Skip to content

Średniowieczne miasto

Wszechobecny w średniowieczu teocentryzm był głównym punktem życia. Wydaje mi się jednak, że nie ma się czemu dziwić – oprócz nikłego procentu społeczeństwa egzystencja w tamtych czasach nie należała do najprzyjemniejszych. Wiara w Boga, a przede wszystkim w życie wieczne była jedyną perspektywą, aby optymistycznie spoglądać w przyszłość, jaka czekała danego człowieka.

Mieszczaństwo to najliczniejszy stan dzielący się na trzy grupy: patrycjat, pospólstwo i plebs. W XIII w. zaczęły wykształcać się duże różnice dzielące te grupy. Zauważyć trzeba, że nie można podać konkretnych zawodów, które gwarantowały bycie w danej grupie. O ile właścicieli ziemskich łatwo można zaliczyć do najbogatszych, o tyle np. rzemieślnicy to cały wachlarz różnych zawodów, dających różne wynagrodzenie. Wszystko oczywiście zależało też czy dany rzemieślnik pracował na własny rachunek, posiadał duży warsztat, ogromne zamówienia, a może nie miał kompletnie zdolności do prowadzenia własnego interesu i staczał się na dno. Często patrycjat jest utożsamiany z kupcami, jak pisze Henryk Samsonowicz – tak rzeczywiście było, lecz tylko w początkowych fazach działalności danego handlarza, który niejednokrotnie w późniejszym czasie zostawał bankierem, rentierem czy przedsiębiorcom przemysłowym. Patrząc na podatki, tak przedstawia się podział ludności w największych miastach w Polsce – najbogatsi pochodzili z przedstawicieli władz miasta i stanowili ok. 0,1%, kupcy, rentierzy, finansiści to 4%, trzecia grupa, czyli handlarze, bogaci mistrzowie cechowi czy drobni posiadacze ziemscy mniej więcej 10%. Dalsze grupy to przedstawiciele wielu różnych zawodów, a czasem też ubożsi odpowiednicy wyżej wymienionych fachów.

Praca ludwisarzy
Praca ludwisarzy

Oprócz podatków dokumenty ukazują nam, na co szły pieniądze mieszczan. Najlepiej odzwierciedlają to nam pozostawione testamenty. Najczęściej obdarowywano zakony, kościoły, dawano na wszelkiego rodzaju nabożeństwa. Łatwo można to zrozumieć, bo kiedy najlepiej zająć się życiem wiecznym. Lepie zrobić to póki człowiek żyje, bo po śmierci już będzie za późno. Wśród zgromadzonych dóbr często występują klejnoty, biżuteria, złote sztabki, monety, srebrne naczynia, zgromadzona przez cały żywot garderoba (kosztowne futra, sukno, pasy, obuwie). Nie można nie wspomnieć tu też o pieniądzach, które przeznaczane były na rozwijanie prowadzonej działalności rzemieślniczej czy kupieckiej, przede wszystkim zakup młyna, urządzeń niezbędnych do produkcji piwa, towaru takiego jak różnego rodzaju mięsa. W mieście to właśnie piekarze, piwowarzy i rzeźnicy wiedli prym w średniowiecznym  handlu.

Patrycjat i pospólstwo to przenikające się grupy i z teoretycznego punktu widzenia możemy też zaliczyć do tego plebs, najliczniejszą i zarazem najuboższą grupę w średniowiecznym mieście. Z jednej strony mogli być w tej grupie robotnicy wolnonajemni zaś z drugiej bezrobotni, a konkretnie to chorzy, kalecy, włóczęgi, żebracy.

 

Każdy dzień w owych czasach mógł przynosić ogromne zmiany. Ustabilizowane było jedynie życie najbogatszych. Jeśli stabilizacją można nazwać życie w nędzy, to na pewno z dnia na dzień życie biedoty też się nie zmieniało. Chodzi tu przede wszystkim o średnio zamożnych  kupców i handlarzy, dla których nie były to na pewno łaskawe czasy. Choroba i wypadek to główne przyczyny straty społecznej pozycji. Moment, w którym stawało się niezdolnym do pracy był zmorą ówcześnie żyjących. Głównie pod koniec średniowiecza doszła do tego konkurencja, która zmusiła ogromną ilość rzemieślników do zamknięcia swych warsztatów i rozpoczęcia pracy najemnej w większych warsztatach. To prowadziło w Europie Zachodniej do wielu zbrojnych wystąpień ubogiej ludności przeciw tzw. posiadaczom przeważnie w XIV w.

