Skip to content

„Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana” T. R. Martin [recenzja]

Praca Thomasa R. Martina „Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana” wydana przez Wydawnictwo Poznańskie jest promowana jako pierwsza oferująca „tak kompleksowe spojrzenie na cywilizację, która wpłynęła na bieg dziejów.” Książka została zaplanowana jako polityczna i militarna synteza historii Rzymu. Choć autor stara się przedstawić w swojej pracy dzieje Rzymu w sposób innowacyjny i nowoczesny, ogromna ilość uproszczeń prowadzi do banalizacji wielu zjawisk. Nowe spojrzenie reklamowane w notce wydawniczej jako ogląd „poprzez wartości moralne” na dzieje Imperium, a w szczególności Cesarstwa, polega w wydaniu autora na podkreślaniu elementów dotyczących kulturowej pozycji poszczególnych płci i niezwykle surowej ocenie gospodarczej polityki „rządu rzymskiego”. W efekcie czytelnik odnosi wrażenie, że dzieje rzymskie to historia patriarchalnej autokracji z księżycową gospodarką pogrążoną w niemal nieustającym kryzysie. 

StMTk1LTExNzcyMS1TdGFyb8W8eXRueSBSenltLU9kIFJvbXVsdXNhIGRvIEp1c3R5bmlhbmFfb2tsYWRrYV8zMDBkcGkuanBn

Thomas Martin jest naukowcem amerykańskim urodzonym w 1947 roku, zajmuje się historią Grecji i Rzymu w starożytności. Doktorat z filologii klasycznej obronił w 1978 roku na uniwersytecie harvardzkim. Szerszej publiczności jest znany głównie dzięki serialowi dokumentalnemu „Rome: Rise and Fall of an Empire”, którego jest współproducentem. Polskiemu czytelnikowi autor kojarzy się z wydaną w 1998 roku pracą „Starożytna Grecja: od czasów prehistorycznych do okresu hellenistycznego”.

Martin dedykuje swoją procę studentom, którzy słuchali jego wykładów z dziejów starożytnego Rzymu. Choć praca ma za zadanie przybliżać czytelnikowi dzieje całej cywilizacji (sic!) autor nie precyzuje do kogo dokładnie skierowana jest praca i po lekturze książki trudno samemu sprecyzować, kto właściwie miał być jej odbiorcą. Mimo iż książka została częściowo zaopatrzona w aparat naukowy w postaci źródeł, zbioru literatury i tablic genealogicznych liczba trudnych do skomentowania truizmów czasem wręcz onieśmiela. Znakomitym tego przykładem jest jakże sugestywny opis działalności Jezusa z Nazaretu (s. 216): „ Jezus nauczał ludzi nie bezpośrednio, lecz przez opowieści i przypowieści, które zmuszały ludzi do zastanowienia się nad tym, co miał na myśli”.  Smutne jest także, że autor, który jest z wykształcenia filologiem klasycznym, nie sprawdził, jakie dokładnie terminy oryginalnie stosowano do określania poszczególnych urzędów administracyjnych i wojskowych. Pracę zaludnia więc cała gama „generałów rzymskich”, służących „rzymskim rządom”, a te z kolei miały realizować prawa w ramach „rzymskich konstytucji” skierowanych do „rzymskiego społeczeństwa” złożonego w większości z „farmerów”. Wszystkie przedstawione powyżej określenia, jakie zastosował autor, można na pewnym poziomie dyskursu akceptować pod warunkiem, że miałyby określać niesprecyzowane źródłowo anonimowe postaci. Niestety nawet Pyrrus król Epiru, pochodzący z dynastii Ajakidów został „najemnym generałem” (s. 107). W pracy, która ma być przedstawieniem dziejów Imperium Romanum, należy od badacza oczekiwać także solidnej krytyki źródeł. Niestety czasem niektóre zdania z książki bez krytycznej refleksji stały się kalkami ze źródeł. Pozbawione przypisu lub adnotacji, że są cytatami, wychodzą na opinię autora i budzą uśmiech zwłaszcza, gdy czytelnik zna podstawowe teksty źródłowe do historii Republiki i Cesarstwa. Oczywiście większą troską należałoby otoczyć czytelnika nieobeznanego ze źródłami, dla którego praca Martina może być np. pierwszym spotkaniem z historią Rzymian. Taki odbiorca naprawdę uwierzy w liczbę pięciuset tysięcy okrętów utraconych przez Republikę w drugiej wojnie punickiej (s. 109), jak i Hunów żywiących się surowym mięsem, trzymanym między udami a końskim grzbietem (s. 276). Trudno nieprzygotowanemu odbiorcy zrozumieć kontekst choćby powyższego sądu o Hunach pochodzący od Ammianusa Marcellinusa, jeśli będzie go traktował jako opinię autora i pośrednio jako oficjalne stanowisko dzisiejszej nauki.

