Skip to content

Róża Bertin – pierwsza projektantka

Moda była ważna na francuskim dworze, a królowa wyznaczała trendy. Jako że nie mogła pójść do wielkiego projektanta mody, bo takich wówczas nie było, jak to jest czynione dzisiaj. W zamian pojawiali się krawcy i modniarze.

 

Pierwsze kroki w świecie mody

Róża Bertin należała do kobiet, które dążyły do wyznaczonego sobie celu. W wieku siedmiu lat jej ojciec, kawalerzysta straży konnej zmarł, a ona została ze swą matką i czwórką rodzeństwa. Gdy tylko mogła rozpocząć pracę, matka posłała ją do modystki, panny Barbier, gdzie nauczyła się zawodu – od doboru tkanin, kolorów, krajów, przez wyrób czepków, falbanek, haftowanie, przeróbki, a skończywszy na układaniu fryzur. Już wówczas pokochała ozdoby. Panna Barbier ceniła ją i dlatego, gdy tylko postanowiła przenieść się do Paryża, zaproponowała Róży, by wyjechała z nią. Jak tu nie odmówić takiej propozycji.

Róża uwielbiała takie stroje, jak Madame de Pompadour, czyli bardzo bogate w różne ozdoby
Róża uwielbiała takie stroje, jak Madame de Pompadour, czyli bardzo bogate w różne ozdoby

W wielkim mieście

W 1762 r. Róża pojawiła się w stolicy, w butiku położonym przy qui de Gesvres, w dzielnicy modystek, lecz nie została tu długo, gdyż postanowiła zatrudnić się u modemoiselle Pagelle. Tu mogła poznać zamożne kobiety, a także ćwiczyć swój warsztat modniarki, zawód doceniony w II połowie XVIII wieku i poważany. Modniarki były cenione przez bogatych, gdyż dbały, by każdy strój wyglądał nie tylko dobrze, co cudnie. A na głowach wymyślały cuda, np. pouf (fryzura oparta na umieszczeniu gazy na głowie i przykryciu jej włosami, by następnie przypinać wszystko, np. kwiaty, wstążki, owoce czy ptaki). Bertin uznawała uczesanie za stan umysłu  – zatem gdy kobieta była zakochana, na jej włosach pojawiały się amorki, a gdy owdowiała, to wówczas urny. Inna sprawa dotyczyła tego, ile taka fryzura ważyła.

Pouf (źródło: www.pinterest.com)
Pouf (źródło: www.pinterest.com)

Róża pokochała swój zawód. Codziennie starała się wymyślić coś nowego i niesamowitego. Nie pozostawała jedynie przy powielaniu utartych wzorów, lecz tworzyła wszystko od podstaw. Można uznać ją za projektantkę. Bardzo szybko na jej pomysłach i miłości do tkanin poznała się arystokracja, na czele z księżną de Conti. A ich pierwsze spotkanie było dość zabawne. Róża miała księżną wziąć za pokojówkę i rozmawiała z nią żartobliwie. Arystokratka, zamiast się obrazić, uznała, że pomoże młode modystce i zapewni jej protekcję. I tak Róża wybiła się w świecie mody.

 

Zamiast adoratora klientka

Róża przyciągała uwagę adoratorów, a jeden był bardzo namolny. I to nie byle kto a książę de Chartres. Jednak młoda modystka nie chciała pogorszyć kontaktów ze swą najlepszą klientką, czyli księżną de Conti. Książę nie poddawał się. Jeden z jego służących powiedział Róży, że jej adorator chce ją porwać. Po tym jeszcze bardziej unikała go. Gdy pewnego razu zjawił się w sklepie, ona uciekła. Świadkiem całej sytuacji była hrabina d’Usson, której Róża opowiedziała o zalotach księcia. Hrabina z kolei wszystko wyjawiła księżnej de Chartres, a ta stała się odtąd kolejną zamożną klientką Bertin, a nawet wraz z bratową, księżną de Lamballe sfinansowały powstanie jej osobnego butiku Le Grand Mogol w 1773 r. I do końca swego życia poświęciła się pracy, a na jej palcu nigdy nie zagościła obrączka.

