniarki budzono wczesnym rankiem, między godziną 3 a 5. Następnie pospiesznie musiano się ubrać, pościelić łóżko oraz wypić kawę lub herbatę. W zależności od pory roku apel poranny rozpoczynał się o 5 lub o 6 rano. Więźniarki zajmowały środkowe miejsca w szeregach dla osób starszych i chorych, gdyż w środku było bezpieczniej, a zimą cieplej. Przez dwa tygodnie na polu kobiecym na początku 1943 r. apele były przeprowadzane wewnątrz baraków, ponieważ w obozie była mała liczba więźniów. Kolejnym etapem był marsz do pracy. O 11:45 ogłaszano przerwę na obiad. Więźniarki, które pracowały poza swoimi polami, szybko musiały na nie wrócić. Jeżeli brakowało kogokolwiek, więźniom nie wydawano obiadu. Miała miejsce sytuacja, kiedy to podczas upalnego dnia, kobiety stały od przerwy obiadowej do późnego wieczora na baczność, gdyż jedna z dozorczyń nie doliczyła się wszystkich więźniarek. Po kolejnym sprawdzeniu okazało się, że dozorczyni popełniła pomyłkę. Po obiedzie wszyscy udawali się do pracy, w której przebywali do zmroku. Następnie przychodził czas na apel wieczorny, który, jak w każdym obozie, był dłuższy niż apel poranny. Apele wieczorne trwały kilka godzin. Przedłużały się w wyniku wymierzania kar, zniknięcia któregoś z więźniów lub przeprowadzania rewizji. Ostatnią częścią ściśle ustalonego planu dnia była kolacja. Do ogłoszenia ciszy nocnej, czyli do godziny 21, więźniowie mieli czas wolny. Mogli wtedy porozmawiać, pomodlić się lub wyprać swoje ubrania[18].

 

Gabinet zabiegowy w Baraku Kobiecym w Stutthof
Gabinet zabiegowy w Baraku Kobiecym w Stutthof

Dla utrzymania porządku w każdym obozie koncentracyjnym stosowano system kar. Kary były wymierzane również kobietom. SS-mani musieli zaznaczać, iż to do nich należy trzymanie dyscypliny. Oczywiście bardzo często kary były wymierzane przez dozorczynie i SS-manki.

W Ravensbrück kobiety były karane za drobnostki. Jedną z wielu kar były stójki całego bloku lub podskoki kobiet w mroźny dzień. W obozie nigdy żadna kobieta nie została powieszona. Inną formą kary było bicie kobiet. W bunkrze w każdy wtorek i piątek bito więźniarki. Czynność nadzorował lekarz, który sprawdzał puls i stwierdzał, czy może być ona nadal bita. Do bicia używano drewnianego kija. Do lata 1942 r. taką karę wykonywały dozorczynie Hassa i Binz lub więźniarki-kryminalistki, które dostawały za to dodatkowe przydziały chleba. Wśród nich znalazła się Polka – Agnieszka Plumbaum. Jedną z poniżających kar było golenie głów kobietom, które odbywały stosunki z Niemcami.

Za różnego typu przestępstwa kobiety trafiały do bunkra – więzienia obozowego. Więzienie było podzielone na trzy części: tam, gdzie osadzano za karne przestępstwa obozowe, cele w których przebywały kobiety za przestępstwa polityczne oraz cele dla więźniów specjalnych. Cele różniły się od siebie: w jednych znajdowały się łózka, niektóre były zupełnie ciemne. Kara bunkra trwała od tygodnia do dwóch tygodni. Zdarzały się przypadki kiedy kobiety przebywały w nim kilka miesięcy. W bunkrze stosowano tortury: specjalnymi narzędziami przebijano ciało, zakładano kajdany, zamykano w skrzyniach, oblewano wodą lub robiono zastrzyki oszałamiające. Straszną formy kary było przeniesienie do bloku karnego. Przebywały tam jednostki szczególnie agresywne i niebezpiecznie. Jednak kobiety zupełnie spokojnie, mogły się tam znaleźć z powodu błahostki. Do bloku karnego były również wysyłane homoseksualistki. Do Strafblock były dobierane dozorczynie szczególnie okrutne i nie znające litości[19].

Oprócz maltretowania kobiet podczas apeli w obozie Stutthof, szykanowano je za posiadanie rzeczy niezgodnych z zasadami. Przeszukiwano sztuby, kiedy kobiety pracowały. Jeżeli znaleziono coś nieodpowiedniego, po pracy więźniarki nie otrzymywały pożywienia i przez cały czas przeznaczony na obiad, stały na placu apelowym. Za przewinienie jednej osoby, była karana cała sztuba. Blokowa stosowała wymyślne polecenia: więźniarki musiały skakać „żabką” lub przykucnięte siedziały z rękoma wyciągniętymi do przodu.