Zastrzeżenia może budzić także sama konstrukcja pracy. Martin zapewnia, że przeprowadzi czytelnika przez wszystkie etapy historii Rzymu. Wprawdzie z tej swoistej obietnicy wywiązuje się, to jednak cierpi na tym sama historia Imperium Romanum. Dobrym przykładem jest historia Cesarstwa Rzymskiego. Panowanie dynastii julijsko–kaludyjskiej, flawijskiej, Antoninów i Sewerów zostało przez autora nakreślone w miarę rzetelnie, prawdziwy kłopot ma autor z narracją dotyczącą kryzysu III wieku i dziejami protobizantyjskimi. Ze smutkiem muszę odnotować, że o tak ważnych wydarzeniach dla historii Cesarstwa jak: narodziny sasanidzkiej monarchii nowoperskiej, separatyzm Galii i powstanie królestwa Palmiry właściwie niczego się nie dowiemy. Dobrą ilustracją mojej uwagi będzie fragment książki dotyczący historii Cesarstwa w latach 50. III wieku: „W połowie stulecia w Rzymie znów wybuchła wojna domowa, trwająca całe dekady, która doprowadziła do destabilizacji pryncypatu jako systemu rządów” (s. 231). Pozostaje mieć nadzieję, że studenci Martina byli przez niego poinformowani o najwybitniejszych władcach z tak zwanej dynastii iliryjskiej, takich jak Klaudiusz II (268–270) który powstrzymał ogromną armię Gotów, szlachetny intelektualista Tacyt, broniącego Azji Mniejszej (275) czy jedynym w dziejach cesarzu, który zniszczył zachodnią stolicę Sasanidów Ktezyfont – Karus (283–284). Warto dodać, że Klaudiusz II, Tacyt i jego brat Florian, cesarz budowniczy – Probus czy wybitny władca Aurelian nie toczyli między sobą ani z innymi Rzymianami przewlekłej wojny domowej, więc trudno w konstruktywny sposób odnieść się do uwagi autora. Czytelnik, który liczy, że przejrzyście zapozna się z władcami III wieku w spisie dynastii na końcu książki, jest w błędzie. Autor, jakby chcąc podeprzeć swoją opinię o nieustającym chaosie w „rządzie rzymskim” w tym okresie, umieszcza na liście w aneksie wszystkich władców i uzurpatorów jednocześnie. W ten sposób czytelnik zainteresowany np.: sylwetką Filipa I Araba dowie się, że panował w latach 244–249, ale kilka pozycji na liście dalej pod tymi samymi datami panowania odnajdzie uzurpatora Sponsjana (s. 319).

Dzieje Cesarstwa po okresie kryzysu są w ujęciu autora historią społecznego i kulturowego sukcesu chrześcijaństwa. Nieliczne wydarzenia polityczne po śmierci Juliana (26 VI 363 r.) są dla Martina warte  zaprezentowania czytelnikowi. Tymi wyjątkami są powstanie Wizygotów i tragedia Walensa pod Adrianopolem 9 VIII 378 r. oraz przekroczenia przez Germanów Renu 31 XII 406 roku i los ich dalszych wędrówek. Wspomina także o detronizacji Romulusa Augustulusa i odesłaniu insygniów cesarskich do Konstantynopola. Finałem dziejów rzymskich dla Martina pozostaje era Justyniana i Teodory. Czytelnik nie zapozna się więc z całymi partiami dziejów Cesarstwa w V wieku, brak też wyraźnie zarysowanego przez autora końca dziejów Rzymu. Wprawdzie, co niewątpliwie zasługuje na pochwałę, zaznacza, że „teza o upadku Cesarstwa Rzymskiego” jest anachronizmem i na zachodzie Europy raczej należy mówić o transformacji kulturowej i administracyjnej prowincji w pierwsze królestwa – protoplastów późniejszych państw Europy, ale nie określa, co czytelnik powinien traktować za koniec antycznych dziejów na Wschodzie. A warto było przecież zamieścić analogiczną informację o transformacji kultury rzymskiej w bizantyjską podczas panowania Herakliusza (610–641) władcy, który ostatecznie zniósł łacińską tytulaturę cesarską i administracyjną, zastępując ją grecką i pokonał drugie, ostatnie po Rzymie imperium późnoantycznego świata – Persję.

