Skip to content

„Sto najważniejszych scen filmu polskiego” W. Kot [recenzja]

„Dlaczego akurat 100 scen? Bo tak. Mogło by ich być równie dobrze 296, 187 albo 59.” Dobrze jednak, że autor poprzestał na stu…

sto scen filmu polskiego

Nawet gdyby porwał się na wydłużenie tej listy, nie dałabym rady przeczytać więcej. Szkoda jednak, że nie zdecydował się zamknąć listy na 59 scenach, bo właśnie tyle filmów w tej książce jest moim zdaniem przedstawionych ciekawie. A reszta? Chaotyczne streszczenia fabuł, kiepskiej jakości fotografie i wypowiedzi wyrwane z kontekstu. Jednym słowem: nuda.

 

Z długiej historii polskiej kinematografii autor wybrał sto scen w swoim mniemaniu najważniejszych, obejmujących okres 1934-2014. Osobiście nie mam zamiaru polemizować z tymi wyborami, bo nie jestem do tego wystarczająco kompetentna. Moja znajomość filmu jest raczej przeciętna, ale tym bardziej zirytował mnie brak uzasadnienia takiego, a nie innego wyboru. Dlaczego akurat te filmy i te sceny? Co świadczy o ich wadze? Niektóre filmy bronią się same – pierwszy film o okupacji, pierwszy nominowany do Oscara, pierwszy kryminał. Jest to jednak niewielka część tego, co autor proponuje. Książka treściowo jest raczej przeznaczona dla przeciętnego odbiorcy, interesującego się hobbystycznie filmem. Jest bowiem pełna ciekawostek i oczywistych oczywistości, które filmoznawca ma zapewne w małym palcu.

 

Treść książki oparta została na prostym schemacie: opis sceny, streszczenie fabuły i przytoczone wypowiedzi zaczerpnięte z wywiadów, książek, artykułów, recenzji. Czasem pojawia sie anegdota o filmie lub aktorach, notatka nakreślająca tło historyczno-kulturowe czy tekst piosenki z filmu. Całość wzbogacono zdjęciami aktorów i reżyserów, miniaturami plakatów filmowych, skanami notatek prasowych i artykułów z gazet, kadrami z filmów. Brzmi ciekawie? No cóż, nic bardziej mylnego.

 

Wszystko to zostało dosłownie upchnięte na 4 stronach, bo tyle miejsca otrzymał każdy film. Najpierw więc opis sceny, bo przecież tytuł zobowiązuje. Potem streszczenie fabuły naszpikowane spoilerami – czytelnik dowie sie kto, co, kiedy i dlaczego, więc jeśli filmu nie oglądał, to lepiej, żeby odłożył czytanie tych kilku stron, a dużo nie straci. Jeśli film ma wiele wątków w dodatku skomplikowanych, streszczenie staje sie chaotyczne, niezrozumiałe i jeszcze bardziej skomplikowane niż sama fabuła. Zupełnie jakby ktoś próbował komuś opowiedzieć chociażby „Atlas chmur”. Daremny trud.

 

Pomimo tych zarzutów ta część jest najlepsza, bo w nią, moim zdaniem, autor włożył najwięcej swojego talentu literackiego. Cała reszta to jeden wielki cytat. Autor cytuje innych publicystów i filmoznawców, aktorów, scenarzystów i reżyserów, i wreszcie cytuje samego siebie. Z tych ostatnich cytatów możemy przekonać sie o tym, że autor potrafi pisać ciekawie, inteligentnie, z fantazją i humorem. Tym bardziej boli fakt, że zdał się na cudze słowa zamiast stworzyć własną oryginalną notatkę o danym filmie na podstawie zebranych przez siebie materiałów (a zebrał ich zapewne sporo). Prawdziwe rozczarowanie.

 

Mocną strona książki są zabawne lub zatrważające anegdoty z planu, wspomnienia ekipy czy notatki nakreślające realia i kulturę w czasach, gdy dany film powstawał. Mamy tu więc powojenną Warszawę w budowie, łapówkarstwo, kolejki w sklepach, absurdy cenzury, niekompetentną milicję i pijaństwo. Obok tego pojawiają się wypowiedzi reżyserów i scenarzystów o genezie powstania filmu – co było dla nich inspiracją i skąd czerpali pomysły. Dzięki temu film jakby rozszerza swoje granice poza ekran kinowy i pozwala nam zajrzeć za kulisy. A kto z nas nie lubi tam zaglądać? Dość ciekawe są też notatki o wielkich gwiazdach polskiego kina – w skondensowanej formie dowiemy się, jakie grali role, za co ludzie ich cenili, skąd pochodzili i jak potoczyły się ich pozaekranowe losy. Niestety treści ciekawe występują w książce w zdecydowanej mniejszości. Gdyby było inaczej, recenzja ta byłaby zdecydowanie inne.

 

Dodam jeszcze, że oprawa graficzna, która na początku bardzo mi się spodobała, szybko okazała się być przygotowana niedbale. W dobie tak rozwiniętej grafiki komputerowej nie uwierzę, że nie znaleziono grafika, który poprawiłby jakość zdjęć. W efekcie zamiast twarzy mamy zbiór pikseli i poczucie, że na dopracowanie tego szczegółu nie starczyło czasu lub chęci. Z drugiej strony zachwycające są miniaturki plakatów promujących filmy. Każdy z nich to dzieło samo w sobie i zasługuje na osobną książkę, a przynajmniej rozdział, ale na to potrzeba czasu i miejsca, a tutaj nie starczyło jak widać ani jednego, ani drugiego.

 

Muszę z niemałym żalem przyznać, że książka „Sto najważniejszych scen filmu polskiego” po prostu mnie rozczarowała. Dowiedziałam się z niej czegoś nowego, ale nie tyle ile spodziewałam się. Miejscami strasznie sie nudziłam, ale przyznam, że do kilku filmów przekonałam się i w przyszłości na pewno po nie sięgnę. Jeśli ktoś tak jak ja czuje niedosyt po przeczytaniu tej książki, może skorzystać ze źródeł, które pan Kot poleca, a z których zapewne sam czerpał informacje, i które tak chętnie cytował.

 

Tytuł: „Sto najważniejszych scen filmu polskiego”

Autor: Wiesław Kot

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2014

Link do strony wydawnictwa