Według więźniarek najbardziej znaną ze znęcania się nad więźniarkami blokową była Anna Kopp. Kazała stać kobietom z rękoma uniesionymi do góry. Oczywiście, jeśli jakaś z nich się poruszyła, od razu była bita. Kopp często kopała więźniarki i wyrywała im włosy. Jedna z kobiet, która przebywała w obozie, wspomina, iż nawet nocą i to w Wigilię, nie dawano więźniarkom spokoju. Do sztuby przyszedł Mielenz, by sprawdzić porządek. Okazało się, że jedne z drewniaków stały zbyt głęboko pod pryczą. Mielenz nakazał wyjść kobietom na apel. Następnie kazał im wrócić do łóżek i tak dalej. Najwyraźniej Mielenza bardzo ta sytuacja śmieszyła. Jednak dla kobiet było to wydarzenie, z którym wiązały się kolejne uderzenia batem za zbyt powolne poruszanie.

Inną formą terroru były chłosty i zamykanie kobiet w bunkrach, czyli małych pomieszczeniach, które posiadały okienka lub były zupełnie ciemne. Przewinienia przez które więźniarki znajdowały się w bunkrach były: chęć zorganizowania jedzenia, zbyt powolna praca, palenie papierosów. Pobyt w bunkrze trwał od 2 do 10 dni, przez które kobiety dostawały jedynie chleb i wodę. Następnie więźniarki były kierowane do najcięższej pracy – Waldkolonne lub do pralni, czy kartoflarni[20].

Jedną z najcięższych kar obozowych w Auschwitz była chłosta. Osądzone bito przynajmniej 15 raz kijem lub skórzanym pejczem. Kobiety często były przywiązywane, a gdy mdlały, oblewano je wodą. W obozie kobiecym chłosta była wykonywana publicznie podczas apelów lub w łaźni. W Auschwitz wybudowano specjalne cele, które były bardzo małe i nie posiadały okien. Gdy do celi wpuszczono 3 lub 4 więźniarki, zaczynały się dusić. Pomieszczenia były tak małe, że osadzeni nie mieli możliwości siedzenia czy leżenia. Karą dla więźniarek był zakaz wysyłania i otrzymywania listów. Inną formą kary było głodzenie. Często nie wydawano któregoś z posiłków, bez względu na to czy kobieta pracowała, czy nie. Za różne przewinienia więźniarki były kierowane do celi. W środku znajdowała się prycza bez posłania, a posiłki były gorsze niż zazwyczaj. Więźniarki były często skazywane na karę „klęczenia”. Kobiety musiały klęczeć przez kilka godzin z rękami podniesionymi do góry. W okresie zimowym jedną z popularnych kar było oblewanie nagiej więźniarki wodą. Wymierzaniem tej kary zajmowała się SS-Aufseherin Elizabeth Hasse[21].

Na Majdanku na polu kobiecym nie było szczególnie surowych blokowych i kapo. Pole to powstało później, więc funkcji obozowych nie pełniły kryminalistki, lecz polskie więźniarki polityczne. Większość z nich nie znęcała się nad kobietami[22].

Oficjalną karą na Majdanku była kara słupka. Polegała ona na wieszaniu więźniów za ręce, które były wykręcone do tyłu. Na taką karę skazywano również kobiety. Ukarano tak m.in. Liliane Sommer i Stefanię Korzeniewską. W 1943 r. wprowadzano nowy rodzaj kary. Więźniowie musieli stać cały dzień między dwoma rzędami drutów, na dodatek często trzymali w ustach lub na stopach jakieś warzywo. Znany jest przypadek, gdy jedna z więźniarek stała tak trzy tygodnie, w wyniku czego zachorowała na zapalenie płuc i zmarła. Kolejna z więźniarek, Polka Maria Ekiert, odbywała taką karę przez 12 godzin zimą, następnie SS-mani doprowadzili ją do krematorium, gdzie została zamordowana. Jedną z kar było wieszanie na szubienicy. W 1942 r. stracono w taki sposób młodą Żydówkę. W egzekucjach brały udział wszystkie więźniarki. Na polu kobiecym obecna była również komendantka. Egzekucje wykonywał szef krematorium Erich Muhsfeldt.

Jak w każdym obozie na Majdanku również stosowano kary zbiorowe. Były one wymierzane, kiedy u więźniarek znaleziono rzeczy niedozwolone. Pewnego razu jedna z kobiet miała przy sobie kawałek brukwi, w wyniku czego, cały obóz żeński uczestniczył w wielogodzinnym apelu. Gdy w szwalni władze obozowe znalazły niedozwolone ubrania, wszystkie kobiety tam pracujące, zostały ukarane 25 uderzeniami pejczem. Lekarz obozowy dr Max Blanke postanowił wypróbować swoją nową bronią na kobietach i dzieciach. Jedna z dozorczyń Hermina Braunsteiner była znana ze szczucia więźniarek psem[23].

