Skip to content

Polskie kino w czasach II wojny światowej

II wojna światowa przyczyniła się do przerwy w życiu każdego Polka. To ona zabrała wielu dzieciństwo, młodość, a znacznej części –  życie. Okres krwawych wydarzeń roku 1939 r. przyczynił się do zatrzymania rozwoju państwa. Został zatrzymany rozwój gospodarczy, polityczny, kulturalny. Niezwykle trudny czas dla społeczeństwa polskiego przerwał także rozwój kinematografii. Jednak prace filmowców nie ustały…

Prace nad filmami były prowadzone głównie poza granicami okupowanej ojczyzny. Zainteresowanie przesunięto w stronę dokumentu wojennego, który miał utrwalić polskie losy oraz informować świat o udziale Polaków w trwającej wojnie[1].  Od momentu wybuchu wojny film polski wszedł w swój stan wyjątkowy, pod względem organizacyjno-produkcyjnym sytuacji środowiska twórczego i rozpowszechnia. Zawiodły nadzieje, że po rozpoczęciu wojny PAT czyli Polska Agencja Telegraficzna będzie w stanie zapewnić regularne wydawanie kroniki i przesyłanie aktualności filmowych do agencji zagranicznych. Wśród przedstawicieli środowiska filmowego, do których nie dotarły karty mobilizacyjne, nikt już nie starał się, nie mając po temu możliwości, kontynuować prac nad rozpoczętymi przed wrześniem 1939 roku filmami[2].

 

,,Tylko świnie siedzą w kinie”

W przeciwieństwie do wielu innych krajów, w których produkcja filmowa utrzymała się na poziomie sprzed wojny, a nawet wzrosła, w Polsce w czasie wojny nie realizowano filmów fabularnych. Niemcy utrzymywali w Polsce kina dla zysku, a także ze względów propagandowych. Spośród filmów polskich wyświetlano w nich komedie przedwojenne, kilka filmów, które przed wojną nie zdążyły wejść do rozpowszechnienia, oraz te dokończone już po wybuchu wojny. Dominowały filmy niemieckie, pokazywano także niewielką ilość filmów  hiszpańskich i włoskich. Filmy propagandowe takie jak osławiony ,,Menschenleben in Gefahr” (1942 r., polski tytuł: „Żydzi, wszy i tyfus”) , wyprodukowany anonimowo w Generalnej Guberni, nie stanowiły bynajmniej większości, jednak skłoniły polskie podziemie do prowadzenia akcji bojkotowania kin.

Starano się zniechęcić Polaków do oglądania filmów, promując hasło: ,,Tylko świnie siedzą w kinie” oraz sięgając po bardziej radykalne środki, na przykład bomby zapachowe. Działania te przyniosły jednak mizerny skutek[3].

 

Źródło: www.skarzysko.zhr.pl
Źródło: www.skarzysko.zhr.pl

Upadek kin i teatrów

W stolicy większość kin i teatrów zaprzestała swoją działalność pod koniec pierwszego tygodnia wojny. Nie lepiej przedstawiała się działalność PAT-u, którego dyrekcja już od pierwszych dni wojny ,,siedziała na ewakuacyjnych walizkach”, a nawet próbowała, jak wspomniał Jan Skarbek-Malczewski, sabotować wysiłki, działających przeważnie na własne ryzyko, swych nielicznych uzbrojonych w kamery operatorów[4]. W Krakowie na przykład czynnych było podczas okupacji aż osiem kin, choć do dwóch z nich wstęp mieli tylko Niemcy. Sześć z pozostałych działało jednak przez cały okres wojny i – jak wynika ze wspomnień świadka – cieszyło się nie małą popularnością[5].

 

Filmowcy na froncie

Ludzie związani przed wojną z filmem walczyli przeważnie na froncie oczywiście bez kamer. Jedynie nieliczni próbowali filmować na własną rękę. Wyjątkowym zjawiskiem była próba organizowania ekipy filmowej na drodze odwrotu. Reżyser PAT-u Romuald Gantkowski i Tadeusz Katelbach z wytwórni Kohorta oraz operatorzy Stanisław Lipiński i Zbigniew Jaszcz próbowali zorganizować w Lublinie filmową czołówkę. Niestety, improwizowana grupa szybko rozpadła się. Jedynie Stanisław Lipiński próbował filmować w pojedynkę swą nieporęczną kamerą, statywową Askanią, m. in. uchwycił moment i skutki bombardowania przez Luftwaffe zabytkowego Zamościa. Próbę rejestracji obrazu września na ewakuacyjnych drogach podjął również Wacław Kaźmierczak. Opuścił on Warszawę autobusem PAT- owskim, który był przydzielony do konwoju MSZ. Trasa przez Kazimierz nad Wisłą, Lublin do Kamieńca Podolskiego wiodła niejednokrotnie pod bombami i ostrzałem broni pokładowej pikujących statków. Jednak jego materiał, jak i Lipińskiego, zaginął bez śladu[6].