Ze źródeł wynika konkretny obraz ówczesnego miasta, gdzie na pierwszy rzut oka widać wszechogarniającą biedotę. Stałym elementem byli włóczędzy, krążący od miasta do miasta w poszukiwaniu wielkich skupisk, np. różnych targów, by móc coś ukraść, lub zdobyć jakąś krótkotrwałą pracę. Patrząc na ilość opowieści i legend na temat włóczęg niewątpliwie było to coś bardzo charakterystycznego w owych czasach. Stwierdzić można też, że coś takiego jak dorobienie się w tamtych czasach nie istniało. Więc gdy straciło się swoją pozycję społeczną powrót do niej był praktycznie niemożliwy. Między innymi stąd właśnie brali się włóczędzy, którzy chcieli spróbować odmienić swój los.

 

Kupiec sprzedaje cukier
Kupiec sprzedaje cukier

Egzystencja w średniowiecznym mieście byłaby niemożliwa bez najbardziej prozaicznych czynności, które sami znamy z naszego życia. Tutaj także jak we wszystkich pozostałych aspektach życia głównym elementem różniącym społeczeństwo był majątek. Biedota jadała najczęściej potrawy mączne: przaśny chleb, raczej przypominający podpłomyk niż dzisiaj znane pieczywo, mączną polewkę, krupy jaglane, czy jęczmienne. Głównym napojem było piwo. Także kompletnie różniące się od dzisiejszego trunku o tej samej nazwie. Średniowieczne piwo miało ok. 20% alkoholu i miało bardzo ciemny kolor. Często produkowano go na własne potrzeby. Pracownicy najemni przeznaczali połowę wydatków na spożycie tego trunku. W dokumentach zachowały się wzmianki o tym, że 60% wydatków konsumpcyjnych w Polsce przeznaczano na piwo. Pełniło ono rolę taką jaką ma dziś: kawa, herbata, wino czy wódka. Mięso wbrew obiegowej opinii miało nikły udział w diecie mieszczan. Inaczej zaś jedli patrycjusze, nieco tłuściej, stosując przyprawy korzenne, chleb drożdżowy lub wypiekany na zakwasie. Na uroczystościach pito wina, jadło się owoce, różne mięsiwa.

 

Kolejnym prozaicznym elementem życia jest strój noszony przez ludzi. W średniowieczu świadczył on o zamożności. Moda zmieniała się bardzo powoli. W wyższych sferach pojawił się zwyczaj dziedziczenia szat paradnych, czyli zakładanych na różnorakie uroczystości. Najlepsze sukna sprowadzane były z Flandrii, wyrabiane w słynnych tamtejszych warsztatach. Bardzo prymitywne sukno produkowano w Polsce – było ono głównie odzieniem biedoty. Klimat w naszym kraju zmuszał do noszenia futer zwierzęcych, robionych z wszelakich zwierząt futerkowych, takich jak: wiewiórka, zając, popielica, kuna ciele, łasica lis. W XVI w. wprowadzano do miast stosowne zakazy co do wystawności noszonego stroju, przede wszystkim po to aby mieszczanki nie przewyższały szykownością żon patrycjuszy.

 

Ciekawym aspektem codzienności w miastach była higiena jego mieszkańców, a w zasadzie jej brak. Mycie było rzadkością. Przechowywano nagminnie psujące się produkty żywnościowe. Sterty brudów i odpadków gromadzących się w ciasnych uliczkach stwarzały idealne warunki dla klęsk żywiołowych. Pojawiały się one permanentnie i niosły ze sobą śmierć wielu ludzkich istnień. Najbogatsi ratowali się wyjazdem na wieś, cobardzo pomagało w przetrwaniu. Opłakany stan higieny i medycyny był głównie groźny dla kobiet w ciąży, które często umierały przy porodzie.

 

Cyzjojan, czyli średniowieczny wierszowany kalendarz
Cyzjojan, czyli średniowieczny wierszowany kalendarz