 

Ważnym aspektem gospodarki wojennej Niemiec była praca więźniów obozowych. Najwięcej form pracy dla kobiet było w obozie Ravensbrück. Arbeitseinsatz, czyli Biuro Pracy zajmowało się rozdziałem pracy w obozie. Na życzenie gospodarza tworzono grupę więźniarek, która wraz ze strażą i dozorczyniami, udawała się w miejsce pracy. Wiele kobiet wysyłano do fabryk przemysłu zbrojeniowego. Mimo że nie było ich w obozie macierzystym, to ciągle figurowały w ewidencji, nosiły te same numery i podlegały władzom obozowym. Zdarzały się wypadki kiedy kobiety zostały przypisane do komand podległych obozom męskim – Buchenwald, Neuengamme, Flossenburg i Sachsenhausen. W takim przypadku kobiety były wypisywane z obozu w Ravensbrück.

Kobiety pry pracy (obóz w Ravensbrück)
Kobiety pry pracy (obóz w Ravensbrück)

Więźniarki pracowały w komandach przyobozowych, które zajmowały się m.in. budową dróg. W tej pracy szczególnie uciążliwy był brak narzędzi: łopat, taczek. Między kobietami istniała rywalizacja o jak najlepsze przyrządy. Wiele kobiet zajmowało się przerzucaniem piasku za pomocą łopaty. Taka praca trwała najczęściej 11 godzin. Kobiety pracowały również przy transporcie. W taczkach, wózkach lub za pomocą rąk więźniarki przenosiły koks, brykiety, kartofle, drzewo. Zatrudniano je również do odwalania śniegu, rąbania drzewa. Jedną z bardziej atrakcyjnych prac była praca w Ladekommando. Kobiety tam pracujące wyładowywały koks, brykiety, drzewo. Zajęcie to było ciężkie, ale dzięki niemu kobiety mogły się często zaopatrzyć w cukier, marmoladę czy mydło. Cięższą formą pracy było wyładowywanie statków-berlinek. Władzom zależało na jak najszybszym rozładowaniu statku, więc na przystań wysłano nawet 300 więźniarek. W ramach kary wysyłano do pracy w Reinigung-Klaranlage. Tam zajmowano się czyszczeniem wylotów kanalizacyjnych.

Około 800 kobiet pracowało w ogrodach. Nie zajmowały się one jedynie pielęgnacją roślin, lecz kładły również nawierzchnie na ulicę lub podsypywały piaskiem bloki. Do zajęć więźniarek należała również hodowla kur, świń, angorskich królików.

Kobiety znajdowały pracę w komandach wewnątrz obozu. Pracowano w kuchni, obieralni, magazynie chlebowym i odzieżowym, pralni i szwalni. Praca w tych pomieszczeniach przynosiła korzyści kobietom, gdyż często mogły wynieść jedzenie lub odzież. Popularnym zajęciem było robienie pończoch na drutach. Pracowały tam przede wszystkim kobiety starsze. Jednak nielegalnie w tej kolumnie pracowały także młode kobiety. W obozie znajdowało się paczkarnia, w której również pracowały kobiety. Więźniarki mogły przechwytywać listy i fotografie, które przesyłano w paczkach. Przekazywanie korespondencji było surowo karane[24].

W Stutthofie mężczyźni jak i kobiety uczęszczali do pracy. Kobiety były zatrudniane przy najcięższych pracach, na równi z więźniami. Zmieniło się to od momentu, gdy władze hitlerowskie przestały myśleć, iż należy wyniszczyć więźniów przez pracę. Od 1943 r. większość z kobiet pracowała w Niemieckich Zakładach Zbrojeniowych. Więźniarki, które dopiero przybyły do obozu, były zatrudniane do prac obozowych, np. do sprzątania placu przed blokiem kobiecym. Nowoprzybyłe zajmowały się też zaszywaniem bielizny obozowej. Po odbyciu tych prac, więźniarki umiejscowione były w stałych komendach. W 1941 r. powstało kobiece Waldkolonne, czyli komando leśne. Do zadań kobiet należało: ścinanie drzew, karczowanie korzeni, wożenie piachu na taczkach. Na początku istnienia komanda leśnego, praca w nim uchodziła za powszechną. Jednak od 1943 r. pracowano tam za karę. W 1941 r. więźniarki zajmowały się również rozbijaniem ogromnych kamieni na mniejsze. Kobiety musiały najpierw głazy ściągnąć z pociągu, a następnie je tłuc. Pozostałe cięższe formy pracy w Stutthofie, to praca w kartoflarni i pralni. Natomiast do łatwiejszych należało zatrudnienie w warsztatach Niemieckich Zakładów Zbrojeniowych. Znajdował się tam warsztat krawiecki, tkacki, rymarski, futrzarski i Strohschuhstube, czyli warsztat produkcji butów ze słomy. W warsztatach pracowało od 50-100 kobiet. Więźniarki pracowały również w Aussenkommandach. Były to zajęcia wykonywane poza Stutthofem, u niemieckich gospodarzy. Kobiety przebywały tam, gdy należało wykonywać prace polowe, czyli przede wszystkim latem i jesienią. U gospodarza było zatrudnianych nawet kilkadziesiąt pracownic. Praca była jedną z cięższych, ale kobiety dzięki organizowaniu jedzenia, mogły się odżywić lepiej niż w obozie. Gospodarze nie sprzeciwiali się temu, gdyż według nich najedzona pracownica wykonywała lepiej i szybciej pracę. Niestety zdarzały się sytuacje, kiedy gospodarze znęcali się nad kobietami tak samo jak SS-mani[25].