 

Królewski dwór

Gdy w 1774 r. zmarł Ludwik XV, Maria Antonina stała się królową. Została upomniana przez Marię Teresę, że musi teraz zadbać o swój strój, gdyż winna być ikoną stylu. A młoda królowa nie przepadała za gorsetem czy wymyślnymi fryzurami. Lubiła prostotę, a tymczasem musiała wcisnąć się w „ciasną kobiecą zbroję”, założyć suknię pełną przepychu, a na głowie mieć „dzieło sztuki”. Maria Antonina postanowiła zaufać Róży Bertin, która – by ułatwić kontakt z królową – wynajęła mieszkanie w Wersalu. Spotykały się nieraz kilka razy w tygodniu, a młoda władczyni odnosiła się do niej bardzo życzliwie. Ta znajomość przyniosła korzyść zarówno dla jednej, jak i drugiej. Róża zdobyła wielkie uznanie, a królowa – styl. Jednak pojawiły się minusy. Gdy do tej pory Maria Antonina nie przepadała za strojami i dodatkami, przez modystkę zaczęła intensywnie wydawać pieniądze, co z kolei było krytykowane przez Marię Teresę.

Maria Antonina
Maria Antonina

Ta przyjaźń modystki i królowej trwała lata. Nawet Maria Antonina posłuchała się Róży i gdy spodziewała się pierwszego dziecka, wysłała swą modystkę pod figurę Najświętszej Marii Panny z podarkiem, czyli suknią. Z kolei inna sytuacja doprowadziła do tego, że Bertin poczuła jeszcze większą siłę. Para królewska podążająca do katedry Notre-Dame na ślub stu dziewcząt, pozdrowiła Różę stojącą w oknie. Oczywiście Maria Antonina uczyniła to z przyjaźni, a król przez grzeczność. Kolejne osoby podążające w orszaku również machały do Róży.

 

Nowe klientki

Bertin, dzięki ubieraniu królowej, zdobyła pozycję wśród modystek. Zaczęła pracować dla innych szanowanych pań, jak księżniczki Luksemburga, księżnej Choiseul czy hrabiny Castellane. Liczba klientek stale wzrastała i wykraczała poza granice kraju. Z jej usług korzystała caryca Katarzyna czy królowe Szwecji i Hiszpanii.

Róża mogła pozwolić sobie na rozbudowę swojego atelier. Klientki były przyjmowane z przepychem i w przepychu. Wpierw oczekiwały na swoją kolei w poczekalni, by następnie przejść do obszernego salonu z lustrami, materiałami, rękawiczkami, ozdobami i innymi wspaniałościami. Jednak Bertin nie wykonywała wszystkiego sama. W okresie największej popularności zatrudniała 30 szwaczek. W ramach promocji jednego dnia zorganizowała wystawę 280 sukni, które wyjeżdżały do Madrytu i Lizbony.

 

Królowa Francji musiała wyglądać reprezentatywnie
Królowa Francji musiała wyglądać reprezentatywnie

Wpierw uczennica, potem rywalka

Bertin pilnie śledziła konkurencję, a jedną wychowała u siebie. Jej główna krawcowa, mademoiselle de Picot postanowiła otworzyć swój własny butik. Róża zamiast ją wspierać i cieszyć się z rozwoju swej pracownicy (przecież też tak zaczynała), zdenerwowała się. Czyżby naprawdę obawiała się konkurencji, zwłaszcza że ubierała samą królową Francji? Bertin jednak była aż tak poirytowana, iż napluła Picot w twarz niedaleko apartamentów Marii Antoniny. Picot nie pozostała dłużna i wytoczyła jej proces. Sąd kazał Róży zapłacić mandat, lecz ta, mimo że kara pieniężna nie była wysoka, złożyła apelację. Oczywiście podtrzymano wyrok. Bertin jednak nie poprzestała i napisała broszurę, w której wyraziła swoje oburzenie o posądzenie o tak prymitywny czyn.

Róża jeszcze bardziej irytowała się, gdy jakiś modysta został przedstawiony królowej. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Beaularda, którego przyprowadziła księżna de Lamballe. Bertin zemściła się tym razem na sprawczyni zamieszania i kilkakrotnie odmawiała jej ubierania.

 

Wielka snobka?

Róża poczuła władzę. Do tej pory nigdy nie gryzła się w język i ta cecha pozostała. Nawet przy królowej mówiła wszystko, często z dozą zarozumiałości.  Arogancja sięgała takiego zenitu, że kazała swoim zamożnym klientkom czekać w poczekalni aż skończy pić czekoladę. Innym razem Bertin, leżąc na szezlongu, jedynie skinęła na powitanie innej klientce, prowincjuszce. Następnie wezwała swą pomoc i kazał podać pani zamówione czepki. Natomiast gdy ta chciała zobaczyć nowe nakrycia głowy, Róża rzekła, iż nie może tego uczynić, ponieważ z królową uznały, że nowe czepki będą mogły pojawić się dopiero za kilka dni. Często właśnie królewskie ustalenia były dla niej najważniejsze. Towarzyszyło jej przekonanie, że wpierw czeka aż królowa założy dany czepek czy będzie miała suknię z danego materiału. Nikt nie mógł „wyprzedzić” Marii Antoniny.