Wiek XIV to zmiana dla całej Europy w myśleniu o czasie. Do tej pory czas  szczególnie dla chrześcijan stanowił odległość, która dzieliła ich od Boga. Natura nadawała tempo życiu wszystkich mieszkańców. Zmiana, która się dokonała, miała na uwadze przede wszystkim miarę ludzkiej pracy. Wcześniej odbywała się ona między wschodem a zachodem słońca, teraz to dzwony dawały znać na początek i koniec obowiązków. Wciąż to bardzo ważne wydarzenia (czy to śmierć władcy lub klęska żywiołowa) były w centrum uwagi i to one stanowiły miarę biegnącego czasu. Lecz w XIV w. uwaga mieszkańców bardziej już skupiała się na tym, co się dzieje blisko nich i ma konkretne znaczenie w ich życiu. Tak więc zaczęło się określanie czasu podług ważnych dla zysku działań. Dzień rozliczenia oznaczany był przeważnie imieniem świętego patrona. Każde środowisko społeczne wyznaczało to oczywiście po swojemu. W przypadku pożyczek były one dawane np. do kolejnego jarmarku. Znaczenie zyskiwały też dni nadające rytm życiu gospodarczemu. Rozpoczynające lub kończące okres produkcyjny czy kupiecki. W dniach kiedy odbywały się święta pracy nie było. Najbardziej rozpowszechnionymi świętami były: Boże Narodzenie, Wielkanoc (trwała 3 dni), Zielone Święta (2 dni), Trzech Króli, Wniebowzięcie, Wniebowstąpienie, Środa Popielcowa. Wielki Piątek, Boże Ciało, Najświętszej Marii Panny, św. Piotra i Pawła i św. Jana. Świętowano też w dniu patrona miasta. Każdy cech i bractwo miały swoich patronów i również nie pracowali w dniu ich święta. Były też momenty, gdy skracano dzień pracy przy okazji np. Wigilii. Nie było wówczas świąt państwowych, ale dni wolne zdarzały się w ważne wydarzenia dla rodu królewskiego lub państwa. I tak też świętowano w dniu narodzin potomka króla czy też wesela pary monarszej, zawarcia pokoju lub zwycięskiej bitwy.

 

Rodzina Tomasza Morusa
Rodzina Tomasza Morusa

Rodzina jako podstawowa komórka społeczna zyskała takie miano właśnie w średniowieczu. Przez dużą niestabilność życia, rodziny w owym czasie wydają się bardziej zgrane niż dziś, a na pewno dużo bardziej potrzebowały siebie nawzajem. Spółki, interesy, warsztaty były często własnością wielkich rodów. Aby zmniejszać ryzyko niepowodzenia, wchodzono w układy między braćmi, kuzynami, szwagrami itd. Wszystko nacechowane było chęcią zysku, stąd też instytucja małżeństwa miała raczej charakter interesu i czerpiąca z ożenku jak największych korzyści. Można się zatem domyślać, że ożenek nie miał za dużo wspólnego z miłością obojga ludzi do siebie. Liczne wzmianki w kronikach świadczą o tym, że nielegalne romanse zdarzały się często i pewnie w wielu przypadkach. O ile do momentu ślubu rola kobiety nie była zbyt wysoka, o tyle po wyjściu za mąż niejednokrotnie to kobieta grała w związku pierwsze skrzypce. A ujawniało się to chociażby w prowadzeniu interesów, czy wychowaniu dzieci bez względu na płeć potomka.

Bogatsze rodziny nie musiały jak biedota panicznie bać się kolejnego dziecka. Miały one na to pieniądze, lepsze warunki życia i po prostu ich potomstwo miało dużo większe szanse na przeżycie niż u najuboższych. To też jedna z przyczyn powstawania wielkich bogatych rodów. Ciekawe jest to, że w najzamożniejszych rodzinach kobiety rodziły po kilkanaścioro dzieci, z których zazwyczaj połowa przeżywała wiek niemowlęcy. Można się tylko domyślać jak to wyglądało u biedoty. Najzamożniejsze rodziny składały się z ok. siedmiu członków, drobne i średnie mieszczaństwo zazwyczaj ok. czterech, a rodziny biedne miały dwóch lub trzech. Trzeba tu wspomnieć o tym, że rzadko biedni lub po prostu niezamożni mężczyźni zakładali rodziny. Często zaś można było spotkać małżeństwa bardzo różniące się wiekiem. Dla młodego czeladnika wspaniałą partią na żonę była wdowa dysponująca własnym majątkiem odziedziczonym po byłym mężu. Znanym posunięciem było też branie sobie za drugą małżonkę dużo młodszej kobiety przez już dość starego patrycjusza, co doprowadzało do ogromnych różnic w wieku przyrodniego rodzeństwa. Relacje mąż-żona, rodzice-dzieci najlepiej rozpatrywać w kontekście interesu. Tak jak wspomniałem rodziny były dużo bardziej zgrane niż dziś, ale tylko dla tego, że było to niezbędne do osiągnięcia zysków.

 

Życie codzienne średniowiecznego miasta napiętnowane było jak ciągłą pracą i chęcią zysku. Wszechogarniający brud i wznoszenie kolejnych budowli to pewnie pierwsze rzeczy, które mogły się rzucać ludziom w oczy. Próba przeżycia każdego kolejnego dnia była dla większości jego mieszkańców wielkim wysiłkiem, często zakończonym fiaskiem. Warunki geograficzne i różnorakie położenie miast dawało ówcześnie żyjącym konkretne rozwiązania, jakie musieli podejmować, aby przeżyć. Wiara na pewno w jakiś sposób łagodziła trudy codziennego życia

 

Bibliografia:

Samsonowicz H., Życie miasta średniowiecznego, Warszawa 1970.

Le Goff J., Człowiek Średniowiecza, Warszawa-Gdańsk 1996.