Również na Majdanku praca towarzyszyła kobietom codziennie. Jednostką organizacyjną pracy była drużyna robocza, którą nazywano Arbeitskommando. Istniały również komanda kobiece, zajmujące się takim samym zakresem pracy, co komanda męskie. Do drużyn kobiecych dopisywano literkę „F”, czyli Frauen. Kobiety pracowały w komandach – Hofkolonne, które zajmowały się utrzymywaniem czystości na polach i w barakach. Pracowały w nich kobiety niezbyt sprawne fizycznie. Szczególnie dużo wysiłku od kobiet wymagała praca w komandach, które zajmowały się opróżnianiem dołów kloacznych i wywożeniem ich zawartości do ogrodów[26]. Istniało komando zajmujące się budową pomników. W obozie kobiecym taką pracę wykonywała jedna z więźniarek. Jednak jej projekt nigdy nie został wykonany. Kobiety pracowały przede wszystkimi w Wäscherei, czyli w pralni. Zajmowały się one praniem pasiaków oraz odzieży zabranej więźniom. Duża liczba więźniarek była zatrudniana przez warsztat krawiecki. Kobiety naprawiały bieliznę i odzież obozową, robiły na drutach nauszniki, skarpety i rękawice[27]. W obozie na Majdanku znalazło się wiele wykształconych lekarek i farmaceutek, które pracowały w rewirze kobiecym. Według dokumentów leczeniem chorych zajmowało się 10 Polek i Żydówek oraz 2 Rosjanki[28].

 

Ważną kwestią, która dotyczyła kobiet było macierzyństwo. Niezależnie od obozu w jakich więźniarki przebywały, warunki życia były tragiczne. Kobiety ciężarne nie były traktowane lepiej od innych kobiet. Pierwszym dzieckiem, które przyszło na świat w Ravensbrück był chłopiec urodzony 28 sierpnia 1941 r. przez Franciszkę Rachocką. Więźniarka przybyła do obozu kilka dni przed porodem. Po niecałym tygodniu po porodzie matkę oddzielono od syna. Chłopiec został odesłany do sierocińca. Drugie dziecko urodziło się we wrześniu 1942 r. Matka dziecka, Eugenia Żukowa, po porodzie została poinformowana, iż chłopiec urodził się martwy. To były dwa przypadki przyjścia na świat polskich dzieci do 1944 r.

Jeśli w obozie znalazły się Niemki, które zaszły w ciążę z Polakami lub Rosjanami, ciążę natychmiast przerywano, nawet jeżeli kobieta była w zaawansowanej ciąży. Używano do tego środków chemicznych. Kobiety były karane batami. Takie zabiegi były wykonywane przez dr Rosenthala, który przyznał się do przerwania ciąży w 34 przypadkach. Pierwsza Niemka, która była w 8 miesiącu ciąży, mimo naświetlania i zażycia dużej ilości leków, urodziła zdrowe dziecko. Niestety noworodka uduszono, a zwłoki spalono[29]. Jesienią 1944 r. do Ravensbrück przybyło wiele ciężarnych kobiet z ewakuowanej Warszawy. Porody odbywały się na sali porodowej. Następnego dnia matki z dzieckiem przenoszono do specjalnego bloku, gdzie warunki sanitarne były okropne. W jednym z bloków rewirowych utworzono pokoik dla noworodków. Oczywiste było, że dzieci skazano na szybką śmierć. Kilkadziesiąt niemowląt leżało na łózkach, przykrywano je brudnymi kocami i pozostawiano zupełnie bez opieki. Matki wysyłano do pracy. Do swych dzieci mogły przychodzić 5 razy dziennie na karmienie[30]. Relacja jednej z więźniarek, Gertrudy Maron, doskonale ukazuje sytuację matek i niemowląt. Dzieci były rzadko myte, w wyniku czego chorowały na różne zakażenia skórne. Niemowlęta nie były ubierane, więc często umierały na zapalenia płuc. Jak już wcześniej pisałam, dzieci nie znajdowały się pod opieką dorosłych. Dochodziło to sytuacji, kiedy pielęgniarki znajdywały niemowlęta pogryzione przez robactwo
i szczury[31].

Według zeznania dr Treite w Ravensbrück urodziło się 400 dzieci. Śmiertelność wśród najmłodszych była bardzo duża. W marcu 1945 r. zagazowano 150 ciężarnych kobiet i 12 matek z niemowlętami. Również w marcu rozpoczął się przewóz kobiet ciężarnych i dzieci do Bergen-Belsen. Transport liczył 220 kobiet. W Bergen-Belsen warunki były o wiele gorsze niż w Ravensbrück[32].

Do obozu Stutthof również trafiały matki z dziećmi. Już na samym początku oddzielano najmłodszych od rodziców. Matki chowały swoje pociechy, gdzie tylko mogły: pod koce, słomę, spódnice. Zdarzały się wypadki przebierania chłopców za dziewczynki i odwrotnie. Niestety mimo wszystko, dzieci były na dobre oddzielane od matek.