Choć pracę czyta się z niezwykłą lekkością ze względu na odciążenie jej z przypisów i większości cytatów książka zmusza czasem czytelnika do zastanowienia: czy autor faktycznie wierzy w to, co pisze. W podsumowaniu zmian obyczajowych ery Justyniana Martin ciekawie opisuje stosunek protobizantyjskich władz do homoseksualizmu: „Małżeństwa homoseksualne, które wcześniej dopuszczano, zostały oficjalnie zakazane w 342 roku n.e., jednak do tej pory nigdy nie karano nikogo za homoseksualizm.” (s.296). To wynurzenie ad vocem prawodawstwa cesarskiego dość zabawnie kontrastuje z ciągłym podkreślaniem przez autora znaczenia małżeństwa w kulturze rzymskiej i jego roli w ciągłym podtrzymywaniu ciągłości biologicznej rodu. Oczywiście idąc tym tokiem narracji, czytelnik musi też wziąć pod uwagę tragedię zmuszanych do prokreacji kobiet. Kobieta była ciągle zmuszana do rodzenia dzieci zarówno w czasach Republiki, jak i w czasach „chrześcijańskich dogmatyków” – wyjątek stanowiły arystokratki w czasach Augusta: „Przewidując, że wydatki i kłopoty, jakie czekały ich [arystokratów] przy wychowywaniu dzieci, zagrażały ich standardowi życia, elita przestała się rozmnażać.” (s.175). (sic!)

Na przychylne komentarze zasługują natomiast te fragmenty pracy, które dotyczą historii sztuki Rzymu. Autor już we wstępie dziękuje swojej współpracownicy Suzie Tibor, która pomogła mu w redakcji kwerendy historyczno-artystycznej i dokładność tej kwerendy jest widoczna w tekście. Uwagi autora, choćby na temat budowli czasów Augusta bądź Justyniana, są bardzo przystępne i w przeciwieństwie do wielu trudnych historycznie artystycznych opisów zamieszczanych w innych pracach pozwalają dzięki prostym zabiegom literackim wyobrazić sobie plan i zewnętrzny wygląd obiektu.

Podsumowując, należy zauważyć, że w ostatnich latach na polskim rynku wydawniczym ukazało się kilka syntez bądź prób ujęcia dziejów Cesarstwa lub historii starożytnego Rzymu w całości. W ten nurt wpisuje się praca Martina. Niestety w porównaniu do wydanej w 2010 roku pracy „Europa Rzymska” pod redakcją Slaway, czy znakomitej syntezy Wellsa „Cesarstwo Rzymskie” z 2005 roku książka Martina wypada bardzo słabo. Mimo znakomitego pióra autora i pięknych fragmentów dotyczących historii sztuki Rzymu praca razi uproszczeniami i truizmami. Nie nadaje się ani na podręcznik akademicki, ani nie jest naukową syntezą Rzymu. Jako praca popularnonaukowa może się sprawdzić tylko przy założeniu, że czytelnik nie posiada praktycznie żadnego obycia z dziejami antycznymi. Na koniec muszę także odnieść się w kilku słowach do wydania pracy. Książka została opublikowana w sposób przypominający powieść w miękkiej okładce ozdobionej, dość marnej wartości estetycznej, wizerunkiem rzymskiego legionisty. Zdjęcia dzieł sztuki są czarnobiałe. Na pozytywny komentarz zasługują liczne mapy przedstawiające rozwój terytorialny państwa Rzymian.

Tytuł: „Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana”

Autor: Thomas R. Martin

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2014

Link do strony wydawnictwa