 

To co przetrwało

Zorganizowana akcja filmowej rejestracji tragicznego września miała miejsce w Warszawie. Około 10 września na wniosek delegacji filmowców, którzy złożyli wizytę w Ratuszu, prezydent Stanisław Starzyński powołał oficjalną ekipę filmową. Operatorzy ,,ekipy Starzyńskiego” na kilku tysiącach metrów taśmy utrwalili wiele epizodów z tych niezwykłych dni. W ostatniej chwili przed wkroczeniem Niemców część tych materiałów wywieziono za granicę i weszły one później – podobnie jak materiały nakręcane wówczas w stolicy przez amerykańskiego dziennikarza Juliena Bryana, z których powstał dokument ,,Siege” („Oblężenie”, 1940) – do kilku zachodnich dokumentów montażowych, przedstawiających napaść hitlerowców na kraje europejskie. Reszta taśm ocalała w kraju i znajduje się obecnie w Archiwum Wytwórni Filmów Dokumentalnych[7].

 

Julien Bryan podczas pracy nad filmem (źródło: www.ushmm.org)
Julien Bryan podczas pracy nad filmem (źródło: www.ushmm.org)

Brak aktywności kulturalnej –  motto przewodnie

Wkrótce jednak po utworzeniu na ziemiach polskich zarządzanego przez hitlerowców Generalnego Gubernatorstwa, podobne akcje wiązały  się już ze śmiertelnym niebezpieczeństwem. Zgodnie z rozporządzeniem z października 1940 roku, wszelkie urządzenia służące do filmowania oraz same filmy miały być rekwirowane przez niemieckie władze: Polacy odtąd nie mogli ich używać ani nawet posiadać. Rozkaz ten był częścią rozleglejszego planu okupanta, zgodnie z którym ludność polska miała być odtąd narodem niewolników i nie wykazywać żadnej aktywności kulturalnej. Także wszystkie kina na terenie GG poddano administracji niemieckiej i przewidziano dla nich  odrębny, ograniczony repertuar. W 1941 r. w GG czynnych było około siedemdziesięciu kin dostępnych dla Polaków[8].

 

Bunt podziemia

W 1941 roku filmy wyświetlane na polskich terenach okupowanych obejrzało 20 milionów widzów ( w tym 14 milionów Polaków). Pokazywano je w 124 kinach, z których 18 było przeznaczonych tylko dla Niemców, w 62 organizowano oddzielne projekcje dla Niemców i Polków, a 44 było przeznaczonych wyłącznie dla Polków. Polskie podziemie nie tylko próbowało zniechęcić ludzi do chodzenia do kina, ale karano również filmowców i aktorów kolaborujących z Niemcami. Na przykład Igo Sym, popularny aktor przedwojenny, został rozstrzelany za szpiegostwo, występ na antypolskim filmie Gustava Ucicky’ego Heimkehr (1941) oraz namawianie innych polskich aktorów do udziału w nim. W odwecie Niemcy wysłali do Oświęcimia grupę znanych polskich artystów teatralnych miedzy innymi Leona Schillera i Stefana Jaracza[9].

 

Leon Schiller (źródło: www.archiwum.at.edu.pl)
Leon Schiller (źródło: www.archiwum.at.edu.pl)

Współpraca z okupantem?

Niemieckie władze zachęcały polskich filmowców do współpracy. Pojawiał się nawet projekt nakręcenia filmu o rzekomych prześladowaniach Niemców w obozie w Berezie Kartuskiej. Na szczęście jednak żaden z tak drastycznych pomysłów nie doczekał się realizacji. Wyjątkiem była głośna akcja werbowania rodzimych aktorów do udziału w hitlerowskim filmie ,,Heimkehr” („Powrót”, 1941) w reżyserii Gustawa Ucicky’ego, opowiadający przy pomocy środków skrajnie propagandowych, wymuszające na widzu antypolskie emocje, o martyrologii mniejszości niemieckiej w 1939 roku na Wołyniu. Niektórzy filmowcy współpracowali z niemieckimi instytucjami filmowymi. Leonard Buczkowski nakręcił kilka filmów reklamowych dla prywatnych firm niemieckich, co zostało potraktowane przez Komisję Weryfikacyjną Związku Realizatorów Filmowych stosunkowo pobłażliwie: zakazano reżyserowi podpisać film ,,Skarb” swoim nazwiskiem. Dokumentalista i współpracownik Lejtesa, Stanisław Urbanowicz, który był w latach 1940- 1942 operatorem ,,Deutsche Wochenschau” , a potem do końca wojny pracował w Krakowie w hitlerowskim archiwum, też dostał łagodny wyrok – począwszy od fabularnego debiutu ,,Stalowe serca”, musiał używać w czołówce pseudonimu Stanisław Januszewski[10].