Losy kobiet ciężarnych były dramatyczne. Wiele dokumentów zaznacza, iż istniał zakaz kierowania kobiet w ciąży do obozów koncentracyjnych. Mimo tego kobiety ciężarne trafiały do obozów. Więźniarki polityczne, które były osadzone w obozie bezterminowo, rodziły w warunkach obozowych. Kobiety ciężarne były na równi traktowane z kobietami, które w ciąży nie były. Również przeznaczano je do ciężkich prac, nie żywiono ich odpowiednio, czego wynikiem były liczne choroby. Ze wspomnień jednej z więźniarek wynika, że w Stutthofie pierwsze dziecko urodziło się w 1943 r. Po dwóch tygodniach matka z dzieckiem została przeniesiona w nieznane miejsce. Więźniarki domyśliły się, że dokonano mordu. Po jakimś czasie do obozu wróciła tylko matka.

Nie istnieją żadne dokumenty stwierdzające, ile dzieci przyszło na świat w obozie Stutthof. Władze obozowe nie prowadziły ksiąg ewidencyjnych tylko i wyłącznie dla noworodków. Sporadycznie dzieci były wpisywane w dokumentach matek[33].

W latach 1942-1943 każde dziecko, bez względu na pochodzenie, było mordowane w Auschwitz. Wszystkie kobiety ciężarne, które przybyły do obozu w 1942 r. i na początku 1943 r. lub zaszły w ciąże podczas pobytu w obozie, były natychmiast kierowane do komór gazowych lub zabijano je za pomocą zastrzyków z fenolem. Kobiety, które zbliżały się do rozwiązania, musiały zgłaszać się do władz obozowych. Obiecywano im, że otrzymają lżejszą pracę i lepsze jedzenie. Oczywiście wszystko było kłamstwem i po krótkim czasie kobiety były zabijane. Ciężarne kobiety, które znajdowały się w szpitalu, były oznaczone na kartach literami „SB”, co oznaczało, że kobieta miała zginąć. Nawet jeśli dziecko urodziło się w obozie, to od razu matkę wraz z dzieckiem zabijano zastrzykiem fenolowym. Tak było do połowy 1943 r. Później zmieniło się niewiele. Więźniarka aryjska mogła urodzić, jednak po rozwiązaniu jej dziecko było mordowane. Matki zostawiano przy życiu. W skutek licznych zakażeń, niewiele więźniarek przeżyło.

Mordowaniem dzieci zajmowała się Niemka, którą nazywano „Schwester Klara”. Dzieci urodzone w szpitalu topiła w wannie, a ich zwłoki paliła w piecu do ogrzewania baraku. Dopuszczano się bestialskich czynów. Żywe dzieci, na oczach matki i innych osób wrzucano do pieca. W późniejszym okresie 1943 r. nie mordowano dzieci aryjskich. Jednak warunki w jakich żyły, nie pozwalały im na przeżycie. Dzieciom również tatuowano numery. Najczęściej robiono to na udach. Matki nie otrzymywały pieluszek czy bielizny dla dzieci. W 1944 r. zaprzestano mordowania dzieci żydowskich. Jednak tak samo jak dzieci innych narodowości, ginęły w wyniku strasznych warunków w obozie[34].

W obozie na Majdanku sytuacja kobiet w ciąży i młodych matek z dziećmi była tak samo tragiczna jak w Ravensbrück, Stutthofie czy Auschwitz. Władze obozowe nakazały wydzielenie dla nich dwóch baraków, które zostały otoczone drutem kolczastym. Do tych baraków przeznaczono jedynie 180 prycz, dlatego często najmłodsi przebywali na podłodze. Według dokumentów w takich warunkach na świat przyszło kilkoro niemowląt. Dzieci, których matki zmarły, były pozbawione jakiejkolwiek opieki, mimo że nie potrafiły same wykonywać najprostszych rzeczy. SS-mani nie zwracali na to uwagi, ponieważ wiedzieli, że w pewnym czasie dzieci zostaną przeznaczone na śmierć.

Kobiety nie miały czym karmić swych dzieci. Jednym pokarmem było ich własne mleko. Niestety w wyniku przyjmowania przez nie same znikomych ilości wyżywienia, traciły mleko. Rzadko dostawały chude mleko dla dzieci. Większość noworodków zmarło w obozie, jednak dzięki pomocy innych kobiet, dzieci Polek i Rosjanek przeżyły obóz. Natomiast dzieci Żydówek nie miały najmniejszych szans na przeżycie. Przy selekcji wybierano kobiety ciężarne, jako niezdolne do pracy i kierowano do komory gazowej. Zdarzały się wypadki palenia zwłok noworodków w krematorium.

Według dokumentów latem 1943 r. wydano zakaz korzystania z wody. Wtedy na Majdanku przebywało kilka tysięcy kobiet z Polski i Białorusi z dziećmi. W wyniku zakazu kobiety nie mogły prać pieluszek oraz kąpać dzieci. Jesienią 1943 r. w obozie podłączono krany i zainstalowano umywalnie, dzięki czemu warunki się poprawiły. Dla niemowlaków w tajemnicy kobiety w szwalni szyły pieluszki i bieliznę[35].