 

Królowa często zmieniała stroje
Królowa często zmieniała stroje

Czas oszczędności?

W 1781 r. urodził się następca tronu, a na dworze zaczęła swoją „politykę” uprawiać dama dworu Genevieve d’Ossun. Stwierdziła, że dwór musi oszczędzać, w tym też należy ograniczyć wydatki na stroje. Wpierw uznała, że Róża nie może podawać ceny całości bez wyszczególniania poszczególnych cen. Wojna trwała w najlepsze, lecz w praktyce królowa kupowała coraz więcej. Zmieniała się pora roku, więc należało odświeżyć garderobę. A to nudził się dany styl, więc wprowadzano coś nowego. Albo królowa lekko przytyła i uznała, że potrzebuje strojów, które ukryją jej krągłości. Innym razem stwierdziła, że ma dosyć sukien „młodzieżowych”, bo jej już nie przystoją. Zatem koszty rosły, a o oszczędnościach nikt nie pamiętał.

 

Bankrutka?

W 1787 r. gruchnęła wieść wśród klientek, że Róża jest bankrutką. Ludzie kpili z niej, bo przecież do tej pory nie zachowywała się w taki sposób, by mieć przyjaciół. Pod koniec stycznia Bertin próbowała spotkać się z królową, lecz bez powodzenia. Dworzanie widzieli to i mieli jeszcze większy powód do plotek. Jednak ostatecznie udało się Róży wyjść cało z tej sytuacji i nadal ubierała bogate damy i samą królową. Mimo że w kraju panowała trudna sytuacja finansowa, modnistka nie chciała zrezygnować ze służby. Przecież nie mogła sama nosić pudeł. Ponadto ciągle wzrastała liczba zamówień, choć gorzej było z regulowaniem płatności przez arystokratki.

Maria Antonina z dziećmi
Maria Antonina z dziećmi

Zmiana wiatru

Nie tylko arystokracja bankrutowała, ale także dwór królewski wydawał zdecydowanie za dużo. Niebawem sytuacja w państwie zmieniła się o 180 stopni. Król i królowa stracili swoją pozycję, a moda także uległa zmianie. Nie było miejsca na luksus i ozdoby. Na ulicach gościła prostota. Z kolei arystokracja opuszczała Francję. Ci, którzy wyjeżdżali, nie pokryli swoich długów, również u Róży. Natomiast para królewska przeniosła się do Paryża. Coraz więcej dworzan omija ich pałac Tuileries, lecz jedna osoba wytrwała, czyli Bertin. Nadal sprowadzała dla Marii Anoniny płaszcze, wstążki i materiały.

 

Londyńska przygoda

Ostatecznie – jako że wszyscy uciekali, w tym też klienci – Róża postanowiła również wyjechać. Udała się do Koblencji, a później do Brukseli i Londynu. Tam nie miała problemu ze znalezieniem nowej klienteli. Jednak nie porzuciła królowej i przez swego siostrzeńca Claude’a Charlemagne przekazywała jej suknie, szale i kapelusze. Oczywiście do czasu aż Maria Antonina zginęła pod gilotyną.

 

Powrót do Paryża

Jako że Róża wyjechała z Francji, trafiła na listę uciekinierów. Jej siostrzeniec starał się o usunięcie jej nazwiska stamtąd. Jako argument wskazywał, iż Róża otrzymała paszport i wyjechała, by prowadzić swój interes. Ostatecznie w 1795 r. powróciła do Paryża. Jednak ta decyzja nie była zbyt dobra. Przez kilka lat polityka modowa zmieniła się we Francji. Styl z czasów Marii Antoniny przeszedł do lamusa. Ponadto inni marszandzi wypłynęli na głębię. A dawne klientki Bertin już dawno temu opuściły Paryż. W 1804 r. zamknęła swój biznes i zaszyła się w swoim domu w Epinay. Umarła w 1813 r.

 

Literatura m.in.

Chrisman-Campbell Kimberly, Rose Bertin, http://fashion-history.lovetoknow.com/fashion-clothing-industry/fashion-designers/rose-bertin

Meyer-Stabley Bertrand, Kobiety, które wstrząsnęły światem mody, Poznań 2014.

Weber Caroline, Queen of Fashion: What Marie Antoinette Wore to the Revolution, London 2007.