 

Na zdjęciu ekipa filmu "Heimkehr" na planie (fot. Bundesarchiv Bild / CC)
Na zdjęciu ekipa filmu „Heimkehr” na planie (fot. Bundesarchiv Bild / CC)

,,Rój”

W roku 1942 przy Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej powołano Wydział Propagandy Mobilizacyjnej, oznaczony kryptonimem „Rój”. Przy Roju powstał Referat Foto-Filmowy, jego jednostką filmową kierował Antoni Bohdziewicz  współpracujący m.in. z Jerzym Zarzyckim, Janiną Cękalską, Andrzejem Ancutą, Leonardem Zawisławskim. Zadaniem oddziału było przygotowywanie sprzętu i kadry oraz zaplecza laboratoryjnego dla przyszłego powstania: w 1943 roku uruchomiono kurs realizacji filmów. Wielkie dni filmowej grupy ,,Roju” miały miejsce dopiero w czasie powstania warszawskiego, kiedy operatorzy mogli się wreszcie ujawnić. Zważywszy na niezwykle trudne warunki, za wielki wyczyn trzeba uznać fakt, że grupa pod kierunkiem Antoniego Bohdziewicza zdołała wówczas zrealizować aż trzy numery powstańczej kroniki filmowej zatytułowanej ,,Warszawa walczy!’’. Pierwszy numer kroniki został wyświetlony na specjalnym pokazie dla warszawskiej prasy podziemnej w niedzielę 13 sierpnia 1944 roku w kinie ,,Palladium” przy ul. Złotej, drugi numer – 21 sierpnia, trzeci – 3 września. W każdym z wydań utrwalono kilka niepowtarzalnych, niezwykle powstańczych zdarzeń, jak pierwsze zbiórki oddziałów w godzinie ,,W’’, zbombardowanie wielkiego schronu przy ul. Kredytowej czy uratowanie przez aktorkę Helenę Sulimę skrzypiec Stradivariusa. Dodatkowym profesjonalnym osiągnięciem Bohdziewicza był fakt, że jego komentarz – umiejętnie improwizowany w czasie seansów- zdołał przekonać powstańczych widzów, iż kronika jest dźwiękowa, podczas gdy w rzeczywistości była niema[11].

 

Adolf Dymsza
Adolf Dymsza

Warto o nich wspomnieć

W czasie wojny straciło życie wielu znaczących filmowców polskich. Henryk Szaro, czołowy reżyser pochodzenia żydowskiego, został zamordowany przez gestapo w roku 1942; Eugeniusz Bodo, uchodzący często za symbol polskiego kina popularnego lat trzydziestych, zginął w łagrze sowieckim w 1943 roku. Straty były ogromne. Śmierć ponieśli tacy reżyserzy, jak Leon Trystan czy Juliusz Gardan, aktorzy, jak Stefan Jaracz, Ina Benita, Tadeusz Frenkiel, Michał Znicz czy Franciszek Brodniewicz, a także przedstawiciele pozostałych profesji filmowych. Niektórym filmowcom udało się przeżyć okupację w Polsce. Należeli do nich scenarzysta Ludwik Starski, reżyser Leonard Buczkowski czy aktor Adolf Dymsza. Większość jednak po wybuchu wojny opuściła kraj. Michał Waszyński, Seweryn Steinwurzel, Ryszard Ordyński, Józef Lejtes, Jadwiga Smosarska i wielu innych wyjechało na Zachód, by nigdy nie powrócić[12].

 

………….

Wielu z nas wychowało kino. To dzięki niemu mogliśmy świetnie się bawić i śmiać. Kino wyposażone od zawsze było w odpowiedni sprzęt techniczny, dzięki któremu udoskonala się efekty dźwiękowe i wizualne, z którymi nie mamy do czynienia na co dzień. Mimo iż II wojna światowa zniszczyła cały sprzęt techniczny i zabrała wielu wspaniałych filmowców, nie zaprzestano nagrywania filmów. Tematyka wojenna była niezwykle inspirująca, co popychało filmowców do tego, aby złapać za kamerę. Powinniśmy być dumni z tego, że wielu naszych przodków poświęcało swoje życie, abyśmy mogli uczyć się historii na podstawie ich filmów.

 

[1]Film polski w latach II wojny światowej 1939-1945 [w:] Historia filmu polskiego. Tom III:1939-1956, red.  J. Toeplitz, Warszawa 1974, s. 50.

[2] Ibidem s. 19.

[3] M. Haltof, Kino Polskie, Gdańsk 2004, s. 61.

[4] Film polski w latach II wojny …, s. 19.

[5]T. Lubelski , Historia kina polskiego. Twórcy, filmy i konteksty, Łódź 2009,s. 112.

[6] Ibidem, s. 20.

[7]Ibidem, s. 111.

[8] Ibidem.

[9]M.  Haltof, op. cit., s. 61.

[10]T. Lubelski, op. cit., s. 113.

[11] Ibidem, s. 114.

[12] M. Haltof, op. cit., s. 62.