Przy opisywaniu życia codziennego w obozach koncentracyjnych, należy wspomnieć o stosunkach seksualnych. Chciałabym opisać ten problem na przykładzie Auschwitz-Birkenau. 30 czerwca 1943 r. utworzono w Auschwitz dom publiczny[36]. Został on umiejscowiony w bloku XXIV. Przez więźniów i więźniarki był nazywany „Puffem”. Trafiały do niego przede wszystkim niemieckie ochotniczki. Jednak istnieją wątpliwości co do tego, iż praca w „Puffie” była dobrowolna. Jedna z więźniarek opisuje sytuację, kiedy to władze obozowe wezwały jedną z kobiet. Po pewnym czasie wróciła ona z płaczem na blok, by zabrać swoje rzeczy. Po kilku dniach więźniarki zobaczyły ową kobietę, która wraz z pozostałymi pracującymi w domu publicznym, przechadzała się po drodze w obcasach i obcisłej spódnicy[37]. W 1944 r. w Monowitz utworzono drugi dom publiczny. Prawdopodobnie pracowało tam 65 kobiet-Aryjek[38].

Oczywiście w obozie znane są również przypadki prawdziwej miłości. Jedną z nich jest związek Polaka i polskiej Żydówki. Udało im się uciec z Auschwitz, jednak po pewnym czasie złapano ich i stracono. Dla wielu więźniarek ich miłość była przykładem idealnej
i bohaterskiej[39].

Bardzo cenną rzeczą, za którą szczególnie mężczyźni mogli sobie „wykupić’ miłość, była margaryna. Kobiety posiadające jej dużą ilość, były obiektami plotek i zazdrości. Jednak tak naprawdę więźniarki nie potępiały takiego zachowania, gdyż same chciały być otaczane chociaż chwilową opieką i uwagą ze strony mężczyzn.

W wyniku podziału obozu na męski i żeński oraz zaburzenia czynności seksualnych
u mężczyzn, w Auschwitz, jak w innych obozach, dochodziło do kontaktów homoseksualnych. Często dochodziło do takich kontaktów, gdyż funkcyjne posiadały służące, którymi zazwyczaj były młode dziewczyny. Oczywiście funkcyjne zmuszały służące do współżycia[40].

 

Kolejnym aspektem, który poruszę, są eksperymenty doświadczalne. Była to bardzo ważna część życia obozowego, przede wszystkim w Ravensbrück. Z relacji więźniarki Krystyny Jaszak-Dąbskiej wynika, iż operacje przeprowadzane w niemieckim obozie koncentracyjnym można rozbić na dwa typy: mające na celu wywołanie zakażenia oraz operacje kostne, mięśniowe i nerwowe.

Przeszczepianie polegało na przenoszeniu kości piszczelowej z lewej nogi do prawej i odwrotnie. Takie operacje trwały kilka godzin. Przeszczepiano również mięśnie i nerwy.

Do marca 1942 r. w obozie znajdowało się 61 operowanych więźniarek. Oprócz nich było operowanych 10 kobiet umysłowo chorych. Zajmował się tym prof. Gebhardt. Kobietom amputowano górne lub dolne kończyny. Po operacji „króliki” (tak nazywano kobiety, na których przeprowadzano eksperymenty) zabijano zastrzykiem ewipanu.

Krystyna Jaszak-Dąbska była jednym z „królików”. Opisuje, że razem z nią na rewir trafiło dziesięć innych kobiet. Wszystkie z nich były zdrowe. Następnie kobiety zostały wykąpane, wygolone i dano im zastrzyki: mięśniowe i podskórne. Po tych czynnościach więźniarki zostały wywiezione na wózkach na blok operacyjny. Po krótkim czasie do operacji przystąpili: prof. Gebhardt, dr Fischer, dr Sidlausky, dr Rosenthal oraz dr Oberhauser. Oczywiście kobietom nie zostały wyjaśnione okoliczności operacji. Sama Krystyna Jaszak-Dąbska wspomina, że przez dłuższy czas była nieprzytomna. Później dowiedziała się, że usunięto jej kość strzałkową z każdej nogi. Po krótkim leczeniu kobiety zostały poddane następnej operacji. Więźniarka wspomina, że nie mogła się poruszać, ale po pewnym czasie nauczyła się poruszać o kulach. Osadzona nie określiła po jakim czasie została wypisana z rewiru. Jednak kobiety zostały wypuszczone jako zdrowe i zostały umieszczone na bloku XV, czyli na bloku dla „królików”.

W późniejszym czasie kobiety buntowały się, a cały obóz solidaryzował się z nimi. Więźniarce Krystynie Jaszak-Dąbskiej powiedziano, że BBC ogłosiła listę operowanych w Ravensbrück. Więźniarka wspomina, iż pamięta ucieczkę koleżanki Eugenii Kocwy, która wzięła ze sobą wszystkie zapisane nazwiska zoperowanych kobiet[41].

Kolejna z więźniarek Ravensbrück Wacława Andrzejak-Gnatowska była operowana. Trzy razy była wzywana na rewir, jednak dzięki pomocy swej koleżanki, która była pielęgniarką uniknęła w początkowy okresie operacji. Niestety za trzeci razem nie spotkała już koleżanki. Kobieta opisuje, iż po eksperymencie towarzyszył jej ogromny ból. Lekarze tylko oglądali rany i dawali zastrzyki. Po kilku dniach więźniarka została zwolniona z rewiru, mimo że jej noga nie wyglądała najlepiej. Kobieta opisuje, że na bloku nie interesował się nimi nikt. Same musiały doglądać swoich ran. Operowane dostawały tzw. betkartę, czyli zwolnienie z pracy. W tym czasie kobiety nie musiały uczestniczyć w apelach[42].

W Ravensbrück również leczono chorych na dur plamisty, przeprowadzano doświadczenia nad sterylizacją i kastracją za pomocą promieni rentgenowskich[43].

Oczywiście w innych obozach także przeprowadzano eksperymenty medyczne. Jednym z takich obozów był Auschwitz. Dr Clauberg był lekarzem, który zajmował się w Auschwitz sterylizacją więźniów. Nie ukrywano, że szukano sposobów sterylizacji dla biologicznego wyniszczenia całych narodów. Himmler zaznaczał, iż chciał pozbyć się przede wszystkim Polaków i Czechów. Dr Clauberg wybierał kobiety młode, które miały pierwszy poród za sobą i nadal miesiączkowały. Według wykazów w 1943 r. eksperymentowano nad około 300 więźniarkami. W piśmie dr Clauberga można odnaleźć informację, iż jeden wykwalifikowany lekarz wraz z personelem pomocniczym, był w stanie w ciągu jednego dnia przeprowadzić sterylizację kilkuset, a nawet kilku tysięcy osób[44].

 

Ważnymi czynnikami, które w pewnym stopniu pozwalały zapomnieć więźniarkom o codzienności, było życie kulturalne i intelektualne. Opiszę ten aspekt na przykładzie obozu w Ravensbrück. Szczególnie zwrócę uwagę na działalność wśród Polek. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych form życia kulturalnego były opowiadania. Były one prowadzone w każdych możliwych miejscach: w pracy, na apelach, w czasie transportów do fabryk. Jak same więźniarki zaznaczały, było to chwilowe zapomnienie o trwającym horrorze. Kobietami, które zajmowały się opowiadaniem, były te, które przejawiały szczególne zdolności narracyjne: Kazimiera Głębocka – nauczycielka z Torunia, Helena Tyrankiewiczowa – również nauczycielka, Julia Szartowska – polonistka z Jędrzejowa czy Teresa Bromowicz – poetka. Więźniarki opowiadały m.in. powieści Żeromskiego i Tołstoja. Wśród osadzonych znalazło się wiele artystek teatralnych, które zajmowały się recytowaniem poezji: Halina Łuszczewska, Wanda Szczęsna, Zofia Rysiówna. Artystki recytowały utwory Mickiewicza, Słowackiego, Wyspiańskiego, Staffa i Tuwima. W niedziele często organizowano prelekcje i pogadanki. Organizacją zajmowały się historyczki: Henryka Dembowska, Maria Bujalska i Helena Salska. Często to pogadanek dołączano recytacje i śpiewy. Jeżeli nadchodził dzień święta narodowego, również było to obchodzone na pogadankach.

Najbardziej czego pragnęły więźniarki to wiadomości ze świata. Polki, które pracowały za murami jako sprzątaczki w urzędach niemieckich, przemycały do obozu wiadomości radiowe i sprawozdania prasowe. Zdobywaniem i tłumaczeniem prasy zajmowała się Halina Chorążyna. O wiadomościach radiowych informowały: Anna Burdówna, Kamila Janowicz i Halina Borkowska. Jedna z więźniarek wspomina, iż w 1942 r. pomagała w drukowaniu gazetki obozowej „Przedwiośnie”. Gazetka składała się z czterech stron. Umieszczane w niej były artykuły polityczne, poezja obozowa i kącik języka polskiego.

Nauczanie w Ravensbrück było organizowane od przebywania w obozie Polek. Uczono indywidualnie i zbiorowo, najczęściej w niedzielę. Oczywiście nie posiadano zeszytów, książek i długopisów. Wszystko to, zostało zastąpione przez wyobraźnię
i pamięć. Jeżeli jednak znaleziono kartkę papieru, była ona wykorzystywana do zapisywania obcych słówek. Znaki matematyczne kreślono patykiem na piasku. Z magazynów, w których przebywały rzeczy zabrane więźniarkom, funkcyjne kradły książki m.in. Pana Tadeusza. Wracając do nauki języków obcych, było to bardzo przydatne ze względów praktycznych. W szczególności nauczano języka niemieckiego, by więźniarki mogły zrozumieć władze obozowe. Język francuski pomagał w kontaktach z Francuzkami. Nauczano również języka angielskiego.

W 1941 r. w obozie powstała drużyna harcerska, którą kobiety nazwały „Szarymi Szeregami”. W szczególności kobiety pomagały osobą starszym i chorym. Przeniosły prawo harcerskie na życie obozowe. Do drużyny należało 30 dziewczyn.

W obozie przebywała malarka Maja Berezowska. Chętnie pomagała młodym dziewczynom w nauce malowania. Często opowiadała o sztuce, teatrze i literaturze. Berezowska często malowała portrety więźniarek.

Na wieczór sylwestrowy kobiety przygotowywały pokazy tańców narodowych. Przygotowywały specjalne stroje z firanek i obrusów. Kobiety miały również orkiestrę, dla której instrumentami były grzebienie i bibułki[45].

 

 

[1] E. S. Kruszewski, Mówią świadkowie Ravensbrück, Kopenhaga 2001, s. 16.

[2] W. Kiedrzyńska, Ravensbrück: kobiecy obóz koncentracyjny, Warszawa 1965, s. 26, 31.

[3] Ibidem, s. 88.

[4] J. Grabowska, Martyrologia kobiet i dzieci, [w:] Stutthof hitlerowski obóz koncentracyjny, Warszawa, 1988, s. 133.

[5] L. Cebo, Więźniarki w obozie hitlerowskim w Oświęcimiu Brzezince, Katowice 1984, s. 21-23.

[6] Z. Murawska, Warunki egzystencji więźniów, [w:] Majdanek 1941-1944, pod. red. T. Mencel, Lublin 1991, s. 131-132.

[7] Ibidem, s. 135-140.

[8] J. Grabowska, Martyrologia kobiet i dzieci, [w:] Stutthof hitlerowski obóz koncentracyjny, Warszawa, 1988, s. 148-149.

[9] U. Wińska, Zwyciężyły wartości. Wspomnienia z Ravensbrücbrücbrück, Gdańsk 1985, s. 287.

[10] E. S. Kruszewski, op. cit., s. 16.

[11] L. Cebo, op. cit., s. 28.

[12] J. Grabowska, op. cit., s. 157.

[13] L. Cebo, op. cit., s. 17.

[14] A. Nikliborc, Uwięzione w KL Auschwitz-Birkenau, Kraków 2010, s. 157.

[15] L. Cebo, op. cit., s. 18-22.

[16] W. Kiedrzyńska, op. cit., s. 87.

[17] Z. Krzyżanowska, Czarna flaga, Warszawa 1960, s. 133.

[18] Z. Murawska Gryń, E. Gryń, Obóz koncentracyjny Majdanek, Lublin 1987, s. 145-149.

[19] W. Kiedrzyńska, op. cit. s. 47-52.

[20] Ibidem, s. 124-132.

[21] L. Cebo, op. cit., s. 54-58.

[22] Z. Murawska, op. cit., s. 160.

[23] Ibidem, s. 162 – 167.

[24] W. Kiedrzyńska, op. cit., s. 124-132.

[25] J. Grabowska, op. cit., s. 181-184.

[26] H. Kurcyusz, Dziecięce komando, [w:] My z Majdanka, pod red. K. Tarasiewicz, Lublin 1988,
s. 44-46: autorka dokładnie opisuje pracę w Hofkolonne i Gärtnerei.

[27] A. Wiśniewska, Praca więźniów, [w:] Majdanek 1941-1944, pod. red. T. Mencel, Lublin 1991, s. 173, 178, 180-181.

[28] Ibidem, s 230.

[29] Z. Kołakowski, Hitlerowskie obozy koncentracyjne, wyniszczenia i zagłady: 1933-1945, Bydgoszcz 2004, s. 231.

[30] W. Kiedrzyńska, op. cit., s. 105-106.

[31] E. S. Kruszewski, op. cit., s. 75-76.

[32] W. Kiedrzyńska, op. cit. , s. 107-108.

[33] J. Grabowska, op. cit., s. 133-149.

[34] L. Cebo, op. cit., s. 76-79.

[35] Z. Murawska,  op. cit., s. 134, 138-142.

[36] A. Nikliborc, op. cit., s. 176.

[37] S. Szmaglewska, Dymy nad Birkenau, Warszawa 1958, s. 257-258.

[38] A. Nikliborc, op. cit., s. 176.

[39] Ibidem, s. 179-180.

[40] Ibidem, s. 176, 185.

[41] J. Kosiński, Niemieckie obozy koncentracyjne i ich filie, Stephankirchen, 1999, s. 635-636.

[42] W. Andrzejak-Gnatowska, Ponad ludzką miarę: wspomnienia operowanych z Ravensbrücbrücbrück, pod. red. H. Klimek, Warszawa 1972, s. 28-30.

[43] S. Sterkowicz, Kobiecy obóz koncentracyjny Ravensbrücbrücbrück, Włocławek 2006, s. 75-117: autor szczegółowo opisuje wszystkie eksperymenty, które były przeprowadzone w obozie kobiecym.

[44] J. Sehn, Obóz koncentracyjny Oświęcim-Brzezinka, Warszawa 1964, s. 84-86.

[45] U. Wińska, op. cit., s. 118-126, 160, 187, 192.